Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

giń logiko...

2010-02-16

Mili Moi...

No i wczoraj dotarłem do Gniezna po długiej podróży, w której kilkakrotnie uratowało mnie tzw."jechanie na króliczka"... Co to takiego? No niespecjalnie szlachetna metoda, polegająca na podpięciu się pod pędzący samochód przede mną (króliczek). Radar zawsze najpierw namierzy jego... No i tak właśnie było wczoraj... nie raz zresztą:) Wraz ze mną dotarło trzech młodzieńców, którzy już od wczoraj wchodzą w zakonne klimaty... to znaczy zmywają, nakrywają, modlą się, dzielą Słowem... Nie ukrywam, że dla mnie jest to bardzo trudne - prowadzić tak kameralną grupę, muszę w to włożyć dużo więcej wysiłku. Zwłaszcza, że dwaj z nich są po raz pierwszy, więc naturalnym jest, że wchodzenie w temat zajmie im nieco więcej czasu... Ale na szczęście jutro dojedzie czterech następnych, którzy ożywią z pewnością tych już obecnych... Będzie więc lepiej...

Przeżywam ogromnie tę podróż sentymentalną... Jak zawsze, kiedy się tu pojawiam... Wspominam, jak w kaplicy Pan mi się udzielał... Tu też przeżyłem bardzo wewnętrzne spotkanie z Maryją... To był pewien wieczór, kiedy bardzo tęskniłem za mamą... Zobaczyłem wówczas Maryję stojącą przede mną i gładzącą mnie po twarzy... Nie wiem na ile była to wizja, a na ile wytwór mojej wyobraźni, ale doznałem wielkiego pokoju... Tu, właśnie w tym domu, odbywałem swój zakonny nowicjat, pierwsze chwile zakonnej formacji...

A dziś nadziwić się nie mogę, kiedy czytam Ewangelię... Kilka wersów wcześniej Jezus rozmnaża chleb... Po chwili, w łodzi, uczniowie się martwią, że mają tylko jeden bochenek... Nie wiem jak to nazwać... On sam chyba nie wiedział za bardzo, sam nie mógł opanować zdumienia... Jeszcze nie rozumiecie? Jak bardzo trzeba być pochłoniętym ludzką logiką, ludzkimi sposobami myślenia, żeby nawet ta emocjonalna pamięć człowieka zawodziła... Taka czapa schematów myślowych, sloganów... Oni nie mogą się spod niej wydostać, oni wciąż nie mogą przyjąć w sercu kim jest Jezus... Zdałem sobie dziś sprawę, że powołanie wiąże się z codziennym wyborem Jezusa, z codziennym wyborem na nowo... Ze świadomością, że On jest zawsze większy... Dziś pomyślałem o sobie... Tyle już widziałem, tylu cudów namacalnie doświadczyłem, tyle radości daje mi posługa w Jego imię, tylu wspaniałym ludziom mogę towarzyszyć... A kiedy przychodzą sytuacje banalne, codzienna walka, ja nadal i wciąż próbuję po ludzku, według swojej własnej logiki, po naszemu... Jakby Go nie było, jakbym Go nigdy nie spotkał, jakbym nie widział, nie doświdczał... Na czym to polega, o co w tym chodzi? A nade wszystko jak to zmienić? Bo naprawdę nie czuję się z tym dobrze... Zwłaszcza wówczas, kiedy On mi znów pokazuje - masz oczy, a nie widzisz, masz uszy, a nie słyszysz... Kiedy dowodzi mi jak bardzo otępiały mam umysł... Wstyd mi... W takich błahostkach - wstyd mi... Dziś na przykład, kiedy nie wstałem o 6 rano, jak zwykle, tylko pospałem do 6.50, bo według mojej logiki, potrzebowałem wypoczynku... A Pan mi pokazał, że tylko w Nim mogę wypocząć, że tylko On jest źródłem pokoju, a Jego Słowo pozwoliłoby mi lepiej odpocząć, niż te dodatkowe 50 minut snu... I choć odprawiłem medytację później, mam poczucie zmarnowanego, przespanego poranka... Takich sytuacji jest całe mnóstwo, kiedy przegrywam walkę w drobiazgach, kiedy nie zwyciężam siebie... Powie ktoś, że to śmieszne w ogóle się takimi sprawami zajmować... Ale czy nie właśnie z takich składa się nasze życie? Nie chcę czekać na wielkie, bo do kogo będę miał pretensje, jeśli się nie pojawią? Walka i zmaganie dotyczą spraw małych... aby Jezus zwyciężał, a nie moje ludzkie kalkulacje i człowiecza logika...