Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

matka...

2009-11-18

Mili Moi...

Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: «Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie sobą teraz dla Jego praw».

Ten fragment z dzisiejszej liturgii zawsze bardzo mnie wzrusza. Cały opis śmierci młodych braci, synów jednej matki, którzy nie chcieli wzgardzić Bożym prawem jest niezwykle poruszający. Nawet w tak drobnej rzeczy jak spożywanie zabronionych posiłków nie chcieli ulec człowiekowi i woleli poddać swoje życie Bogu. Dla wielu nam współczesnych taka postawa jest absurdalna. No bo wyobraźcie sobie, że przychodzi jakaś władza i mówi - albo nie będziesz pościł w piątki, albo zginiesz z naszej ręki... Wielu chrześcijan powiedziałoby - no bez żartów, a po co tam taki post, na pewno nie będę ryzykował życiem dla takiej błahostki... Zresztą wielu chrześcijan już dziś nie pości, mówiąc sobie, że to nie ważne... Jest to oczywiście tylko jeden z elementów naszego religijnego życia, ale czy rzeczywiście nie ważny... Nie w tym jednak rzecz. Chodzi raczej o to, że w wielu wypadkach nie potrzeba żadnego zagrożenia, a rezygnujemy z istotnych spraw... A co dopiero byłoby, gdyby nasze życie znalazło się w niebezpieczeństwie... Na ile ta nasza wiara wpływa na nasze życie, na ile jest ona istotnym jego elementem, czy jest jego sensem? Szczególnie chcę podkreślić rolę matki, która patrzy na śmierć swoich dzieci, co więcej, każdego z nich umacnia w chwilach cierpienia i zachęca, żeby nie poddali się wymaganiom oprawcy... To chyba szczególnie ważne dla współczesnych rodziców... Mam takie wrażenie, że dziś wielu rodziców staje się wrogami zbawienia swoich dzieci... Co tu dużo mówić o jakiejś ofierze z życia, wielu ma trudność ze zwróceniem uwagi swojemu dziecku, które żyje w grzechu... A wspomnieć należy o tzw. grzechach cudzych, do których należy - cudzy grzech pochwalać, na cudzy grzech przyzwalać, do grzechu zachęcać... Ale nie chodzi z pewnością o straszenie, tylko o refleksję - otwiera się cały szeroki temat naszego zbawienia i troski o nie... Czy jako rodzic myślisz o zbawieniu swojego dziecka? Będziesz o tym myślał tylko wtedy, jeśli Bóg będzie istotny w twoim życiu... I to jest dobry sprawdzian... Czy prawdziwie wierzymy w Boga i Bogu i czy właściwie rozumiemy dobro naszych bliskich... Podziwiam więc tę machabejską matkę i jej wiarę... Ona wie, że jej dzieci nie należą do niej, ale ich życie jest w ręku Boga, ich zbawienie jest w Jego ręku... ale niewątpliwie również zależy od nich samych i od ich wierności. Zachęca więc swoje dzieci do całkowitego zawierzenia Bogu, który jest Panem życia i śmierci mówiąc - nie wolno wam zamienić chwały nieśmiertelności, nie wolno wzgardzić Bożą miłością dla kilku lat dłuższego życia tu na ziemi, dla blichtru kilku błyszczących monet, dla kilku chwil przyjemności... Nie po to was urodziłam, nie po to karmiłam, nie po to wychowywałam... Serce w strzępach, ale wiara wyznacza kierunek działania... Fanatyzm??? Nie...Konsekwencja i uczciwość wobec Boga i samego siebie... Jeśli ich życie nie było udawaniem, wielkim teatrem, to teraz przyszedł czas, żeby tego dowieść...

Możnaby pewnie jeszcze wiele, bo niezwykle bogaty w treść jest ten fragment, ale chcę jeszcze rzucić okiem na Ewangelię... Przypowieść o minach... Ona zawsze jakoś mniej do mnie przemawiała, niż przypowieść o talentach, ale wczoraj zdałem sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy... Jestem powołany do pracy nie dla swojego zysku, ale dla zysku mojego Pana. Praca dla cudzego zysku musi jakoś zakładać miłość do tego, na rzecz którego się pracuje... Można to oczywiście czynić z wyrachowania - zasłuże na coś, awansuję, zyskam coś... Ale o tym Słowo nie wspomina... Owszem, nagroda przychodzi, ale nie jest zapowiadana wcześniej... Praca dla mojego Pana, aby On był szczęśliwy, aby On zyskał... To wymagające i można z tego uczynić poważne zadanie... I jeszcze jedno... Wielu nienawidziło swego pana... Siadłem wczoraj z krzyżem na kolanach i pytałem Jezusa - dlaczego tak wielu nienawidziło Go i wciąż nienawidzi... Nie umiem tego zrozumieć i proszę Go, aby miłości tych, którzy Go kochają wystarczyło dla wynagrodzenia za tych, którzy nienawidzą...