Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Jezus i Jego uczniowie...

2010-01-22

Mili Moi...

Nie dałem już wczoraj rady klepać w klawiaturę. Pół dnia spędzonego w samochodzie, potem doprowadzanie chałupy do używalności po ponad trzytygodniowej nieobecności, robienie porządku w papierach i rachunkach, wreszcie wieczorne spotkanie z moją wspólnotą Odnowy zrobiło swoje i niestety wieczorem padłem prędko bez świadomości, a obudziłem się dziś dopiero...

W każdym razie cieszę się z powrotu... Zatęskniłem za domem w te dni, za ludźmi... Może i oni trzoszkę zatęsknili:) To pewnie nie szkodzi nikomu - pozwolić od siebie czasem trochę odpocząć...

Od poniedziałku zaczynam boje rekolekcyjne w moim własnym domku z młodymi facetami, którzy zastanawiają się żywo nad swoją przyszłością. Chcę się z nimi podzielić moim doświadczeniem Słowa. Ono mnie wciąż zachwyca i nie umiem o tym zachwycie nie mówić. To, co wydarzyło się niedawno, w rekolekcjach, o których pisałem, było odpowiedzią na moje modlitwy, które już dość długo zanosiłem do Pana. Prosiłem, aby odnowił we mnie ten zachwyt, żeby pozwolił mi na nowo smakować Słowo, żeby odkurzył we mnie zapał, pobudził mnie do wysiłku w zgłębianiu Jego miłości... Stało się to i wierzę, że będzie czymś trwałym... A zatem nad Słowem spotkam się z młodymi...

Ale zanim z nimi, to jeszcze w sobotę w Nowym Porcie z dziewczętami u sióstr Franciszkanek. Mam tam poprowadzić dzień skupienia. W niedzielę zaś opłatek ze wspólnotą "Syjon", za tydzień opłatek z grupą "Franciszek Elbląg", naszą grupą pielgrzymkową. A potem to aż boję się zaglądać w kalendarz. Ale dam radę... Przypominają mi się słowa księdza Jordana, założyciela salwatorianów - dopóki jest na świecie choć jeden człowiek, który nie słyszał o Chrystusie, nie wolno ci spocząć... A zatem nie spoczywam... Przyjdzie taki czas, że spocznę na pewno. Nawet zaśpiewają mi wówczas jakże urokliwą pieśń - wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie... Odpoczniemy, w swoim czasie... Na razie jest czas pracy..

Ale nie tylko i nie przede wszystkim... Przede wszystkim jest to czas towarzyszenia Jezusowi... Pisałem już, że w czasie rekolekcji Pan bardzo głośno wypowiedział to Słowo, które i dziś wybrzmiewa na ambonach... Powołał Dwunastu, aby MU TOWARZYSZYLI, aby mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, aby mieli władzę nad złymi duchami... To towarzyszenie staje mi bardzo przed oczami. Nie odczytuję w tym zachęty do zmniejszenia aktywności, ale do poprzedzenia jej i przeniknięcia obecnością Jezusa... Żeby nie było tak, jak kiedyś powiedział mi jeden spowiednik - Pan Jezus przychodziz  tobą pobyć i znajduje karteczkę - nie ma mnie, jestem w pracy... Czas na spotkanie z Jezusem musi się znaleźć... Zresztą mam poczucie, jak wielu z was z pewnością, że sporo tego czasu marnuję. I nie mówię tu o potrzebnych chwilach rozsądnego wypoczynku, ale raczej o szwendaniu się z kąta w kąt, rozleniwiającym relaksie, który, jak pamiętacie, przydarzył się swego czasu królowi Dawidowi... Pamiętacie też z pewnością jak to w jego przypadku się skończyło... A zatem, aby nie dawać demonowi przystępu do serca, należy towarzyszyć Jezusowi nieustannie, być w Jego sprawach... Dlatego walczę z codzienną poranną pokusą - jeszcze 5 minut (to jej imię:), dlatego zrywam się stanowczo i idę bardziej, lub mniej świadomie być z NIm... Towarzyszyć Mu to pierwszy cel mojego powołania...

To, co mnie dziś fascynuje, to fakt, że wezwał tych, których sam chciał. Ten wybór w żaden sposób nie jest zgodny z kryteriami ludzkimi... Piotr, prosty gwałtownik, niestały choć szlachetny... Jakub i Jan, Boanerges - synowie gromu, inaczej można to przetłumaczyć - grzmiący, czyli chłopaki, które nie bardzo radzą sobie ze swoimi uczuciami i prawdopodobnie dość łatwo wpadają w gniew, Tomasz, który chce wszystkiego dotknąć, zbadać, Judasz, który ma swój plan... Zawołał tych, których sam chciał... Nikt Mu nie radził, nikt Mu nie podpowiadał. Jezus jest całkowicie wolny w swoich wyborach. I to cieszy, bo jest źródłem nadziei dla nas wszystkich. Jego nauka nie jest tylko dla bezgrzesznych, dla nieskazitelnych, dla oddzielonych... Nie, On dzieli się ogromem swojej miłości z każdym, kto tylko przyjdzie do Niego... Oni przyszli... To właściwie swoista liturgia, którą opisuje Marek. Ustanowienie dokonuje się na oczach tłumu, z tego tłumu Jezus wywołuje Dwunastu... Ta proklamacja ich imion ma też duże znaczenie, bo podkreśla, że każdy z nich jest indywidualnością, niesie swoją historię, ma swoją niepowtarzalną osobowość, jest sam w sobie wielkim bogactwem. A Jezus nie zmierza ku unifikacji wszystkich, wręcz przeciwnie, każdy z nich jest Mu drogi właśnie taki, jaki jest. Różni ich bardzo wiele, ale łączy On, który znajduje się w centrum, na górze, wokół którego zaczyna się kręcić ich życie. Po tym osobistym wyborze, którego dokonali, zaczyna się ich szkoła bycia z Nim, głoszenia, wyrzucania złych duchów... To Boże wychowanie ma różne etapy, przynosi różne skutki, ale nie żałują opuszczenia swoich domów, rodzin, pól... On staje się dla nich wszystkim...