Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

stańcie się mniejsi:)

2009-09-28

  

Mili Moi...

Bracia Mniejsi to nazwa własna zakonu. Nie wyraża ona najgłebszej prawdy o wszystkich jego członkach (wystarczy spojrzeć na zdjęcie), ale cóż... Nie o takiej małości na szczęście mówi Jezus... Ale o tym za chwilę...

Najpierw radości. Wczoraj cały dzień głosiłem Słowo w Elblągu. Przyznam, że już zapomniałem jak to jest spędzać niedzielę w domu. A to bardzo miłe przeżycie jest... naprawdę... Spocząć po południu na małą drzemkę w swoim własnym łóżku... Jakie to cudowne. I w takich chwilach człowiek uczy się dziękować i błogosławić Pana za małe rzeczy.

Wieczorem natomiast rozpoczęliśmy Rekolekcje Ewangelizacyjne... Byłem delikatnie mówiąc lekko zszokowany, kiedy zobaczyłem ile ludzi przyszło do kościoła. Powtarza się nieustannie, że Elbląg to trudne miasto, że nie ma zainteresowania sprawami duchowymi, że ciężko ludzi do czegoś zachęcić. A w naszym kościele wczoraj zgromadziło się około 200 osób. Na zakończenie rozdaliśmy około 150 tekstów do medytacji. To bardzo dużo. Nie wiem oczywiście ile osób przyjdzie na spotkanie w czwartek, to zależy od tego, jak bardzo ich zniechęciłem wczoraj. Zobaczymy. Ale nawet gdyby przyszła połowa, to i tak jest ogromna radość, nawet gdyby jedna trzecia odpowiedziała na zaproszenie... Ale zostawiam to Panu. On ich zaprosił, On się zatroszczy. Nie moja w tym głowa ile osób będzie. Ja mam tak samo gorliwie głosić do stu, jak do jednej, a do jednej, jak do stu. Pewnie, że zawsze te małe ludzkie ambicyjki stoją na warcie sposobu myślenia... Żeby jak najwięcej osób przyszło, żeby przeżyli, żeby zostali...

Pojawiła się wśród nich myśl, kto z nich jest największy. No nie do uniknięcia. Tak zwane życie nieustannie zaprasza do rywalizacji. Czy to będzie wielkość grupy modlitewnej, czy wielkość rachunku w banku, czy wreszcie wielkość samego siebie w swoich oczach, albo w oczach innych. Dziś przyznam się szczerze, że cały dzień myślę, jak takiemu sposobowi myślenia nie ulegać. To dziecko, które ukazuje Jezus jest dla mnie jakąś tajemnicą. Owszem potrafię sobie wyobrazić, że dziecko jest bezbronne, ufne, otwarte, chętne do pomocy, gotowe dzielić się wszystkim, ubogie, proste... i tak dalej... Ale czego oczekuje Jezus ode mnie? Jak mam stawać się mniejszy, żeby nie rosnąć przede wszystkim w swoich oczach, żeby nie wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę, żeby nie czuć się lepszym od innych? Wiele rozwiązań staje mi przed oczami - cieszyć się cudzymi sukcesami, pomagać innym w dobru, nie zawłaszczać cudzej chwały, częściej chwalić innych... Nie wszystkie są bardzo trudne, ale... Dlaczego zatem jest tak ciężko, dlaczego drugi człowiek urasta do rangi konkurenta, intruza? Zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami... To my jesteśmy wybrani, to my musimy mieć kontrolę, to my mamy monopol... Tak bardzo mocno brzmią te słowa już drugi dzień z kolei - nie zabraniajcie ( nie kontrolujcie, nie zawłaszczajcie, nie okradajcie...). Cieszcie się... I pamiętajcie, że najmniejszy spośród was jest wielki...

No to ja w myśl tych słów z pewnością wielki nie jestem. Bo nie umiem i nie wiem czy chcę być najmniejszy. Pewnie nie. A czego się boję? Chciałem napisać - jak wszyscy... Ale nie wiem czy wszyscy w związku z byciem mniejszym boją się tego samego. Może tego, że to zachwieje poczuciem mojej wartości, może tego, że nie będę się czuł potrzebny, może tego, że będę niezauważony... Nie wiem. Ale z pewnością odkrywam w sobie raczej parcie do ludzkiej wielkości, niż parcie do Bożej małości. Święty Franciszek jak na mnie patrzy to pewnie załamuje ręce, bo daleko mi jeszcze do ideału brata mniejszego... Ale nie tracę nadziei... Dziś wielka modlitwa do Pana - pozwól mi być na tyle małym, żebym przynajmniej Ciebie nie zasłaniał. Stuknij mnie w ucho, gdybym wyrósł za duży. Ukaż, nawet boleśnie, że im mniejszy jestem, tym lepiej dla wszystkich. Pozwól, żeby Janowe słowa stały się również prawdą mojego serca - potrzeba, żeby On wzrastał, a ja się umniejszał...

A jutro trudny dzień... Bo wieczorem będzie mnie bolała gęba od uśmiechania:) Ale za to ludzką życzliwością się nasycę na cały rok:)