Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

nie jestem Mesjaszem...

2010-01-02

Mili Moi...

Taki "dzień świstaka" dzisiaj... W seminarium określaliśmy tym mianem dzień, w którym robota nie szła i lepiej było unikać ludzi, bo spotkanie mogło się skończyć fatalnie dla spotkanego, co jeszcze pogłebiało ogólnie zły stan spotykającego:) W każdym razie nie mogę się coś zebrać po świętach... Cięzki jestem... i duchowo i intelektualnie... no może najmniej fizycznie, bo trwam w postanowieniu gubienia raczej, niż przybierania kilogramów... W związku z tym, dziś, pierwszy raz po ponad tygodniu świątecznych harców udałem się na jakże przeuroczy "spacer z laskami"  jak mawiąją moi bracia...:) A lada chwila znów trzeba będzie się mądrze spakować, bo jutro jadę pomóc nieco w kolędzie w naszej gdyńskiej parafii... Za tydzień rekolekcje w szkole w Krakowie, potem znów kolęda, audycja w Radio i na koniec miesiąca lądujemyn w domu celem poprowadzenia rekolekcji powołaniowych dla chłopaków.... Zacyzna się nowy rok.. Do maja wygląda na morderczy maraton, więc trochę kondycji się przyda... NIe tylko o fizycznej jednak myśle, bo duchowa też by się baaaaaaardzo przydała... A zatem z głębi "dnia świstaka" was pozdrawiam...

Kiedy patrzę na dzisiejsze Słowo, właściwie moja medytacja zaczyna się i kończy na wyznaniu Jana - ja nie jestem Mesjaszem... Podziwiam go szalenie za to wyznanie, które jest połączone z głębokim przekonaniem jego serca. Ktoś może powiedzieć - no przecież żadne to bohaterstwo, powiedział prawdę, zupełnie naturalne... A ja twierdzą nieco inaczej... Jan był w takiej sytuacji, która prowokowała do tego, żeby ugrać coś dla siebie... Oczywiście Boga oszukać się nie da, ale ludzi... a nawet samego siebie już łatwiej. Zresztą, nawet nie rzecz w tym, żeby oszukiwać, ale przecież można trochę pociągnąć pewną grę, potrzymać ich w niepewności... niech myślą, niech kombinują... a przy okazji... niech biją brawo. Ta pokusa szatańska, której Jan nie uległ, wylazła ze zwielokrotnioną mocą w kuszeniu Jezusa - oddaj mi pokłon, a dam tobie wszystkie królestwa... i będą ci bili brawo... Jan nie uległ i ta wewnętrzna szlachetność, to całkowite podporządkowanie Jezusowi, to umiłowanie prawdy podziwiam w nim bardzo... Potrzeba aby on wzrastał, a ja się umniejszał, mówi Jan. Jego "popularność" musi wzrastać kosztem mojej. Ja mam odejść w cień, po to, aby Jego zobaczono wyraźniej. Ja mam z ciągle nową mocą uświadamiać sobie i innym, że nie jestem Mesjaszem, zdaje się mówić w tej scenie Jan... Ani przez chwilę nie udaje, nie pozostawia cienia wątpliwości, nic nie chce dla siebie, w żaden sposób nie wykorzystuje tej sytuacji... A przecież jest "na topie", ludzie go słuchają, idą za nim, szukają jego słowa, są gotowi spełniać jego polecenia... Wymarzona sytuacja dla kogoś, kto chce poprawić sobie samopoczucie, sztucznie dowieść swojej wartości, "pobłyszczeć" nieco w towarzystwie... nawet jeśli miałoby to trwać krótką chwilę... Bardzo silna to pokusa... Może o tym zaświadczyć ktoś, kto jej doznał. Próżność i pragnienie władzy, uznania i poważania są chyba najsilniejszymi pułapkami demona poza materializmem i erotyzmem...

Cieszę sie z tego Słowa bardzo... Ono wpisuje się w szkołę Jezusa, który mi nieustannie przypomina - nie jesteś mną... i nie próbuj być mną. Niejeden raz było w moim życiu tak, że wpadając w sidła swoistej ideologii - przecież to dla Jezusa, czerpałem z bycia w Jego sprawach niemało... Pół biedy jeśli rzecz dotyczy tylko swoistego zadowolenia, czy satysfakcji. Gorzej, gdzy zaczyna się to, co wyrzucał faryzeuszom - chwała, którą odbierają już tu na ziemi, nie dbając o tę, obiecaną im w wieczności... Czasem daję się na to nabrać. Czasem oklaski zagłuszają zdowe rozeznaie sumienia - kim jesteś Ty, a kim jestem ja. Czasem pojawia się pokusa zamiany ról... I Pan interweniuje, czasem boleśnie, ale chwała Mu za to. Częściej jednak wychowuje mnie z wielką cierpliwością. Wczoraj udzielił mi kolejnej lekcji, której to dzisiejsze Słowo jest zwieńczeniem i interpretacją.

Otóż nawiedziłem wczoraj młodą kobietę, z którą się przyjaźnie od wielu lat i młodego mężczyznę, którego poznałem wczoraj. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że do września ta młoda kobieta była siostrą zakonną... przez 16 lat. Kiedy dowiedziałem się o jej odejściu, byłem wstrząśnięty i przygnębiony, kiedy wczoraj prosili, żebym koniecznie do nich przyszedł, byłem... no właśnie nie wiem jaki byłem. Obawiałem się, że to spotkanie nie będzie dobre, bałem się, że wejdę w rolę sędziego - Mesjasza, który wie przecież co jest dobre, a co złe i musi temu być wierny... Całe popołudnie zastanawiałem się dlaczego stanąłem wobec takiego wyzwania, modliłem się, aby Pan ukazał mi, co mam czynić. A On mi powtarzała w sercu - chcę raczej miłosierdzia, niż ofiary... nie próbuj być mną, bądź sobą, jesteś moim sługą, a nie współwłaścicielem mojej owczarni... Poszedłem więc spokojny. Przyjaźnię się z tą kobietą, a nie z jej habitem, przyjaźnię się z nią taką, jaka jest, w jej radościach i smutkach... A jak jest? Wie tylko Jezus, ja nie... To było bardzo serdeczne spotkanie... pełne pokory i łagodności wobec faktów, pełne miłości, choć zranionej, pełne cierpliwości... I dziękowałem za nie Jezusowi. To była dla mnie wielka lekcja jak nie udawać Mesjasza, a być delikatnym i pełnym pokory wobec ludzkich wyborów, które On będzie oceniał, nie ja. Kosztowało mnie pozostawienie sędziowskiej togi w samochodzie, zwłaszcza, że mam bardzo wyraziste poglądy w tych kwestiach. Ale wczoraj nie byłem sędzią, udało mi się być przyjacielem... Moi gospodarze to docenili... bali się, że w ogóle nie będę chciał przyjść... Poprosili, abym pobłogosławił ich związek małżeński, bo w świetle prawa kościelnego, ta kobieta uzyskała od Stolicy Apostolskiej zwolnienie ze ślubów, którymi była związana... Zgodziłem się... Nie jestem Mesjaszem... Jestem Jego sługą...