Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

esteci faryzeusze...

2009-09-07

Mili Moi...

No jak zawsze jakaś złośliwość rzeczy martwych stanęła mi na drodze, bo wczoraj nie byłem w stanie w żaden sposób wejść do swojej poczty i na bloga, a dziś nijak nie mogę zgrać zdjęć. Zawsze coś. Nie mogę wam więc pokazać na razie Agnieszki i Tomka, dwójki "nieszczęśników", którym błogosławiliśmy w sobotę. Oczywiście "nieszczęśnicy" to żart (żeby się zaraz jakaś dyskusja na ten temat nie wywiązała), a oni wyglądali i zapewniali o tym, że są bardzo szczęśliwi. Ślub był w Ornecie, co pozwoliło mi spotkać Smerfetkę (pamiętacie ją, taka malutka, niebieska katarzynka). Po uroczystościach kościelnych zaproszono mnie również na wesele. Nie byłem tam jedynym kapłanem. Ale wiecie jak to jest na weselach, gdzie się nikogo nie zna... Oczywiście można poznać, ale wszyscy w parach i tak dalej, pisałem już o tym... Na szczęście była Ola z Gdyni (pozdrówki dla ciebie, bo pewnie to czytasz) poskakałem zatem... Ola była również sama... Tak jakoś wyszło... Ja niestety musiałem się dość wcześniej ulotnić i zostawiłem ją w nieutulonym żalu... Jedyna pociecha w stoisku z chłopskim jadłem. Choć przy stoliku Oli siedziało trzech młodych, obiecujących mężczyzn, więc mam nadzieję, że się jednak tak zupełnie na śmierć nie zanudziła...

Ja natomiast przeskoczyłem do Ostródy, gdzie przez całą niedzielę głosiłem Słowo... Co więcej odbyłem dwie arcyciekawe rozmowy powołaniowe, co jest rzadkością przy tych moich akcjach. Tym bardziej mnie one ucieszyły. Michał i Kamil skorzystali z mojej obecności. Ale było też sporo radości z obcowania z braćmi... Przekimałem w klasztorze do dziś, a o poranku zapakowałem Bartka z Ostródy i Andrzeja z Elbląga (który do nas dotarł) i przemieściłem się do Gniezna, gdzie rozpoczęliśmy trzydniowe spotkanie z kandydatami do rozpoczęcia życia zakonnego. Jesteśmy w domu postulanckim, pod wodzą magistra, o. Rafała, a od środy będzie nam towarzyszył o. Prowincjał... Jeśli ktoś będzie wam dowodził, że życie zakonne jest nudne, to odeślijcie go na mojego bloga:) Ja tam się nie nudzę...

Tymczasem żyję wczorajszym Słowem, które dotknęło mnie swoją prostotą...

Współcześni esteci powiedzieliby – obrzydlistwo! Jak można w taki sposób? Toż to jakieś średniowiecze… Śliną dotykać języka. Czy Jezus nie mógł inaczej? – do innych tylko mówił, a tu ślini język…

Zdaje się jednak, że współczesny esteta ma w sobie wiele z ówczesnego faryzeusza. Oni wówczas również widzieli znaki i cuda Jezusa, ale woleli dostrzegać złamanie szabatu, niż cud uzdrowienia, czy uwolnienia.. Skutecznie zamykali oczy na to co ważne, próbując je zamknąć również innym. Chcieli widzieć to, co piękne... ból, cierpienie, choroba, bieda... to wykraczało poza kanony...

Dziś podobnych sytuacji nie brakuje. Wielu jest takich, którzy próbują zamknąć oczy, uszy, usta… Sobie, lub innym… Ale zwłaszcza innym…

W zeszłym tygodniu spędziłem dwa dni w szpitalu, o czym wiecie. Zgon na sali, wołają księdza, jest u mnie Michał z komunią świętą, odziany w habit idzie, modli się namaszcza, rozgrzesza. Niedługo po tym starsza lekarka upomina młodszą, żeby nie robiła tak w przyszłości, bo pacjenci się przestraszyli. Mam nadzieję, że mniej się przestraszyli, gdy wynoszono zwłoki w plastikowym worku w czasie Wiadomości…

Jezus przychodzi bardzo cicho, ale dla wielu nadal za głośno.

Kiedy zaczął swoją misję tu na ziemi, nawet Jan Chrzciciel posłał swoich uczniów, aby zapytali, czy to już Ty, czy innego mamy oczekiwać. I Jezus odpowiada mu słowami Dobrej Nowiny, tak jak Izajasz – sam oceń – chromi chodzą, niewidomi przejrzeli, głusi słyszą, a ubogim głosi się zbawienie. I Jan zrozumiał, i Jan uwierzył, i Jan usłyszał…

Zresztą nie tylko on. Zobaczcie co mówią ludzie po tym uzdrowieniu, o kórym w Ewangelii – dobrze uczynił wszystko… Pamiętacie scenę z bogatym młodzieńcem…? Nauczycielu Dobry… Dlaczego nazywasz mnie dobrym?, Dobry jest sam Bóg…

I lud wyczuwał, że Dobry Bóg zamieszkał pomiędzy nimi, że nawiedził swój lud, nie mieli wątpliwości…

Nie mogli zaś tego przyjąć do wiadomości esteci, faryzeusze, o których Jezus mówi – groby pobielane. Na zewnątrz piękni, ale wewnątrz pełni plugastwa. Nigdy nie doświadczyli choroby, a może raczej trzeba powiedzieć – nie zauważyli, że są chorzy…

Nie widzą, nie słyszą człowieka… Wydaje im się, że mówią, ale to jakiś bełkot o prawie, które z nikim się nie liczy, o przepisach, o wyglądzie… lud ich nie rozumie… Przepaść między nimi, a ludźmi…

Esteta woli nie widzieć… Nie widzi człowieka, nie widzi jego realnych potrzeb, nie widzi cierpienia, biedy… woli widzieć piękno, czuć miłe zapachy, delektować się towarzystwem jemu podobnych… Znieczulony…

Do estetów również pisze Jakub… chrześcijan estetów… Czy nie czynicie różnic? Wolicie przebywać z bogatymi i pięknymi, a gardzicie nędzarzami. Wy, którzy wierzycie w Jezusa uwielbionego, który nie miał względu na osobę, co więcej, właśnie ubogich i maluczkich wybrał na dziedziców Królestwa..

Jezusowe Effatha, Otwórz się, jest kierowane do każdego z nas. Otwórz się na Boga i Jego prawdę i otwórz się na człowieka i jego kondycję. Nie zamiataj pod dywan brzydoty tego świata – cierpienia, choroby, nędzy, w ten sposób tego nie rozwiążemy. Nie zamykaj oczu i uszu, wręcz przeciwnie – otwórz je szeroko, bo postawa otwartości sprawia, że możesz coś przyjąć, ale bardzo wiele możesz również dać… Świat ciebie potrzebuje, Bóg ciebie potrzebuje…

Tydzień temu rozmawiałem pod kościołem w Poznaniu z człowiekiem, który najpierw wymienił mi listę grup, do których należy, a potem stwierdził, że protestuje, bo Kościół nie udziela nam krwi Pańskiej, a tylko krew uzdrawia i uwalnia, ciało Pana nie ma takiej mocy, bo on ma takie doświadczenie i wypróbował to…

Pomyślałem - bracie heretyku – wystarczyłoby, żeby Jezus za przeproszeniem splunął, a byłbyś zdrowy… Dla Niego nie ma nic niemożliwego, co więcej – On dostrzega kondycję człowieka i jego potrzeby. Obyśmy i my potrafili…

Otwórz się – oczy, uszy, usta… w mocy Jezusa… i nie udawaj jak esteta faryzeusz.

Niech Pan rzopromieni swoje oblicze nad wami tej nocy...