Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

znak ubóstwa - habit 2

2009-10-23

Mili Moi...

I znów stanąłem w pięknej kaplicy Ubogich Sióstr Świętej Klary w Kaliszu. Dotarłem tu dziś z zamiarem jutrzejszej celebracji Mszy świętej z okazji obłóczyn Agnieszki. Mam nawet wygłosić kazanie, co mnie niezmiernie raduje... Poprzedni wpis dotyczył habitu i tak sobie o nim myślę, bo ostatnie dni przywiodły mi go mocno na myśl. Czasem znaki, które nam towarzyszą od wielu lat, nagle nabierają nowej wartości. Kiedy tak przygotowując się do kazania szukałem Franciszkowego natchnienia i jego myśli dotyczących habitu, pojąłem jak bardzo wielkim znakiem ubóstwa był dla niego ten kawałek materiału... Potrafił go rozdawać braciom, którzy z szacunku do Ojca prosili go o jego habit w imię miłości Bożej. Przy czym często zostawał niemal nagi i zziębnięty, bo jego przełożonemu nie zawsze udawało się coś na szybko zorganizować. Zresztą Franciszek nigdy nie chciał nowego habitu, ale tylko stary, noszony już przez kogoś... Potrafił odciąc kawał habitu, aby okryć nim ubogiego... Potrafił zabrać habit braciom, którzy odbierali innym braciom dobre imię, albo ważyli się oceniać ludzi ubogich... Oddawał dopiero, kiedy naprawili swój błąd... U końca swojej ziemskiej drogi prosił swojego przełożonego, aby ten pożyczył mu habit... Chciał umierać w pożyczonym, żeby dopełnić miary ogołocenia...

Boli mnie, że tak rzadko widzę zakonników w habitach... Pamiętam, kiedy w czasie nowicjatu, na wycieczce w Gdańsku, wybraliśmy się na przechadzkę. W habitach oczywiście (wtedy jeszcze nie chodziliśmy inaczej). Zatrzymała nas "matka Polka", kobieta z siatkami, wracająca z pracy, taka zwyczajna, nie jakaś zwariowana, nawiedzona, czy... jak byśmy ją tam jeszcze określili. Zatrzymała i powiedziała - ojcowie, dziękuję wam, że jesteście w habitach, nawet nie wyobrażacie sobie jakie to dla nas, świeckich ważne... Pamiętam jej oczy do dziś, a słowa brzmią mi wciąż w uszach... Tak wyrazisty i tak zaniedbany znak...

No dobrze, powie ktoś, ale w klasztorach sióstr klauzurowych, po co im habity, przecież nie dają wielkiego świadectwa na zewnątrz, nie mają wielkiej styczności ze światem... Ale te chrześcijanki nie mogą być pozbawione tego znaku. Przez habit przypominają sobie nawzajem jaki jest cel i sens tej drogi. One są znakiem dla siebie nawzajem... Każdy z nas potrzebuje znaków... Z wdzięczną miłością patrzę na mój habit... Ile razy w życiu dzięki niemu doświadczyłem ogromnej życzliwości. Nigdy nie było w moim życiu sytuacji, w której poczułbym się zagrożony, dlatego że jestem w habicie... Może przyjdą jeszcze takie czasy, że noszenie habitu będzie NAPRAWDĘ kosztowało... Bo na razie fakt, że ktoś za mną coś krzyknie trudno uznać za ból nie do zniesienia...

Tak się rozpisałem o habicie... bo czekałem na to, aby go przywdziać wiele lat... Kiedy zdecydowałem się na poważnie wstąpić do zakonu, byłem w siódmej klasie... Od tej chwili tęskniłem za habitem... Nie mogę się więc wciąż nasycić tą łaską, którą wyświadczył mi Pan... Powołał mnie do służby... Ja chcę, żeby wszyscy o tym wiedzieli, ja chcę być dostępny, chcę służyć zawsze, a nie tylko od 8 do 18... Wszędzie - na stacji benzynowej - ostatnio wybiegł za mną kasjer i ucieszony moim widokiem stwierdził, że sam jeździł na rekolekcje powołaniowe, a potem chwile miło pogawędziliśmy; na mieście - ileż to osób, którym umarł ktoś bliski dane mi było pocieszać wprost na ulicy; gdziekolwiek - zdarzyło mi się już spowiadać człowieka po 50 latach nieobecności w konfesjonale, człowieka  "przypadkowo" spotkanego...

Jutro przyodziejemy w habit Agnieszkę, kolejną młodą kobietę zdecydowaną na pójście za Chrystusem w duchu świętych Franciszka i Klary... Polecam ją waszym modlitwom... i siebie też... Żeby mi ten zachwyt nie minął... no i żebym bezpiecznie jutro dojechał do Gdyni, a pojutrze do Łodzi, a w poniedziałek do Krakowa... Takie małe tournee...