Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

zaufaj MU...

2010-01-03

Mili Moi...

Kiedy pewnego razu zimową porą św. Franciszek szedł z bratem Leonem z Perugii do Świętej Panny Maryi Anielskiej, a ogromne zimno dokuczało im wielce, zawołał na brata Leona, który szedł przodem, i rzekł: – Bracie Leonie, choćby bracia mniejsi dawali wszędzie wielkie przykłady świętości i zbudowania, mimo to zapisz i zapamiętaj sobie pilnie, że nie jest to jeszcze radość doskonała. Kiedy św. Franciszek uszedł nieco drogi, zawołał nań po raz wtóry: O bracie Leonie, choćby brat mniejszy wracał wzrok ślepym i chromych czynił prostymi, wypędzał czarty, wracał słuch głuchym i chód bezwładnym, mowę niemym i – co większą jest rzeczą – wskrzeszał takich, co byli martwi przez dni cztery, zapisz sobie, że nie to jest radość doskonała. I uszedłszy nieco, krzyknął znów głośno: O bracie Leonie, gdyby brat mniejszy znał wszystkie języki i wszystkie nauki, i wszystkie pisma tak, że umiałby prorokować i odsłaniać nie tylko rzeczy przyszłe, lecz także tajemnice sumień i dusz, zapisz, że nie to jest radość doskonała. Uszedłszy nieco dalej, św. Franciszek zawołał jeszcze głośniej: O bracie Leonie, owieczko Boża, choćby brat mniejszy mówił językiem aniołów i znał koleje gwiazd i moce ziół, i choćby mu objawiły się wszystkie skarby ziemi, i choćby poznał właściwości ptaków i ryb, i zwierząt wszystkich, i ludzi, i drzew, i skał, i korzeni, i wód, zapisz, że nie to jest radość doskonała. I uszedłszy jeszcze nieco, św. Franciszek zawołał głośno: O bracie Leonie, choćby brat mniejszy umiał tak dobrze kazać, że nawróciłby wszystkich niewiernych na wiarę Chrystusową, zapisz, że nie to jest jeszcze radość doskonała. I kiedy mówiąc tak, uszedł ze dwie mile, brat Leon z wielkim zadziwieniem zapytał: Ojcze, błagam cię na miłość Boską, powiedz mi, co to jest radość doskonała? A św. Franciszek tak rzecze: Kiedy staniemy u Panny Maryi Anielskiej zmoczeni deszczem, zlodowaciali od zimna, ochlapani błotem i zgnębieni głodem, i zapukamy do bramy klasztoru, a odźwierny wyjdzie gniewny i rzeknie: „Coście za jedni?” – a my powiemy: „Jesteśmy dwaj z braci waszej”, a on powie: „Kłamiecie, wyście raczej dwaj łotrzykowie, którzy włóczą się oszukując świat, i okradają biednych z jałmużny, precz stąd”, i nie otworzy nam, i każe stać na śniegu i deszczu, zziębniętym i głodnym, aż do nocy; wówczas, jeśli takie obelgi i taką srogość, i taką odprawę zniesiemy cierpliwie, bez oburzenia i szemrania, i pomyślimy z pokorą i miłością, że odźwierny ten zna nas dobrze, lecz Bóg przeciw nam mówić mu każe, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

I jeśli dalej pukać będziemy, a on wyjdzie wzburzony i jak nicponiów natrętnych wypędzi nas, lżąc i policzkując, i powie: „Ruszajcie stąd, opryszki nikczemne, idźcie do szpitala, bowiem nie dostaniecie tu jedzenia ani noclegu”, jeśli zniesiemy to cierpliwie i pogodnie, i z miłością, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

I jeśli mimo to, uciśnieni głodem i zimnem, i nocą, dalej pukać będziemy i wołać, i prosić, płacząc rzewnie, by dla miłości Boga otwarli nam chociaż i wpuścili do sieni, a ów, jeszcze wścieklejszy, powie: „A to bezwstydne hultaje, dam ja im, jak na to zasługują”, i wyjdzie z kijem sękatym, chwyci nas za kaptur i ciśnie o ziemię, i wytarza w śniegu, i będzie bić raz po raz tym kijem – jeśli to wszystko zniesiemy pogodnie, myśląc o mękach Chrystusa błogosławionego, które winniśmy ścierpieć dla miłości Jego, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

To tylko historia, opowiadanie, ale jakie uczucia muszą targać człowiekiem, który dał początek tej rodzinie, a teraz jest wypędzany… jak wielki to dramat….

A taki dramat miał miejsce w historii ludzkości i dziś o nim słyszeliśmy – przyszło do swojej własności, a swoi go nie przyjęli…

Świat zobaczył, oglądał, ale zaraz po tym jakby zamknął oczy. Świat nie poznał, chociaż miał wszelkie możliwości, aby rozpoznać…

Czyżby… a może jednak Pan zbyt utrudnił to rozpoznanie, może za bardzo się ukrył, może gdyby przyszedł w glorii i chwale…

Drodzy, o jakiej wolności byśmy mówili, gdyby Pan przyszedł w oczywistości, która zmuszałaby człowieka, aby przed Nim klęknął. Czy wówczas ktokolwiek miałby jakiś wybór?

Czy przez wieki całe prorocy, wysłannicy Pana nie zapewniali, że On przyjdzie w taki właśnie sposób – narodzi się, będzie właśnie tak pomiędzy nami…. Czy ktoś się rodzi jako dorosły? Czy ma od razu ściśle sprecyzowane cele.

Czy przed samym narodzeniem Jezusa nie pojawia się uczciwy człowiek, Jan Chrzciciel, który przekonuje, zapewnia, że On jest już blisko?

Czy rzeczywiście nadprzyrodzona interwencja dałaby nam pewność. A Zachariaszowi dała, kiedy dowiedział się od anioła, że będzie miał syna? Musiał zamilknąć wobec tej tajemnicy, bo nie uwierzył aniołowi…

To pierwsze Słowo z Syracydesa o mądrości pokazuje w sposób szczególny, że Pan przygotowuje ziemię nieustannie na swoje przychodzenie. Mądrość Go poprzedza, osiedla się w Izraelu. Mądrość, która nie jest wiedzą… bo wiedza nie gwarantuje przyjęcia Boga… Demony wiedzą, że On istnieje i nie są z Nim w przyjaźni… 

Mądrość to zdolność dostrzeżenia prawdziwie ważnych rzeczy w pozornie nieistotnych…

Jakieś dziecko rodzi się w Betlejem, kto by się na tym skupiał… Świat idzie swoją drogą… a mędrcami okazują się pasterze, którzy w całej swojej prostocie przychodzą do Jezusa…

Oni chcą zobaczyć coś więcej niż swoje stado i miskę przed sobą…. Mądrość otwiera ich na nadprzyrodzoność…

O to właśnie modli się dziś Paweł – niech Pan da wam światłe oczy serca, abyście wiedzieli czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały, niech da wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego….

Czy Pan nie wysłucha takiej modlitwy? Wysłucha z pewnością…. Tylko czy będziemy my sami ją wznosić…. To znaczy, czy w nas samych jest pragnienie spotkania z nadprzyrodzonością…. 

Jeśli tego pragnienia nie będzie, to choćbyśmy w hipermarketach pobudowali kaplice, to nie będzie w nich wiernych, choćbyśmy tam zamontowali konfesjonały, to nikt nie przyjdzie….

Dopóki nie odnajdziemy w sobie tego pragnienia, tej tęsknoty za spotkaniem z Miłością dopóki nie uwierzymy, że prawdziwa mądrość jest ukryta nie w wiedzy, nie w posiadaniu, nie w nieskazitelnej urodzie, nie w ludziach…

Ale w Bogu, który jest inny, niż nam się wydaje, że powinien być… Boga nikt nigdy nie widział. Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył….

Może więc już warto otworzyć oczy, zapragnąć, zatęsknić za nadprzyrodzonością w swoim życiu, może już jest ten czas, żeby westchnąć – obyś i we mnie i dla mnie się narodził… Może to właśnie dziś warto zakończyć dramat, od którego wyszedłem, dramat nierozpoznania…

On w tej szopce leży naprawdę dla ciebie… przyjmij Go dziś, nie czekaj kolejny rok… i odzyskaj wraz z nim nadzieje