Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

bohaterem być...

2009-11-10

Mili Moi...

Pozdrawiam was we wspomnienie świętego Leona Wielkiego... Dziś piszę z Olsztyna... Przeżyłem tu nasz zakonny, regionalny dzień skupienia. Tak jak nieraz już pisałem, moja wiara również rodzi się ze słuchania, więc potrzebuję, żeby ktoś głosił mi Ewangelię. Dziś w rolę głosiciela wcielił się nasz prowincjał. On nas prowadził... Uświadomiłem sobie z nową mocą, że Pan działa w Słowie, ale również poprzez inne wydarzenia dnia skupienia, na przykład w Drodze Krzyżowej, co więcej, również w braterskim spotkaniu... Psalm 133 mówi - jak dobrze i miło, gdy bracia mieszkają razem. Jak pisałem niegdyś, często te słowa wywołują uśmiech na twarzach tych, którzy tego dobrodziejstwa doświadczają. Ale w takich chwilach jak dzisiejsza naprawdę doświadczam tej łaski. Jedność, serdeczność, gościnność. Dziś bracia z Olsztyna dowiedli mi, że prawdą są słowa Jezusa - kto dla mnie opuści dom i braci, stokroć tyle otrzyma... Poczułem się jak w domu, wśród braci, kiedy okazali mi nadzwyczajną gościnność i pozwolili spędzić noc w olsztyńskim klasztorze. Nie chcę, żeby to zabrzmiało jako coś nieprawdopodobnego, bo to naturalna praktyka, że zatrzymujemy się w naszych klasztorach... I nie jest bohaterstwem to, ŻE, ale to JAK mnie ugościli... Dobrze mieć braci, a zakon, wspólnota przekonuje o tym na co dzień... Czasem jest ciężko, ale...

Bohaterstwo... Dziś prowincjał mówił o Chrystusie, który nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem. Jego bohaterstwem było, że nie chciał być po ludzku bohaterem. Jakże inaczej jest pośród Jego dzieci... To pragnienie bohaterstwa, bycia kimś szczególnym, nieustannie nam (mi) towarzyszy:) Kiedy przy jednej ze stacji Drogi Krzyżowej słyszeliśmy opis zakonnika umierającego, który oczekuje pięknego pogrzebu, orkiestry, orderów, pięknych mów, zdałem sobie mocno sprawę, że to nie znika z ludzkiego życia do jego końca na tej ziemi... Chyba, że się nad tym pracuje... Jak? Ano zwyczajnie. Trzeba sobie wciąż uświadamiać zobowiązania, które płyną z chrztu, z profesji zakonnej, ze święceń kapłańskich i nie robić z siebie bohatera realizując swoje "psie obowiązki". Jakimże bohaterstwem jest modlitwa, służba drugiemu, posprzątanie klasztoru, czy wypranie swoich skarpetek? Prawda, że niewielkim... A w oczach wielu urasta do rangi czynów niezwykłych, za które należy się nagroda już tu na ziemi, a potem w wieczności... Tymczasem co mogę Bogu dać, czego wcześniej nie otrzymałem od Niego. I w ten sposób poznaję swoją kondycję żebraka, i dzięki temu widzę, że wszystko jest łaską, a to, co ja czynię jest zaledwie oddawaniem długu, który zaciągnąłem przed moim Bogiem... I nie ma w tym żadnego bohaterstwa, ale jest zwyczajny obowiązek, zwykła sprawiedliwość... Nie mam prawa żądać od Boga niczego w zamian, nie mam prawa myśleć o sobie, że jestem kimś wyjątkowym... Bo ptaki niebieskie lepiej głoszą Boża chwałę, niż ja i lilie polne lepiej wypełniają swoje zadania zlecone im przez Pana...

Jestem nieco pod wpływem... Ale nie środków wyskokowych, tylko lektury o św. Janie Vianneyu... Wciąż czytam tę książkę, w której Święty Proboszcz tak prosto ukazuje pewne prawdy... Że też nie można tak łatwo wcielić ich w życie. Że też nie można stać się podobnym Chrystusowi bohaterem, czyli nie korzystać z każdej okazji, aby stać się większym, ale wykorzystać wszystko po to, aby się umniejszyć... Po co? Po to, aby rozumieć siebie i Boga, lepiej rozumieć, prawdziwiej... Nie jestem bohaterem, nie jestem wyjątkowy... Chyba, że dla Niego i przed Nim... Ale o tym tylko On może zadecydować, a nie ja... Dowodzić sobie i światu swojej wyjątkowości, to strata energii i czasu... Jak mawiał Vianney - jedno Zdrowaś Mario znaczy więcej...

A po południu bardzo miła wizyta w olsztyńskim seminarium. Na furcie wita mnie siostra Zosia. Jak dawno nie widziałem tej kobiety i jaką radość sprawiło mi to spotkanie z tą Bożą duszą... Pogawędziliśmy nieco w oczekiwaniu na "kolegę ze szkolnej ławy" księdza Andrzeja, ojca duchownego w seminarium, z którym jeżdzimy razem do szkoły w Krakowie... Zgrzeszyłbym będąc w Olsztynie i nie odwiedzając przyjaciół:)