Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Zacheusz...

2010-02-14

Mili Moi...

Wciąż trwam z moimi młodszymi siostrami na zgłebianiu Bożej miłości... Wczoraj przyglądaliśmy się jej prawdziwym i fałszywym obrazom, a dzis przyszedł czas na doświadczenie i wielkie błaganie do Pana, aby nas swoją miłością namaścił, dotknął i pobłogosławił. Dziś po drodze miłości prowadził nas Zacheusz... Może więc i was poprowadzi...

Mniej więcej wiemy kim był Zacheusz, ale warto się zastanowić dlaczego celnicy było otaczani tak powszechną niechęcią, a wręcz czasami nienawiścią…

Otóż celnicy kupowali od Rzymian możliwość ściągania podatków i przy końcu roku wpłacali okupantowi określoną sumę ściągniętych pieniędzy. Były dwa rodzaje podatków:

Pierwszy to podatek ogólny – dotyczył mężczyzn od 14 do 65 roku życia i kobiety od 12 do 65 roku życia. To za przywilej życia w cesarstwie rzymskim.

Drugi to podatek dochodowy – 1% od dochodu.

Ponadto ściągano podatek za korzystanie z głównych dróg, portów i rynków. Płacono podatek za posiadanie wozu, za każde jego koło i za zwierzęta pociągowe.

Celnik mógł zatrzymać człowieka na drodze i zażyczyć sobie opłaty w dowolnie ustalonej przez siebie wysokości. Jeśli podróżny nie miał pieniędzy to celnik oferował mu pożyczkę na bardzo wysoki procent. Dochodziło tu do bardzo wielu nadużyć, co nie interesowało Rzymian. Celnik miał się po prostu wywiązać ze swoich zobowiązań, a reszta się nie liczyła…

Byli powszechnie uznawani za złodziei i morderców Wykluczano ich z synagogi.

Jeśli dziś z taką niechęcią ludzie płacą podatki, to jak musiało to wyglądać wówczas…

Taką robotę wykonuje więc Zacheusz…

Zacheusz czyli – czysty, niewinny (Zakkai); bądź też – Bóg pamięta (Zecharja) – takie są dwa możliwe znaczenia jego imienia…

Jednak dla otoczenia ma tylko jedno imię – grzesznik. Był przeciwieństwem pobożnego Żyda, kimś, kto z definicji nie zasługiwał na zbawienie. Bóg nie mógł pamiętać o kimś takim…

Z jednej strony z pewnością nim gardzono, zwłaszcza ci, którym się wydawało, że sami są sprawiedliwi. Ale było też wielu, którzy mu zazdrościli bogactwa, umiejętności dostosowania się do sytuacji. Na pewno reprezentował marzenia wielu, którzy nie mieli dość odwagi, by je wprowadzić w życie…

Słowo mówi, że był bardzo bogaty… W myśl nauczania samego Jezusa bogaczom trudno wejść do Królestwa Bożego. Mówi o tym wprost Psalm 73 – nie ma dla nich żadnych cierpień, ich ciało jest zdrowe i tłuste, nie doznają ludzkich utrapień, nie cierpią z innymi. Toteż ich naszyjnikiem jest pycha, a przemoc szatą, co ich odziewa. Ich nieprawość pochodzi z nieczułości, złe zamysły nurtują ich serce. Szydzą i mówią złośliwie, butnie grożą uciskiem…

Zacheusz jest właśnie takim „beznadziejnym przypadkiem”. A jednak Jezus i o nim pamięta, tak jak o dobrym łotrze na krzyżu…

Z cała pewnością Zacheusz musiał słyszeć o Jezusie. O Jego wrażliwości, serdeczności, jaką okazywał zwłaszcza marginesowi społecznemu… Z pewnością też słyszał nauczanie Jana, który mówił wprost do poborców podatkowych – nie pobierajcie nic ponad to, co wam wyznaczono (Łk 3,13). Pewnie też słyszał, że jeden z Jezusowych uczniów niegdyś był celnikiem…

Być może działało to na zasadzie łacińskiego przysłowia – gutta cavat lapidem, non vi, sed sepe cadendo… Kropla drąży kamień…

Być może budzą się w nim jakieś duchowe pragnienia… Zresztą musiało go coś w życiu uwierać i chyba nie była to tylko zła opinia.

Gdyby czuł się dobrze w swoim domu, wśród dostatku, te opinie by mu nie przeszkadzały. Wystarczyło znaleźć sobie towarzystwo, z którym ucztując mógłby skutecznie zagłuszać wszelkie wyrzuty czuć się akceptowanym.

Od zawsze ludzie w ten sposób zagłuszają niewygody własnego sumienia i jeszcze są w stanie wmówić sobie, że dobrze czynią, że poświęcają się dla większej sprawy… Pieniądze często zaślepiają.

Przecież dzięki celnikom w Palestynie był względny spokój, czy więc Zacheusz nie pełnił ważnej społecznie misji, a po prostu był niezrozumiany przez współobywateli?

Wygląda więc na to, że Zacheusz był już jakoś wewnętrznie przygotowany, a pojawienie się Jezusa po prostu „wprawia go w ruch”. 

Słowa użyte w tym fragmencie doskonale to oddają:

Pragnął widzieć, pobiegł, wszedł, zszedł spiesznie, przyjął Go, rozradował się, stanął, rzekł, daję, oddaję. A dodatkowo jeszcze – dziś, trzeba, szybko…

To, co zrobił Zacheusz było bardzo ryzykowne. Być może kieruje nim ciekawość, ale chyba nie tylko, bo takie zachowanie, wspinanie się na drzewo nie dodaje powagi tak zacnemu obywatelowi jak on… To zajęcie dla dzieci… A mimo to decyduje się na taki krok. Nie liczy się ze swoją funkcją, nie myśli o tym, że będą go wytykać palcami…

Może myśli, że nikt nie spojrzy na drzewo, wszyscy będą zajęci Jezusem…

A może sam chcąc zobaczyć liczy na to, że będzie zobaczony…

On czuje trudności – swój mały wzrost, to można jeszcze jakoś pokonać. Ale duchowa kondycja – człowiek skorumpowany, który nosi z pewnością również zły obraz samego siebie… Poza tym – wrogość tłumu, tych, którzy uważają się za sprawiedliwych…

Ale on rozpoznaje godzinę swojego nawiedzenie… Trochę jak ślepiec , o którym słyszymy kilka wersetów wcześniej… Chce widzieć…

I nagle pod samym drzewem spojrzał na niego Ten, którego on przyszedł zobaczyć…

Warto zwrócić uwagę na to spojrzenie Jezusa z miłością… On już tak kiedyś spojrzał na jednego celnika i ten wzrok wyrwał go z komory celnej. Miał na imię Lewi i pewnie szedł w grupie za Jezusem…

Na Zacheusza nikt w tym mieście nie patrzył z miłością. On pewnie na siebie również, pewnie na nikogo… nie umiał

Jezus spojrzał na niego… Co charakterystyczne – z niskości. Objawia pokorę Boga, który tak kocha człowieka, że czyni się mniejszym od niego. Bóg, który jest bezdomny i szuka dla siebie miejsca w sercu człowieka

Mało tego, zwraca się do niego po imieniu… Nikt Mu go nie przedstawiał, On sam zna jego imię… Imię, czyli wyraz najgłębszej prawdy o człowieku…

Bóg mówi do Mojżesza – uczynię to, o co prosisz, ponieważ jestem ci łaskawy, a znam cię po imieniu –Wj 33,17

U Izajasza – Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu, tyś moim… Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i ja cię miłuję – Iz 43, 1-4

Jezus go zauważył – czujecie co musi się dziać w sercu tego człowieka? Zauważył właśnie jego…

Mało tego, mówi – zejdź prędko, bo ja MUSZĘ zatrzymać się dziś u ciebie… Wewnętrzny przymus Boga, aby szukać i znajdować to, co zginęło…

Bóg nigdy z ciebie nie zrezygnował Zacheuszu, Bóg nigdy o tobie nie zapomniał…

I Zacheusz schodzi z drzewa… Nawet przez myśl mu nie przechodzi, żeby się złościć na Jezusa za to, że ujawnił jego kryjówkę, że go zdemaskował…

To jego zejście ma też wymiar symboliczny. Pokazuje, że on się już nie boi zejść do swojej rzeczywistości, do prawdy o sobie jako o notorycznym grzeszniku. Towarzyszy mu już Jezus… Ta prawda o nim już go nie zabija…

A reakcja tłumu jest szokująca… Święte oburzenie, skandal. Jak On może do TAKICH chodzić w gościnę…

Być może stoi za tym również zazdrość – dlaczego nie do mnie, dlaczego mnie nie wybrał, przecież jestem porządniejszy, przecież tylu porządniejszych tu stoi i Go wychwala…

Ludzie wiedzą co wypada, a co nie… Pochwalili Go za uzdrowienie niewidomego kilka wersów wcześniej, ale takiej zniewagi i nieodpowiedzialności wybaczyć Mu nie mogą… Nie akceptują miłosierdzia dla TAKICH…

A Jezus idzie z nimi na ucztę… To nie zwykła herbatka… Uczta, to uczta… Ona symbolizuje w Biblii radość i zbawienie… Radość Boga z odnalezienie Jego dziecka… Za ucztowanie z grzesznikami Bóg zapłaci śmiercią…

Jezus tutaj jawi się jako Dobry Pasterz, który przyszedł znaleźć i zbawić to, co zginęło… Bóg, który nie brzydzi się nędzą ludzką, w odróżnieniu od innych ludzi…

Zacheusz stanął. To też ważne. To jego postawa, która świadczy, że nie boi się już konfrontacji z prawdą o sobie i z ludzkimi osądami. To podkreśla odzyskanie przez niego ludzkiej, synowskiej, osobistej godności, jego narodziny jako nowego człowieka, jego duchowe zmartwychwstanie…

I zwraca się do Jezusa Kyrie – Panie. To ważne wyznanie wiary. To ma dużo głębsze znaczenie, niż sądzimy. Żadne słowo w Biblii nie jest przypadkowe…

Oto połowę mojego majątku daję ubogim… Czujecie… Wyobraźcie sobie ile to jest w przypadku waszego domu? Zgodnie z tradycją judaistyczną jałmużna w postaci 20% rocznego dochodu była dowodem szczerego nawrócenia… A on oddaje połowę tego, co posiada…

Mało tego, zwraca poczwórnie tym, których skrzywdził… Tu wydaje się, że chodzi o perfidny rodzaj krzywdy polegający na fałszywym oskarżeniu kogoś o nadużycia finansowe, aby doprowadzić do ego skazania i przejąć skonfiskowany mu majątek… Był to grzech wołający o pomstę do nieba.

Prawo nakazywało zwrócić zagrabioną rzecz z nawiązką 20% jej wartości, czyli 120%. Zacheusz zwraca poczwórnie. Łatwo sobie policzyć ile to jest…

Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu… Celnik, który na wyprzedza… 

Warto zwrócić uwagę na jeszcze coś…

Kiedy Jozue (Jezus) zdobywał Jerycho…

22 Jozue powiedział dwu wywiadowcom, którzy wybadali kraj: «Wejdźcie do domu owej nierządnicy i wyprowadźcie stamtąd tę kobietę wraz ze wszystkimi, którzy do niej należą, jak jej przysięgliście». 23 Weszli więc młodzi ludzie, wywiadowcy, i wyprowadzili Rachab, jej ojca i matkę, jej braci i tych wszystkich, którzy do niej należeli. Również wszystkich jej krewnych wyprowadzili i umieścili ich poza obozem izraelskim. 24 Następnie miasto i wszystko, co w nim było, spalili, tylko srebro i złoto, jak i sprzęty z brązu i żelaza oddali do skarbca domu Pańskiego. 25 Nierządnicę Rachab, dom jej ojca i wszystkich, którzy do niej należeli, pozostawił Jozue przy życiu. Zamieszkała ona wśród Izraela aż po dzień dzisiejszy*, ponieważ ukryła wywiadowców, których wysłał Jozue, by wybadali Jerycho. (Joz 6.)

Dziś Jezus wchodzi do Jerycha i ocala Zacheusza… Celnicy i nierządnice wchodzą przed nami do Królestwa…

Dlaczego? Bo oni są wyschnięci z tęsknoty. Oni potrafią zrozumieć, docenić, przyjąć Boga… Są jednym wielkim pragnieniem… Miłości…

Warto sobie dziś odpowiedzieć: 

Czy jest we mnie mentalność celnika i nawróconej prostytutki? 

Czy mam poczucie mojego grzechu? 

Czy potrafię skonfrontować to czym żyję, z tym, co przynosi Jezus?

Na ile uczestniczę w Jego zbawieniu?

To, co trzeba zrobić, to przede wszystkim zatęsknić i uznać swoją słabość. Wejść we współpracę z łaską…

Zaryzykować swoje dotychczasowe życie… narazić się na śmieszność – ważne zwłaszcza w młodości...

A wieczorem, w czasie Nieszporów przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, prosiłem dla tych Bożych córeczek o doświadczenie miłości Bożej... Modliłem się nad każdą z nich z osobna, prosiłem Jezusa, aby poczuły się bezpieczne w Nim, przyjęte, napełnione Jego obecnością... Bardzo piękne chwile przeżyliśmy dziś z Panem. I choć padam na mordkę, to ufam, że On dziś się mną posługiwał dla dobra swoich dzieci...

A, i proszę was o westchnienie, żebym się jutro stąd wydostał, bo zapomniałem zgasić radio w samochodzie... i cały prąd z niego wyszedł... Jutro mają się tu pojawić jacyś cudotwórcy, którzy pomogą mi uruchomić wóz, bo jak na razie, to mogę tylko marzyć o jakiejś podróży...

No i żeby jeszcze zakończyć czymś nader optymistycznym, to zachęcam do zobaczenia cudu powołaniowego... Warto:)