Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

nie ma Go tu...

2010-01-16

Mili Moi...

Powoli dobiegają końca rekolekcje, w których biorę udział... Przyznam szczerze, chyba jeszcze nigdy dotąd nie przeżyłem tak intensywnie czasu skupienia, nie modliłem się tak dużo i nie zobaczyłem tak jasno niektórych przestrzeni mojego życia. Jest to dla mnie ogromna radość i okazja do wielkiego dziękczynienia Panu... Mój kierownik duchowy stwierdził dziś, że zostałem przeorany Słowem i nie ma w tym żadnej przesady... Rzeczywiście zobaczyłem dużo i Pan zaprosił mnie do konkretnych zmian w moim myśleniu, do konkretnego nawrócenia. Nie łudzę się w naiwności swojej, że to będzie łatwe i to jest też coś wyjątkowego w tych rekolekcjach. Nie ma we mnie euforycznego pragnienia rewolucji. Tu nie na emocjach rzecz się opiera. Wręcz przeciwnie jest we mnie spokój i nadzieja... Dziś kiedy stanąłem sobie przy oknie i spojrzałem na cichą okolicę, zapragnąłem wrócić do świata. Ale już nie w ten sposób, jak na początku rekolekcji - bo jest trudno, uciekajmy stąd, o nie... Dziś to była cicha tęsknota - wrócić i spróbować zmieniać, podjąć wysiłek, zmierzyć się z rzeczywistością... Wiem, że On tam na mnie czeka, że Jego pomocy mi nie zabraknie i towarzyszy mi wielki wewnętrzny pokój... Długą drogę z Nim przeszedłem przez te kilka dni... Ale ostatecznie znalazłem się dziś w miłującej dłoni Ojca... Poczułem się jak dziecko przytulone do Jego miękkiej dłoni, przekonane, że On czuwa, panuje nad wszystkim, z Nim nic nie może mi się stać... Jestem berzpieczny... Nie musze na nic zasługiwać, nie musze nikomu nic udowadniać... Po prostu być z Nim, być w Nim... Uspokoić codzienność, wprowadzić do niej więcej systematyczności, wyzwolić się z chaosu... zaufać Mu i powierzyć się w nowej gorliwości... innej, dojrzalszej...

Dziś medytowaliśmy nad Zmartwychwstaniem, nad pustym grobem według opisu Markowego... Wiecie, uderzyło mnie bardzo, że niewiasty pędzą do grobu z samego rana... Zdałem sobie sprawę, że ja też mam być stróżem poranka, że mam pozwolić działać Słowu w moim życiu od samego rana, wpuścić Boga do codzienności przez drzwi poranka... Dobrze przeżyć poranek, to nawet w przypadku zakonnika nie jest łatwe, wierzcie mi... I wcale nie chodzi mi o jakieś ekstremalne pory... Ale wstając rano, nie przeklinać dnia, ale błogosławić Boga, za długi dzień, za Jego działanie, które już zaczęło się w moim przebudzeniu... Wypić kawusię z Nim... Ucieszyć się Jego obecnością... Chociaż niewiasty idą drogą pogrzebu, spodziewają się znaleźć marwe, zimne ciało, okazuje się, że czeka na nie niespodzianka... Pozwolić Bogu się zaskoczyć... Nie zaskakiwać Jego swoimi problemami od samego rana... Tak jak one - a któż nam odwali ten kamień, on taki ciężki... Pozwolić Mu działać... A okaże się, że wszystkie kamienie są podwalane, a tam, gdzie spodziewałem się śmierci, może na mnie czekać życie... To jest największe zaskoczenie... Bóg jest nawet w miejscu mojej śmierci, mojej słabości, mojego grzechu.... Czeka, żeby przeprowadzić mnie przez ciemny tunel samotności... Odkryłem to wczoraj, przy medytacji o krzyżu... On jest tak blisko, jak nikt... Nawet wczoraj w czasie Eucharystii, kiedy był czytany fragment o uzdrowieniu paralityka, zwróciłem uwagę, że Jezus każe mu zabrać swoje łoże - symbol jego słabości i niemocy, bezradności i zależności.... To łoże, które on z pewnością znienawidził i chętnie by tam zostawił... Jezus mówi - weź je i idź do domu... Pamiętaj, że jesteś słaby, ale we mnie jesteś mocny... ze mną jesteś mocny...|

Drugi obraz dnia dzisiejszego, to młodzieniec, który według Marka siedział w grobie, i którego spotkały niewiasty... Poznałem, że moja aktywnośc i gorliwość same w sobie są dobre, bo to przywileje młodości... Kiedy ma być na nie czas? Ale mają one być dojrzałe... Młodzieniec może symbolizować dojrzałego ucznia, który dotarł do celu, który przeszedł całą drogę z Jezusem, który już wie, co jest ważne, który wie, gdzie jest źródło życia, który może innych o tym życiu przekonać... Zastanowiłem się, dlaczego nie siedział tam starzec, który pewnie byłby bardziej wiarygodnym świadkiem, dla przekonania niewiast, że Jezus zmartwychwstał... Młodość jest czasem fascynacji, nadzwyczajnych odkryć, szalonej wiary, gwałtownego dowodzenia... Młodość może być przewodnikiem dla wielu... Ale musi być zanurzona w Nim, musi być przebóstwiona... Nie bójcie się - mówi młodzieniec... szukacie Jezusa z Nazaretu.... szukacie Go w Jego śmierci... Ale tu Go nie znajdziecie.... idźcie, odejdźcie od poszukiwań w śmierci, odejdźcie od archeologii słabości... idźcie głosić życie... 

Wierzcie mi, że to zamierzam czynić... już dziś.... już jutro... i przez całe życie...

A od jutra też zacznę odbierać telefony:) Ciekawie było żyć z ograniczonym znacznie korzystaniem z komórki... kiedyś tak żyłem... nie miałem telefonu... tak, był taki czas... i dało się żyć... co węcej... żyło się tak spokojnie... mam nadzieję, że w raju nie będzie komórek...:)