Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

powrót...

2009-08-18

Mili Moi...

No dawno mnie tu nie było i chyba czas już wrócić... Poprzedni wpis głosił, że jestem w drodze... i tak rzeczywiście było. Pierwszy raz w życiu chyba ta droga była dla mnie tak trudna. Oczywiście nie łudziłem się, że ważąc 130 kilo przefrunę 500 kilometrów jak motylek. Wiedziałem, że żadne siedmiomilowe buty mi nie pomogą i będzie po prostu ciężko, ale mimo wszystko byłem nieco zaskoczony, choć nie rozczarowany. Wiedziałem też w jakiej intencji idę. Nie zdradzę jej, ale powiem tyle, że spodziewałem się wszystkiego najgorszego, bo była ona po prostu ważna i trudna, a to się zawsze jakoś przekłada na stan fizyczny. Ten nie był imponujący. Dzień rozpoczynałem od zastrzyku z Ketonalu, żeby w ogóle wyruszyć. Zaraz potem owijaliśmy stopy bandażem podkładając pod nie watę, żeby kontakt z podłożem nie był tak bolesny. Tak uzbrojony ruszałem, nie wiedząc czy dam radę iść przez cały dzień, czy też nie... I dość często nie dawałem rady. A ci, którzy idą, wiedzą, że podjeżdżanie jest wielką pokutą, może nawet większą, niż maszerowanie. A zatem ból fizyczny kumulował się z psychicznym i duchowym. A zważywszy na to, że przewodziłem tej grupie, dochodziło do wielu sytuacji, z którymi musiałem się zmierzyć, a które nie należały do najłatwieszych. Wszak pielgrzym to żywy człowiek, umęczony i napięty emocjonalnie. Czasem te napięcia luzowały się gwałtownie i terzeba było i to udźwignąć. Bynajmniej się nie skarżę, ale stwierdzam pokornie - było ciężko. Doszedłem w takim stanie, że byłem gotów podać się do dymisji - niech od przyszłego roku robi to kto inny. Właściwie mój stan fizyczny niewiele się zmienił przez te kilka dni, ale o dymisji już nie myśle... Jak dożyjemy, to za rok zaśpiewamy znów Hava nagila... Oczywiście pielgrzymka to nie tylko trud, ale wiele pięknych wydarzeń, także tych duchowych. Doświadczyłem sam ogromu łaski jaką daje sakrament pojednania. Świadczyłem o tym w grupie kilkakrotnie. Uwierzcie mi, kiedy skorzystałem ze spowiedzi... wprost poleciałem, byłem w stanie tańczyć, gdy wchodziliśmy na nocleg, a to naprawdę rzadkość w moim przypadku. W sakramentch jest ukryta niezwykła siła, także fizyczna, która jest do wzięcia i wykorzystania. Byłem tym zdumiony, ale również niezwykle pokrzepiony. Pan się troszczy i pokazuje jak wielkim ciężarem jest grzech. Jak mocno obciążeni jesteśmy w codzienności. Jakie ciężary dźwigają ci, którzy rzadko korzystają z sakramentu pojednania.

Tak jak zapewniałem przed pielgrzymką, zachęcając do udziału w niej, doświadczyliśmy znów ogromnej życzliwości ludzi. Przyjmowali nas pod swój dach nic z tego nie mając, przynajmniej nie w sensie materialnym. Otwierali nam szkoły i remizy. Narażali się na bałagan i straty w sprzęcie... Darmowa zupełnie życzliwość... To, do czego musimy wszyscy wciąż dorastać, to wdzięczność...

Dla mnie niezwykła jest atmosfera w naszej grupie, która mocno nas odróżniała od innych. Nie jest to moje zdanie li tylko, ale innych pielgrzymów, którzy przychodzili na etap, czy dwa i świadczyli - ojcze, u was jest taki klimat wyciszenia i skupienia, można się pomodlić... Oczywiście nie znaczy to, że nie było radości i wszyscy szliśmy z nosami na kwintę... nic z tych rzeczy... Ale znaliśmy czas radości i czas skupienia. Wszak to były rekolekcje w drodze. Zdarzali się tacy, którzy chcieli się do nas przepisać w trakcie trwania pielgrzymki - to samo w sobie cieszy... Jest to zasługa ludzi idących w naszej grupie. Być może dlatego, że trzon grupy stanowią studenci, a nie młodsi, jest jak jest... W każdym razie chyba zaistnieliśmy w tym roku... mam nadzieję, że w przyszłym będzie nas jeszcze więcej. W tym roku było nas 70 osób. Zasmuciło mnie tylko to, że z Elbląga były zaledwie... 4 osoby. Ale może za rok... Wszystkim jeszcze raz sercem dziękuję. To wy tworzycie tę grupę i dzięki wam ona istnieje i dla was ona jest. Stworzyliśmy razem coś niezwykłego, przestrzeń oddziaływania Ducha Bożego. A owoce w naszym życiu niech to potwierdzają.

Pewnie jeszcze nie raz będę do tego czasu wracał, a teraz próbuję niezdarnie odpoczywać. To znaczy przeżywam rekolekcje powołaniowe w Mikoszewie. Zjechało tu 6 śmiałków, którzy szuakją swojego miejsca w Kościele i świecie. Próbujemy razem pytać Pana co chce, abyśmy dla Niego czynili. Jest dużo radości, choć trudno mi przeskoczyć moją fizyczną słabość. Plaża i las działają kojąco i na fizyczność i na emocjonalność... A sił trzeba zebrać dużo, bo aż boję się zaglądać w kalendarz. Od września znów zaczynam pracować i kończy się beztroski czas wakacji:):):)