Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

nad głebią...

2009-10-27

Mili Moi...

Dziś już drugi dzień naszych szkolnych zmagań w Krakowie. Niby człowiek pracuje duchowo i intelektualnie, a zmęczony jestem wieczorem, jakbym tonę węgla przerzucił... A dodatkowo pogoda nie ułatwia zadania... Pięknie tu... liście jeszcze na drzewach, a słonko nie zachęca do grubego ubierania... Nie ma jak to Południe....

Medytowaliśmy dziś nad Piotrem chodzącym po wodzie... Szukamy swojej własnej tożsamości, wpatrując się w jego zmagania z tym tematem... Tożsamośc kapłana to rzecz niewątpliwie ważna, bo dopiero wiedząc kim sam jestem, mogę innym pomóc dotrzeć do prawdy o nich samych... Jeśli nie bardzo wiem kim jestem i jaki wpływ na to ma moje kapłaństwo, staję się częstokroć tylko przeszkodą na drodze ludzi do Boga...

Scena, o której mówimy, opisana przez Mateusza w 14 rozdziale jego Ewangelii ma miejsce bezpośrednio po cudzie rozmnożenia chleba, kiedy tłumy chcą obwołać Jezusa królem... Wyobrażacie sobie co czują Piotr i Apostołowie? Być w orszaku królewskim... Kto by nie chciał... Chcą świętować, być dumni z Mistrza. odpowiadała im atmosfera Jego rosnącej popularności... Tak, tak... Powinien zostać królem.... Traktują Jezusa jako nowe sieci. Niedawno zostawili swoje sieci, a te "nowe" mają być zabezpieczeniem ich interesów... Trochę to instrumentalne, ale...

A On ich przymusza, zobowiązuje, przynagla, do udania się na drugi brzeg. Być może więc wcale nie chcieli rozstać się z tym miłym samopoczuciem i Jezus musiał użyć mocnej perswazji. Po chwili odprawia też tłumy. Jak bardzo musiał być stanowczy, że udało Mu się zapanować nad tą rozentuzjazmowaną masą ludzi. Atmosfera gwaru i euforii się wycisza, Jezus zaś udaje się na górę, na której się modli - osłonięty ciemnością, w ciszy... Tylko On i Ojciec... Wszystko zatrzymuje się w bezruchu.

Tymczasem łódź z Apostołami miotana przeciwnym wiatrem płynie w kierunku przeciwległego brzegu. Tak jakby w odwrotnym kierunku do tego, co przeżyli przed chwilą. Jezioro jest kapryśne, nieprzewidywalne i Piotr o tym wie... On jest trochę podobny... Taki gwałtownik... trochę szalony. Pan wysyła ich na jezioro, aby poznali samych siebie. Przychodzi do ich zmagania między trzecią, a szóstą rano... Są już z pewnością zmęczeni, czują się osamotnieni na tych falach....

My wiemy, że to Jezus, ale oni nie... Pracują, zmęczeni, nagle ktoś pojawia się na falach... Nic dziwnego, że są przerażeni. Pewnie jakaś zjawa. Ogarnia ich fala lęku. Strach, który się w nich kumuluje jest tak silny, że nie mogą rozpoznać Mistrza. Wrzeszczą... Nie są w stanie skojarzyć tej postaci z Jezusem, bo wciąż nie przeczuwają Boskości, bo wciąż z Bogiem w Jezusie się nie spotkali...

Nagle słyszą głos, który dobrze znają. Jezus pomaga im się rozpoznać, odwołuje się do ich pamięci serca... JA jestem, nie bójcie się... Piotr jakby nie dowierzał... Jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie... Z jednej strony Piotr niepewny, z drugiej bardzo śmiały... Trochę w nim szaleństwa. on potrafi wyjść z łodzi mimo sztormu. Chyba zbyt mocno skupiamy się na tym, że za chwilę wpadnie w odmęty... Ten odważny mężczyzna wychodzi z jedynego bezpiecznego wówczas miejsca... Łódź się oddala, a on idzie... Bardzo dobrze Piotrze... Jeszcze kawałek i będziesz u celu... Wysil się...

Piotr wytęża wzrok.... Postać jest coraz bliżej... łódź coraz dalej... woda pod stopami... Silny wiatr rozprasza jego wzrok, zabiera mu Mistrza sprzed oczu. Znów zapatrzył się w siebie, w swoje lęki, znów jest sam... ale wówczas krzyczy - Panie, ratuj...I to jest głęboka prawda o Piotrze... A Jezus natychmiast wyciągnął rękę...

Bez Jezusa nic nie jest możliwe. A Piotr bez Niego jest jak bezbronne tonące dziecko. Czemu zwątpiłeś, małej wiary... Znów trudne słowa, a przecież przed chwilą usłyszał, że jest Skałą... Przeżył siebie w momencie wielkiego kryzysu. I stało się to jakimś przełomem w postrzeganiu samego siebie i Jezusa. Piotr poznał tę ścisła zależność. Poznaje tajemnicę Jezusa i siebie zanurzonego w tej tajemnicy...

Nic chyba bardziej nie uczy nas samych siebie, niż momenty trudne, kryzysowe. To tam kształtuje się tożsamość i tam nam się objawia... Może dlatego taki jestem zmęczony... Bo dziś cały dzień poświęcony życiowym kryzysom, porażkom, słabościom, czyli temu wszystkiemu, co boli, ale co hartuje, co kruszy i co buduje, co rani i co umacnia... Bez Jezusa moje życie byłoby jednym wielkim wrzaskiem strwożonego człowieczka, który w odmętach świata szukałby stałęgo oparcia dla coraz słabszych nóg... Bez Niego każda następna porażka byłaby wirem wciągającym w coraz to nowe głebiny, z których bliżej byłoby do dna, niż na powierzchnię... Bez Jego rąk moja nadzieja dryfowałaby na spróchniałych deskach doczesności... W Nim żyję i dzięki Niemu wciąż płynę...