Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

z Jezusem warto...

2009-12-31

Mili Moi...

Gdybym był smurfem Marudą... z pewnością na liście moich "nie cierpię" znalazłby się Sylwester... Nie znoszę tego dnia z jego natrętną promocją koniecznie szmpańskiej zabawy i iście szalonych imprez... Nigdy nie miała ta noc dla mnie większego znaczenia i nie zmieniło się to w życiu zakonnym. Zwykle ten, dla wielu najważniejszy moment roku, przesypiam i dźwięki petard raczej mnie irytują, niż wprowadzają w euforyczny nastrój... Zwłaszcza, że pobrzmiewają one od kilku godzin i co chwilę uruchamiają jakiś pobliski alarm samochodowy... Tak to ludzie witają nowy rok... I bynajmniej nie jestem jakąś "żyłą", która wymawia innym radość, nie, nie, nie w tym rzecz... Niech się ludzie bawią. Ale zastanawia mnie zawsze dlaczego w świadomości powszechnej najlepszy Sylwester to ten, który spędza się na szaleńczej zabawie... Wystarczy włączyć jakikolwiek środek masowego przekazu, a w niemal każdej stacji, czy programie usłyszymy o zaletach tego, czy tamtego trunku, o trendach w modzie, o konieczności zabezpieczenia mieszkania, kiedy idziemy na imprezę... Nie ma innych tematów w tym dniu... Świat skupia się tylko na jednym... Za dziwaków uchodzą ci, którzy spędzają tę noc inaczej... Choć nawet te dziwactwa stają się modne - jak na przykład sylwester w klasztorze... Usłyszałem wczoraj o tym w Wiadomościach... No niech tam... Widać, że i mnichy się nudzą czasami i pomysły im przychodzą przedziwne...

Ja właśnie wróciłem ze spotkania młodych w Poznaniu... Poza licznymi walorami tej formy spędzania poświątecznego czasu, mam jednak sporo zastrzeżeń... Może tu zgorszę miłośników Taize, ale jestem bardziej, niż bardzo rozczarowany... Mówię oczywiście tylko o sobie i może to już owoc mojego starzenia się, ale umęczyłem się okrutnie w te dni i skróciłem swój pobyt w Poznaniu o cały dzień... Nie przemawia do mnie ta forma modlitwy w ogóle, a dodatkowo doświadczyłem dość obcesowego zachowania ze strony organizatorów, czego opisywał szerzej nie będę, ale zasmuciło mnie to i nieco przygnębiło, bo daleko odbiegało od chrześcijańskiej serdeczności... Niemniej imponujące są chwile milczenia wielotysięcznego tłumu zadumanego nad Słowem i to oczywiście znaki radości i to napełnia nadzieją... Jeśli chodzi o mnie, to nikt mnie już nigdy nie skłoni do wizyty na tego typu spotkaniu... Dołączam je do listy "nie cierpię":)

Koniec roku to czas podsumowań, właściwie wszędzie... Ja mam tylko jedno, szalenie radosne dla mnie... Pan Bóg pozwolił mi w tym roku wygłosić 21 krótszych, lub dłuższych rekolekcji... 21 razy mogłem mówić o Jego miłości i łaskawości i 21 razy znaleźli się tacy, którzy chcieli tego słuchać. To dla mnie prawdziwa i największa radość tego roku. Są również tacy, którzy w kontekście tego głoszenia odnaleźli nowe życie w Jezusie, narodzili się na nowo, co dało mi szalenie mocne przekonanie o ojcostwie duchowym i jego wartości. Rodzić w wierze... chyba nie znam większej od tej radości... O smutkach nie piszę, bo choć zawsze są, to dziś składam je w miłosiernym Sercu Jezusa... On wie po co są i czemu służą... A jeśli choć trochę zbliżają do Niego, to mają sens...

Życzę wam wszystkim, żebyście wchodzili w nowy rok z wielka nadzieją, która niech się zakorzenia w waszych sercach coraz głębiej i której nie będą w stanie wyrwać stamtąd jakiekolwiek ziemskie trudności... Niech ona nasyca sensem wszelkie wasze poczynania i niech jej spełnieniem będzie codzienne spotykanie naszego Zbawiciela w Jego świecie, w którym i nam dane jest żyć... Wielkiej odwagi i radykalizmu w wyznawaniu Króla nad królami i nie słabnącego przekonania o tym, że z Jezusem warto...