Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

radykalnie nowe...

2010-01-18

Mili Moi...

Radykalnej nowości Ewangelii dane mi było doświadczyć także dziś... Otóż przed południem wybrałem się na pogrzeb śp. Antoniego, taty mojego przyjmaciela księdza Waldka, kierownika Elbląskiej Pielgrzymki Pieszej... Wydarzenie pełne nadziei... KIedy stałem w gronie wielu księży celebrując Eucharystię, myślałem o tym, jak wielu z nich ma to jeszcze przed sobą... Zmierzyć się z Życiem, które proklamowane jest w grobie... Ne ma Go tu, zmartwychwstał... mówi młodzieniec do niewiast zaglądających z trwogą do pustego grobu. Ile razy staję nad grobem mojej mamy, myślę sobie, że dla niej on jest pusty, że jej nigdy tam nie było, podobnie jak nie ma tam Antoniego, dziś żegnanego i wileu innych, którzy odeszli... Bo odeszli po to by żyć i tym razem będą żyć wiecznie - śpiewa Beata Rybotycka w "Kolędzie da nieobecnych"... Wracając do tych myśli w trakcie pogrzebu... Chyba każdy z nas jest zmuszony kiedyś stanąć nad mogiłą najbliższych... Jeśli to spotkanie z Żywym Jezusem się nie dokona, to doświadczenie śmierci jest dojmujące, niszczące... przecież z nimi umiera cząstka nas samych... Wielu moich braci jeszcze jest przed takim doświadczeniem... Ja już właściwie pochowałem niemal wszystkich, których kochałem... To nie znaczy, że w jakikolwiek sposób jestem lepszy, czy wyprzedzam ich w wierze, nie... wyprzedzam ich tylko w tym, że znam już ten ból... ale wiem też jak bardzo jest potrzebna ta żywa relacja z Jezusem, która nie zawsze jest oczywista przez sam fakt bycia księdzem, o czym się dość boleśnie w czasie rekolekcji minionych przekonałem... Chciałbym im dziś z cała pokorą powiedzieć - bracia szukajmy Jezusa, abyśmy umieli przeżywać śmierć bliskich i swoją własną w sposób pełen pokoju, żeby ona nie wywoływała w nikim z nas łez rozpaczy, ale łagodny uśmiech pewności o ich wiecznym zanurzeniu w Jezusie... Sobie powiedziałem to dziś po raz kolejny i w drodze powrotnej, w aucie modliłem się za nas, kapłanów, tak często obcujących ze śmiercią, żebyśmy widzieli jej prawdziwe znaczenie, jej głębszy wymiar w Nim, w Jego śmierci, ale nade wszystko w Jego zmartwychwstaniu...

Nie da się tego zrobić bez radykalnego odnowienia życia w duchu Ewangelii. Po powrocie spotkałem się z moim współbratem Michałem, z którym razem przeżywaliśmy rekolekcje wczoraj zakończone. Obaj jeszcze pełni zapału, który bynajmniej nie jest tanim i naiwnym, pełnym euforii zachłyśnięciem się emocjami, zaczęliśmy rozważać dzisiejsze Słowo... Doszliśmy do przekonania, że nasze życie często jest odnawiane przez Ewangelię, ale na zasadzie nowej łaty na to, co stare, nowego wina w starych bukłakach... Tak bardzo przywiązani do tego, co nasze, znane, do stereotypów, uznajemy, że chętnie wpuścimy Jezusa do niektórych sfer naszego życia... ale nie do wszystkich... To nie jest bezpieczne. Jeśli czegoś nie znam, nie mogę nad tym panować, nie przewiduję co się może wydarzyć, to tego unikam... Czy tak właśnie nie jest ze śmiercią? Ale przecież nie tylko z nią. Z cała masą dużo drobniejszych rzeczy. Jestem gotów przyozdabiać moje życie Ewangelią, ale czy jestem gotów na radykalną zmianę? Czy jestem gotów tak przylgnąć do Jezusa, żeby zaryzykować wszystko, co znam i co jest "moje"... I tu od razu stanął mi przed oczami obraz mojej wczorajszej medytacji Słowa, zakończenia Ewangelii Markowej... Apostołowie głosili wszędzie... Zapytałem siebie - dlaczego ty nie głosisz wszędzie? Nawet ten prosty znak habitu, który jest jasnym przepowiadaniem Ewangelii nie towarzyszy ci wszędzie, co więcej - towarzyszy ci rzadziej, niż w seminarium... Czego się boisz? Czego nie chcesz zaryzykować? Swojego dobego imienia, swojego świętego spokoju, swojej "twarzy"? O co chodzi? Jezus nie może mnie w pełni przeniknąć, bo ja sam Mu na to nie pzowalam, bo kalkuluję, bo targuję, bo obliczam, bo licytuję... Ludzie, którym mam zanieść Jezusa wciąż czekają, a ja się zastanawiam czy iść w habicie do hipermarketu... Tak, odziera mnie Pan z wielu fikcji, które tworzyłem sobie sam na swój użytek... Odziera z kolejnych łat naszywanych na stare szmaty, wskazuje na stare bukłaki, które nie są gotowe przyjąć nowego wina Ewangelii... I Jemu za to chwała... Niech to dzieło trwa, niech boli, bo za tym bólem kryje się Życie... A spotkanie z Życiem wyzwala od śmierci, uwalnia od lęku, przywraca nadzieję, daje pewność o tym, że warto... Najpierw Jezus, a potem reszta.... Sobie i innym życzę...

Nie wiem czy jutro zdążę siąść do kompa... Więc przypominam:) W środę audycja w Radio Niepokalanów o 21 z minutami... Tym razem o charyzmatykach... www.radioniepokalanow.pl