Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Jezus Żyje!!!

2009-10-11

Mili Moi...

Właśnie wróciłem z trzydniowych rekolekcji w Warzenku... gdziekolwiek to jest:)  (zdjęcia w galerii). Głosiłem je dla wspólnoty modlitewno-ewangelizacyjnej "Światło Chrystusa" z Sopotu. Przyznam szczerze, że nie chciało mi się tam strasznie jechać, co zwykle w moim przypadku zwiastuje bardzo dobry czas:) Rekolekcje przygotowywałem długo i wcale nie dlatego, że temat był wyjątkowo trudny, czy jakoś inaczej nieogarniony... nie... Ilekroć jednak siadałem do roboty, pojawiały się natychmiast jakieś bieżące kwestie, które trzeba było rozwiązać... Byłem więc zmęczony samą siadomością, że nie mogę się zabrać za tworzenie... A jak już stworzyłem, to odechciało mi się jechać...:) Kiedy wsiadłęm do samochodu i wrzuciłem nazwę w GPSa, dowiedziałem się po raz pierwszy w życiu, że trasy nie da się wyznaczyć. No pięknie, pomyślałem... maszyna się popsuła... Okazało się jednak, że to po prostu dzikie ostępy i ona naprawdę z tego kosmosu nie widziała tych polnych dróg, którymi musiałem jechać... Gdy dojechałem dostałem pokój, w którym nie było ani prądu, ani światła - no pięknie, pomyślałem.... niezwykły czas... ale bynajmniej nie bogosławiłem Pana:) Oczywiście za chwilę znalazł się inny pokój, ale już bez łazienki... No i znów marudziłem w sercu... W takich sytuacjach człowiek poznaje siebie jako franciszkanina... Szybko jednka się spionizowałem duchowo i upomniałem samego siebie - daj Panu Bogu szansę, może ma tu coś ważnego dla ciebie...

I jak zawsze nie zawiodłem się... Wspólnota, dla której głosiłem jest duża (ok 70 osób) i bardzo zróżnicowana pod względem wiekowym. Od kilkumiesięcznych dzieci, przez młodzież, młode małżeństwa, aż po osoby dojrzałe wiekiem. Uwierzcie mi kochani, było mi z nimi cudownie w te dni. Doświadczyłem przede wszystkim bardzo żywego chrześcijaństwa, ludzi, którym się ciągle chce, którzy ciągle szukają pomysłów u Pana, jak głosić lepiej, jak na nowo ewangelizować świat. Jak ja tam wypocząłem duchowo!!! Głosiłem o podstawowym doświadczeniu ewangelizatorów, jakim jest odrodzenie życia w Duchu Świętym, o charyzmatach i ich roli w ewangelizacji, o samej ewangelizacji i jej ważności dla Kościoła, o kierownictwie duchowym jako eklezjalnej pomocy dla ewangelizatorów. Cudowny czas. Wymodliłem się wspaniale, bardzo duuuuużo uwielbienia, bardzo wiele śpiewów. Ogromna życzliwość i szacunek dla kapłaństwa z jakim się spotkałem. Niezwykła serdeczność w rozmowach, bardzo głębokie spowiedzi, fantastyczne wieczory przy kawie... I chwała Boża objawiająca się pomiędzy nami poprzez wspólne Eucharystie, adoracje, uwielbienia, śpiew w językach, proroctwa w językach. Modliliśmy się gorliwie o nowe zstąpienie Ducha na nas w te dni, o nowe posłanie, o nowe rozpalenie ogniem. Wierzę, że to się dokonywało. Potwierdzeniem były dzisiaj składane świadectwa... Każdy miał coś do powiedzenia... Jak cudownie jest patrzeć na ludzi szczęsliwych w wyznawanej wierze, doświadczających mocy Zmartwychwstałego Jezusa, przeżywających świadomie swoje chrześcijaństwo... Niczym upojeni młodym winem tańczyliśmy, klaskaliśmy i wyśpiewywaliśmy Bogu chwałę... Wiedziałem już, że w tym miejscu miałem być... Pan się o to zatroszczył i jestem Mu bardzo wdzięczny. Także za nowe przyjaźnie i modlitwę moich braci i sióstr... Wróciłem uskrzydlony, z jeszcze większą gorliwością do działania... Wiem, że warto... Aby wszysycy mogli doświadczyć Jezusa w swoim życiu... Zadanie wielkie, ale siły płyną od Niego, a nie ode mnie, czy kogokolwiek z nas... Uwielbiam głosić Jego miłość i tej radości nie chcę nigdy utracić...

Nie odebrały mi jej nawet trudne wydarzenia w drodze powrotnej. Już w Gdańsku usłyszałem w radio, że pod Elblągiem wywaliła się cysterna z gazem i droga jest nieprzejezdna. Na szczęście nikomu nic się nie stało... Ale to wydłużyło znacznie moją drogę... Gdy wyjeżdżałem z Malborka w stronę Elbląga, napotkałem wielki korek. Ten był spowodowany wypadkiem niestety z ofiarą śmiertelną. Wysiadłem, ale mogłem już tylko pomodlić się nad zwłokami młodego mężczyzny... Trzy dni wytryskujące życiem zakończone doświadczeniem obcowania ze śmiercią. Kiedy patrzyłem na młodą kobietę zrozpaczoną i całkowicie zagubioną w tej sytucji (może to był jej mąż, może brat, może kolega...) pomyślałem sobie o tej przemijalności, o tym, że nie wolno tracić czasu. Jeszcze chwilę wcześniej pewnie śmiali sie pogodnie w samochodzie, może omawiali plany na przyszłość... Śmierć przyszła nagle... Modliłem się za nich oboje przez całą resztę drogi... Tylko żałuję bardzo, że nie podszedłem i nie wziąłęm jej w ramiona... Zabrakło mi odwagi, żeby przytulić to jedno wielkie cierpienie... w imię Jezusa... Modlę się, aby On uzupełnił to, do czego ja okazałem się za mały... Nie traćcie czasu... żebyśmy wszyscy umierali trzymając Jezusa za rękę...