Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

ku dojrzałości...

2009-11-17

Mili Moi..

Właśnie wróciłem... z nordyckiego spacerku... Sam nie mogę w to uwierzyć. Ja, zagorzały tępiciel wszelkiej sportowej aktywności, trwający wobec niej w buncie już właściwie od podstawówki, kiedy tylko udało się uzyskać zwolnienie z wu-efu ze względu na moją ślepotę:) Ja, pierwszy morświn Rzeczypospolitej, wziąłem się za spacery z kijkami... Nie do wiary... I jeszcze na dodatek sprawia mi to frajdę... Niestety, jak większość moich radości, mogę ją dzielić sam ze sobą... No ale trudno, zaczynam powoli przywykać, że spędzam mnóstwo czasu w najlepszym towarzystwie, czyli w swoim własnym.... W każdym razie... Od nas do katedry, a potem łukiem z powrotem... Trwa to około godziny... I podobno za rok będę jak niteczka... Chciałbym to zobaczyć....

Ale ja nie o tym... Wróciłem dziś również z wyprawy do Dobrej Szczecińskiej... Tam niedziela powołaniowa, ale w warunkach niemalże misyjnych... Poza kościołem głównym są trzy kaplice dojazdowe... w których msze odbywają się równolegle... W jednej więc mówiłem kazanie w normalnym miejscu liturgii, czyli po Ewangelii i natychmiast ruszałem samochodem do następnej, gdzie mówiłem przed ogłoszeniami duszpasterskimi... Najgorzej miał ten, co na mnie czekał, odprawiając mszę bez kazania. Gdybym się długo nie pojawiał miał zacząć jakąś pieśń, albo różaniec... Ale na szczęście zdążałem na czas. Niemniej wieczorem byłem solidnie zmęczony...

W drodze poworotnej zawitałem do Kołobrzegu pospacerować z ciotką nad morzem, ale również nawiedzić braci, a zwłaszcza Leszka, który biedny siedzi na krańcu świata i jego z nim kontakt ogranicza się do wieczornych wiadomości... No przesadzam oczywiście, ale cieszyłem się z naszego spotkania, bo wreszcie mogliśmy spokojnie się nagadać  no i zobaczyć ten zacny film, który objawia "prawdę" o końcu świata... No nawet dało się to obejrzeć...

A dziś jestem zdumiony św. Elżbietą, a właściwie jednym aspektem jej życia, na który chcę zwrócić waszą uwagę... Ta kobieta odeszła do Pana mając 24 lata, była matką, wdową, zakonnicą... Jeśli wierzyć temu, co o niej piszą, a nawet gdyby połowa z tego była prawdą, to musiała być niezwykle dojrzałą kobieta. Ona była młodsza ode mnie... Chciałbym mieć w sobie takie umiłowanie ubóstwa, tak wielkie zaufanie Opatrzności i tak głęboką świadomość celu, ku któremu zmierzamy... I ja, który żyję osiem wieków później, kiedy świadomość chrześcijan jest niby dużo większa, kiedy badania naukowe, choćby nad Pismem, tak bardzo przybliżyły nam Boga, kiedy tak dużo o Nim wiemy.... wciąż muszę się uczyć wierzyć... wciąż zdaję sobie sprawę, że nic nie wiem, że nie umiem... A dojrzałość do zadań, które Bóg mi wyznacza? Ehhh, szkoda gadać... Kiedy miałem 24 lata wciąż tkwiłem w inkubatorze i snułem marzenia jak to będzie, kiedy będę księdzem... Ona już wówczas dojrzała w wierze przechodziła do Domu Ojca... A ja jestem już księdzem, niektóre z marzeń wcieliłem w życie, wiele jeszcze w mojej głowie...a nadal czuję się chłopcem, takim dzieciakiem, któremu tylko wydaje się, że rozumie... Ostatnio jeden z braci zwrócił się do mnie w rozmowie - Michał, przecież ty wiesz jak bardzo dziś trzeba ludziom głosić wiarę... Wiem, wiem... Wiem jak bardzo sam tego potrzebuję, jak bardzo potrzebuję w wierze zanurzyć wszystkie moje pragnienia, marzenia, decyzje... Bez tego na podobną Elżbiecie dojrzałość nie ma co liczyć... Gdyby ta młoda dama nie miała wiary i to głębokiej wiary, nie byłaby z pewnością zdolna do tak dojrzałego postępowania w tak młodym wieku... Wciąż muszę się uczyć, chcę więcej i więcej... żeby umierać z uśmiechem na ustach i z pokojem w sercu mówiąc jak św. Franciszek - ja, co do mnie należało, wykonałem, a wam, co macie robić, niech Pan objawi...