Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Syrofenicjanka...

2010-02-11

Mili Moi...

Wczoraj przeżyliśmy kolejną audycję z cyklu wieczorów franciszkańskich. Tym razem w gronie zacnych gości, którymi byli księża egzorcyści zebrani na swoim dorocznym zjeździe w Niepokalanowie. Urok egzorcysty w radio polega na tym, że wpuszcza się go do studia, zadaje kilka pytań i... już... Temat jest tak nośny, że pytań można stawiać bardzo wiele. Ogromna liczba telefonów świadczyła również o dużym zainteresowaniu wśród słuchaczy. Niestety nie mogliśmy wszystkich wpuścić na antenę, bo wówczas nie udałoby się nam poprowadzić jakiejkolwiek rozmowy. Ale nie przepracowaliśmy się wczoraj, to prawda. Za to dziś czeka nas całkiem sporo roboty, bo już za chwilę wchodzimy do studia, aby nagrać nasz comiesięczny suplement do audycji na żywo, czyli "Pytania nieobojętne". Mało tego, w przyszłym miesiącu nie dam rady dotrzeć tu z audycją na żywo, ze względu na rekolekcje wielkopostne, dlatego również dziś musimy tę audycję nagrać. Będzie ona poświęcona sakramentowi pojednania i zostanie wyemitowana w drugą środę marca. Już dziś serdecznie zapraszam. Włączcie wasze radyjka w ten dzień wieczorową porą...

Zostałem w Niepokalanowie również dlatego, że jutro ropoczynam w Warszawie rekolekcje powołaniowe dla sióstr, więc bez sensu było dziś wracać do Elbląga po to, żeby jutro odbyć tę samą podróż do Warszawy. Ale za to odbyłem swoistą podróż sentymentalną. Wybrałem się dziś bowiem do Łodzi, do naszego seminarium. Warunki jazdy okropne, trafiłem na radę pedagogiczną, czyli spotkałem wszystkich najważniejszych braci z obu prowincji, ale też wypiłem kawkę z klerykami, poszwendałem sie po korytarzach. Ale najciekawsze wrażenie miałem po obiedzie, kiedy z całą wspólnotą udaliśmy się zwyczajowo na modlitwę. Kiedy tak siedziałem w ławce w kaplicy, przez chwilę poczułem się jak dawniej... Wydawało mi się, że jak skończą się modlitwy, znów wstanę, pójdę do siebie do pokoju, rzucę się na łóżko, a potem z którymś z braci pójdziemy na spacer, albo na kawkę... Tęsknię czasem za tym okresem... Wydawało nam się wówczas, że nie mamy na nic czasu, że jesteśmy strasznie zajęci, że tyle mamy obowiązków... Ale tak naprawdę był to czas olbrzymiej beztroski, wzrastania bez obciążenia odpowiedzialnością, czas spokoju i ułożonego życia... Czasem mi tego brakuje... Zetknięcie z rzeczywistością po wyjściu z seminarium jest bardzo bolesne i szokujące... nawet nie wiecie jak bardzo... I choć oczywiście już się z tym oswoiłem i jakoś sobie radzę:) to czasem mam taką niemożliwą do realizacji na szczęście pokusę powrotu tam, gdzie tak wiele Pan Bóg mi objawił, gdzie mnie wychowywał i po prostu kochał jak dziecko w inkubatorze... Dziś kocha mnie niemniej... ale już inaczej, bardziej wymagająco... I to też jest cudowne... Nie można się cofać, trzeba iść wciąż ku Niemu...

Zdałem sobie dziś sprawę, że ewnagelizator odpocznie w niebie... to już po raz kolejny do mnie dotarło... Musi być zawsze gotowy. Jak Jezus... On dziś chciał pozostać nierozpoznanym, ale nie mógł się ukryć... Natychmiast ktoś przychodził prosząc o coś.. I On nikomu nie odmawiał, nie mówił przyjdź jutro, dam potem, nie mam siły... To jest takie wielkie światło na moją posługę, która nie może trwać od 8 do 18, a potem nie ma mnie dla nikogo... Dzięki Bogu jakoś to czuję i nawet udaje mi się być dostępnym o każdej porze, ale im człowiek starszy, tym pewnie mniej takiej naturalnej chęci do bycia dla... zawsze i wszędzie... Tęsknota za świętym spokojem, za powrotem do inkubatora... Już na medytacji mi dziś przyszła do głowy:)

Dalej upokorzenie, które zadaje sobie kobieta - pada Mu do nóg... Widzę tu kochającą matkę, która jest gotowa błagać, bo w oczach ma swoją córeczkę nieustannie nękaną przez złego ducha... Ona jest zdeterminowana... Takiej determinacji na modlitwie, takiego pragnienia jej zazdroszczę... Czy nie jest tak, że aby modlić się dobrze, trzeba nieco zapomnieć o sobie, o swojej dumie, o swojej ważności... Żeby pokazać swoją miłość Jezusowi trzeba być zdolnym do zapomnienia o sobie... Zapytałem dziś siebie, czy ja kogoś tak kocham? Czy ja jestem zdolny do takiej miłości, jak ta kobieta? Czy potrafię zapomnieć o sobie i całym sobą stanąć za sprawą czy człowiekiem, którego przynosze do Jezusa?

Potem mnie zafascynowała ta wielka miłość, którą ma Bóg wobec swojego narodu. Tak jakby Jezus był zdeterminowany zbawić Izraela, jakby przyszedł tylko po to, jakby nieustannie szukał na to szansy, możliwości... Jakby mówił nieustannie - pozwólcie mi się kochać, pójdźcie za mną, wciąż jesteście wybrani, dziś przychodzę wybrać was na nowo, najpierw wy, potem inni... Wybór Boga, który jest wieczny, niezmienny... I znów pomyślałem o sobie (tak już jest, że medytacja dotyczy mojego życia, tak być powinno). Przecież mnie też wybrał, powołał, ukochał przed założeniem świata... Koniecznie muszę sobie to przypominać, kiedy przychodzą na mnie godziny zwątpienia, kiedy pojawia się irracjonalna myśl - ich kochasz bardziej, niż mnie...

Wreszcie fantastyczna odpowiedź kobiety... I szczenięta korzystają z okruchów z pańskiego stołu... Determinacja, która znajduje właściwie słowa... Ona bynajmniej nie manipuluje Jezusem, ona nie wybiera słów, które mogłyby Go przekonać, ona nie stosuje magicznych zaklęć... Ona jest po prostu szczera i prosta w swoim rozumowaniu... Ta determinacja, szczerość i prostota przekonują Jezusa... Ona daje się przekonać... Czy to nie jest cudowne źródło nadziei dla naszej modlitwy? Możemy współuczestniczyć w Jego decyzjach, możemy liczyć na bycie wysłuchanymi....

Niezwykłego pokrzepienia doznałem dziś spotykając się ze Słowem... Dobrze mi z Jezusem... Dziś wieczorem zanurzę w Nim i was, czytelników tego bloga... Oby i wam nieustannie udzielał swojej pociechy... Niech Pan obdarzy was swoim pokojem+++