Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Salome...

2010-02-05

Mili Moi...

Kolejny dzień mojej walki... Walczę o odnalezienie chęci i sił do pracy... Mam takiego lenia, że nie wiem jak się go pozbyć... Oczywiście jest on potęgowany przez skądinąd miłe wydarzenia, którymi się łatwo tłumaczę. Wczoraj na przykład nawiedził mnie mój współbrat Krzysztof, który na co dzień pracuje w Darłowie, ale miał chwilę wolnego, więc wybrał się do elbląskiego pustelnika... To była znakomita okazja do... przygotowań na jego przyjazd, a dziś do wracania do pustelniczej równowagi po jego wyjeździe:) Wczoraj wieczorem też spotkanie z moją wspólnotą "Syjon", które dla mnie samego stało się bogate w treści... Fantastycznie się ludzie dzielą Słowem i chcą je zgłebiać, chcą czytać, chcą rozumieć... Służyć im pomocą to prawdziwa radość... Ale wracając do roboty, to ciężko się za nią wziąć... Zawsze, kiedy już nóż na gardle, wtedy doznaję niezwykłego przyspieszenia... Ale do "noża" jeszcze chwila, więc... walczę...

Jak każdego tygodnia spotkałem się dziś z moim Jezusem w Drodze Krzyżowej. Odprawiam ją co piątek jako wynagrodzenie za grzechy kapłanów. Przyznam szczerze, że im dłużej i częściej ją odprawiam, tym "smakuje" mi lepiej, coraz łatwiej mi się w niej zanurzyć, coraz łatwiej się skupić, czuję się nasycony Bożymi treściami... Dziękuję Mu za tę inspirację, którą zesłał na mnie półtora roku temu i za to, że pozwala mi o tym pamiętać i brać sobie czas na tę modlitwę... Tak, bo czas trzeba sobie wziąć. On się nigdy sam nie pojawi... Bo nawet jeśli nie oddam się swoim obowiązkom, to i tak mogę sobie wmawiać, że nie mam czasu... A chyba jednak bardziej ochoty, woli, pragnienia... Wszystkiego można się nauczyć, wszystko można wypracować w sobie... Także święte nawyki, które nie muszą zabijać spontaniczności, ani negatywnie oddziaływać na głębie podejmowanej z nawyku praktyki... nawyk jednak pomaga pamiętać i być wiernym...

Dziś zdumiewa mnie ambiwalencja obecna w samym królu Herodzie - uwięził Jana, a jednak brał go w obronę, niepokoił się, a jednak chętnie go słuchał... To są znaki, że jego sumienie działa, jest wciąż żywe... Jak bardzo muszą go dręczyć wyrzuty, skoro nadzwyczajności, o których słyszy w związku z Jezusem, napełniają go przekonaniem, że to na pewno Jan Chrzciciel zmartwychwstał... Kiedy król uwięził Jana, odebrał mu możliwość swobodnego głoszenia. Jan musiał czuć, że powoli schodzi ze sceny... Nie wiem co czuł, ale wiem co dziś czuję ja, kiedy sobie o tym pomyślę... Gdybym miał umrzeć dziś... Widzę to jako stratę... Bo tyle jeszcze możnaby zrobić... Aż sam się przeraziłem swoją naiwnością... Jakbym był niezbędny w Bożym planie zbawienia, niezbędny dłużej, niż On to zaplanował.... Jakbym był niezastąpiony...

Uderza mnie prawość i świętość Jana, bo one działają właśnie w tych chwilach, kiedy nie może już sam swobodnie działać. Człowiek, który staje się solą w oku przez to, co głosi i jak żyje, do tego stopnia, że wrogowie w swej naiwności myśla, że jeśli się go pozbędą, to odzyskają spokój... Jan nie tylko próbuje żyć w sposób prawy i święty, ale też napomina. To przejaw wolności od ludzkich zależności. No i znów zdałem sobie sprawę, że sam nie reaguję wówczas, kiedy powinienem. Zależność od różnej maści dobrodziejów powoduje, że czasem powstrzymuję się od komentarza, mimo jawnych głupot, które opowiadają... Ale strach stracić dobrodzieja, bo gdzie ich teraz szukać, coraz ich mniej... Jak to dobrze, że Kościół wymyślił przenosiny księży i choć od czasu do czasu weryfikuje to te ludzkie zależności, po prostu od nich uwalnia. Podobnie zakonna kadencyjność, która dla wielu jest doświadczeniem niemal ścięcia głowy, pozwala odciąć się od zniewalających sytuacji, które szczególnie szkodzą głoszeniu Słowa. Stają mi dziś przed oczami ci kapłani, którzy głośno wołali non possumus... Nasi bracia Michał Tomaszek i Zbyszek Strzałkowski, którzy nie ulękli sie gróźb rebeliantów i pozostali z powierzonym im ludem, surowo napominając krzywdzicieli uciemiężonych peruwiańczyków... Przypłacili to życiem podobnie jak Jan Chrzciciel... Mamy nadzieję na ich rychłą beatyfikację...

No i Herod... słaby, miękki król, którym włada kobieta. Zniewolony, naiwnie szafujący obietnicami, zagłuszający zdrowe odruchy sumienia. Nie był w stanie zdobyć się na konsekwentną postawę wobec swojego życia, ale konsekwentnie pozbawia życia Jana przez wzgląd na ludzi, wobec których chce zachować twarz. Liczy się człowiek i jego oczekiwania. Można podejrzewać, że sytuacja moralna współbiesiadników nie odbiegała od sytuacji Heroda. On musiał zadbać o ich akceptację i przychylność, jeśli nie chciał ich stracić. Jest gotów poświęcić nawet cudze życie dla tych błyskotek ludzkiego podziwu. Śmierć za przyczyną tancerki. Światowy banał, czy Boży plan zbawienia? Masz Salome, mam nadzieję, że jesteś zadowolona... I co zrobisz z tą glową?

Przy okazji zdałem sobie sprawę jeszcze z czegoś... Jak cudownie jest być stróżem poranka... Szarość nieba, która przeszła dziś w nieskazitelny błękit, a potem słońce, które zalało wprost okiliczne domy swoim blaskiem... I jak tu nie chwalić Stwórcy tego wszystkiego... W Twoim ręku są moje losy Panie... Jeśli jutro spotkam moją Salome, krwawą tancerkę, która zaważy na moim losie, pozwól ucieszyć się wschodem Twojego słońca, bo z tym widokiem pod powiekami nie straszne jest umieranie...

O miłości do życia chcę wam jeszcze dziś powiedzieć krótkim filmem.... Zobaczcie to, bo warto... Tu też zatańczyła śmiercionośna Salome, ale nie wygrała z życiem.... Bo Bóg to życie...