Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

błogosław kapłanowi, który mnie ochrzcił...

2010-01-10

Mili Moi...

Przekonuję się, że Bóg rzeczywiście nie ma względu na osoby, a katolicy nie mają monopolu na Jego obecność, działanie, miłość…

Ostatnio czytałem artykuły o anglikanach w Ameryce, którzy wraz z całą parafią przeszli do Kościoła Katolickiego, w reakcji na relatywizm moralny i promocję homoseksualizmu. Niedawno czytałem o parafii prawosławnej, która uczyniła to samo po uzdrowieniu matki popa z nowotworu, za przyczyną o. Pio.

Ludzie, którzy doświadczają miłości Pana, często w późniejszym wieku i odkrywają Boga, nadziwić się nie mogą, jak to możliwe, że katolicy mają tak blisko do źródła, a wciąż chodzą spragnieni i go nie doceniają…

Ludzie, którzy wracają do Kościoła po latach, bo w jakichś okolicznościach doświadczyli Boga żyjącego, są wręcz nieznośni i niestrawni dla innych, bo z gorliwością neofity świadczą o tym, co im się przydarzyło, chcąc podzielić się tym z innymi, aby i oni nie stracili tyle czasu…

Słuchamy tego czasem jak bajek dla dzieci, bo innym się to może przydarzyć, ale nie mnie… Ja sobie jestem przeciętnym katolikiem i o mnie Pan nie specjalnie myśli, nie koniecznie mnie słucha, nie zależy Mu na mnie zanadto – więc i mnie nie zobowiązuje to do głębokiej pamięci, nadzwyczajnych wysiłków, zaangażowania…

I tak sobie żyjemy obok siebie spotykając się od czasu do czasu, ale nie widząc też w tym realnego wpływu na nasze życie… Jesteśmy spragnieni, ale wcale nie mamy przekonania, że Jezus jest tym źródłem, które nas nasyci…

A Izajasz dziś wprowadza nas w Boży plan… Posyłam Go dla was – aby niósł wyzwolenie, przejrzenie, oświecenie… Przyjdzie w cierpliwości, łagodności i pokoju, a jednocześnie w mocy… Nie będzie krzyczał, ale będzie miał moc.

A to, co mi wydaje się najradośniejszą nowiną, to słowa – nie zniechęci się ani nie załamie. Nie ON. Wszyscy, ale nie ON. Zobaczcie, czasem najbliżsi zwątpią o nas – z ciebie to już nic nie będzie. Czasem ksiądz traci zapał i mówi sobie – po co to robić, oni i tak nie chcą słuchać, mnie nie akceptują, trudno im więc przyjąć to, co mówię…

Wszyscy, ale nie ON… Bo Jezus czeka zawsze… I nasz Bóg jest Bogiem kolejnej szansy i Jemu nigdy nie przestaje zależeć. Wielu może odpaść po drodze, ale On zawsze będzie przy tobie gotowy przyjść…

A co trzeba zrobić – no właśnie niewiele – trzeba wykonać krok w wierze – bo dokładnie jak Korneliusz i jego bliscy – wiecie, co się działo w całej Judei, znacie sprawę Jezusa – Korneliusz jako poganin uwierzył, że Jezus przyszedł także dla niego, że ma dla niego coś szczególnego, że może się stać sensem jego życia… I przyjął chrzest…

U nas najczęściej kolejność inna – najpierw chrzest w oparciu o wiarę rodziców, a później powolny wzrost, który ma doprowadzić do wolnej decyzji – tak, to dla mnie ważne, ja chcę praktykować moją wiarę, bo Jezus jest dla mnie żywą osobą…

Problemem jest to, że w wielu ta decyzja nigdy nie miała miejsca, bo albo zatrzymali się w swoim rozwoju nie dochodząc wcale do jej świadomego podjęcia, albo minęli ten moment sądząc, że bez tej decyzji też się da, albo mówiąc sobie, że jeszcze nie czas – u jednych i drugich chrześcijaństwo tradycyjne…

Bóg zaś chce mieć żywych wyznawców – jeśli Kościół można porównać do ciała, to wiele w nim martwych komórek, które trzeba usuwać, bo przeradzają się w jakiś nowotwór… nie ma z nich pożytku…

Wszystko, co trzeba zrobić to pozwolić uwierzywszy – korzystając z tej wiedzy, którą mamy, podjąć świadomą decyzję o życiu z Bogiem, decyzję, która nie tylko wprowadza w świat pewnych zobowiązań, ale która przed wszystkim syci wnętrze, czego uczynić nigdy nie zdołają dobra materialne, ludzie, przyjemności, doznania kulturalne, czy cokolwiek innego..

Bóg jest niezastępowalny… Bóg ma piękny plan dla człowieka – tyś jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie…. To słowa, które rozbrzmiewają nad każdym ochrzczonym… Jego miłość jest wieczna i trwa… Jego miłość jest oczekująca.

Warto dziś postawić sobie pytanie co zrobiłem z tym skarbem, który otrzymałem w czasem mojego chrztu. Czy jest to coś, czym żyje, czy mam to w sercu, czy pozostało w metryce, wysychając wraz z atramentem

Czy jesteś chrześcijaninem żywym, czy martwym – odpowiedz na to pytanie dla samego siebie, dla uczciwości wobec swojego rozumu i wolności… i nie zapomnij, że On się nie zniechęci ani się nie załamie…

A na koniec modlitwa pewnego emeryta:

,, Był wielki dzień, a ja go nie pamiętam. W książce metryk zapisano moje imię na znak, że jestem żywy. Woda i światło i namaszczenie świętym Krzyżmem odpędziły szatana, by się nie wznosił nietoperzowym skrzydłem nad białym czołem. Potem zasnąłem w poduszkach ozdobionych mirtem, z uśmiechem znaczącym radość. A dziś, gdy jestem prawie emerytem, może dla ludzi znanym weteranem – ze wstydem wyznać muszę, że nie zawsze czułem złotą glorię Twojego Boże Oblicza nad moim czołem. Miałem być prosty jak gołąb wśród ulicznej zdrady i biały, jak lilia na tle czarnego bruku... I co ja zrobiłem z moim chrześcijaństwem? Uczyń mnie żywym ogniem, by się mnie nieba nie wyparły wyrokiem Apokalipsy : ,, Masz imię, które mówi, że żyjesz, a jesteś umarły ”