Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

hej kolęda, kolęda...

2010-01-05

Mili Moi...

A zatem, w myśl zapowiedzi, najechałem Gdynię... Czas kolędowania się rozpoczął i czas radowania braterskiego. Wspólnota klasztorna jest dość duża, a jeszcze powiększona przez kolędników gości sprawia, że każdy wieczór jest gwarny i wesoły. Tego chyba było mi trzeba, więc z radością zażywam braterstwa i kolęduję z ochotą. Zwłaszcza, że z zaskoczeniem niemałym stwierdzam, iż sporo osób nadal mnie pamięta z czasów mojej bytności w Gdyni, co często czyni wizyty dzuszpasterskie serdecznymi spotkaniami ze wspomnieniami i miłymi rozmowami. To oczywiście sprawia, że chodzę najdłużej ze wszystkich i wracam najpóźniej, ale wciąż w granicach normy, więc nie jest źle. Tylko wytyczanie trasy na spacer z kijami wciąż w nowych miejscach, nastręcza mi nieco trudności. Ale radzimy sobie i każdego dnia gubię jakże cenne kilogramy... Mam nadzieję, że skutek ostateczny będzie zadowalający...

Za pamięci:) Chcę zaprosić wszystkich, którzy pielgrzymowali z naszą grupą "Franciszek Elbląg" w tym roku, albo zamierzają się do niej przyłączyć, bądź też mają sympatie pielgrzymkowe w sercu, na spotkanie opłatkowe do naszego domu powołaniowego w Elblągu 31 stycznia, w niedzielę. Czekam tam już od godzin porannych. O 13 przewiduję skromny obiad, a o 15 Mszę świętą i dzielenie się opłatkiem, a potem posiedzenie przy wspólnym stole... Kto żyw, niech nadciąga... Miejsca mam nadzieję wystarczy:) A jak nie, to jakiś namiot się rozbije, czy coś...

Dziś po raz kolejny Słowo mnie zatrzymało na miłości Bożej i nienawiści świata. Jan pisze - nie dziwcie się, że świat was nienawidzi... Ja sobie stawiam pytanie - czy jest ktoś na tym świecie, kto mnie nienawidzi? Jeśli nienawiść ze strony świata jest czymś naturalnym w życiu chrześcijanina, to jakie jest moje wyznawanie Jezusa? Czy jestem wystarczająco wyrazisty, żeby dać się znienawidzić światu? Mój Chrystus był znienawidzony przez tych, którzy nie godzili się przyjąć Jego miłości... których ta miłość złościła, którzy chcieli żyć po swojemu... Dziś przez chwilę o poranku oglądałem program, w którym młodzi ludzie szczycili się aktem swojej apostazji, odstąpienia od Kościoła. Jacyż byli z siebie dumni. Prowadzący podsumował rozmowę - fakt apostazji świadczy o tym, że żyjemy w wolnym kraju, nawet jeśli jego większość stanowią katolicy... Oto i wyraz wolności. Oddzielić się od Boga i udawać, że Go nie ma. Ileż sił trzeba uruchomić w sobie, żeby pozamykać wszystkie drogi Jego docierania do serca człowieka... O naiwności! Jakby Bóg był niemocen ominąć tych wszystkich zapór ze swoim zaproszeniem... Niektórzy posuwają się więc dalej... Wchodzą w przestrzeń nienawiści, czegoś całkowicie przeciwnego Bogu. Jego miłość, jak pisze Jan, poznaliśmy po tym, że oddał za nas swoje życie. To jest szczyt miłości i do takiej miłości zdolność płynie tylko z Boga... Przed taką miłością drżą ci, którzy nienawidzą, z taką miłością podejmują walkę... Tymczasem ci, którzy miłują, otwierają się na Boga, trwają w prawdzie i przed Nim uspokoją swoje serca... Czy nie warto tej Janowej prawdy głosić z całą mocą, czy nie warto do niej zachęcać trwających w szponach nienawiści, obojętnych, pogubionych? Ja sądzę, że warto... Z całą delikatnością i szacunkiem, ale na tyle wyraziście, żeby tej nienawiści świata doświadczyć na sobie. To czyni nas podobnymi do Chrystusa... Jeśli nie mam żadnych wrogów, jeśli moja wiara nie jest solą w oku dla niektórych, to muszę sobie stawiać pytanie o jej jakość. Czy nie uległem czasem propagandzie świata głoszącej, że moja wiara to sprawa absolutnie prywatna i nie mam prawa oczekiwać, że ktoś inny będzie ją podzielał, że lepiej nic nie mówić, a mieć przyjaciół, niż mówić za dużo i narazić się na śmieszność, czy odrzucenie? Chrześcijanie, albo będą radykalni, albo... trzeba sobie postawić pytanie czy są chrześcijanami...

Jaki przyjąc kierunek... Pisałem już o tym pragnieniu nadprzyrodzoności, któe warto byłoby w sobie odszukać. A w ślad za nim trzeba uruchomić aktywność... Dziś Filip mówi do Natanaela - znaleźliśmy Mesjasza... Żeby znaleźć, trzeba najpierw szukać... A zatem aktywność w poszukiwaniu Boga, który bynajmniej nie chce się przed nami ukryć, ale objawić całą moc swojej miłości w naszym życiu, gwarantuje siłę i moc do radykalizmu i zdecydowanego świadczenia o Nim, nawet za cenę nienawiści świata, odrzucenia, narażenia się na śmieszność...