Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

wysil się...

2009-07-23

Mili Moi...

I tak upływają dni... na czym? Już nie na siedzeniu w leżaczku (chociaż chwilowo jeszcze tak), ale na gonitwie. Ciągle coś wymaga dopięcia, a do tego jeszcze telefony - te, które ja muszę wykonać i te niemiłe, w których ludzie mówią - nie idziemy... i te bardzo miłe, w których ludzie mówią... idziemy. I jedne i drugie przyjmuję ze spokojem, przynajmniej staram się (choć czasem krew mnie zalewa). Powtarzam cały czas - panie Jezu, w końcu to Twoja pielgrzymka, ja jestem tylko organizatorem, który jest technicznie potrzebny, ale to nie moje dzieło, tylko Twoje, zaproś więc kogo chcesz i przyprowadź kogo chcesz. Wydaje się, że sporo osób pójdzie po raz pierwszy. I to mnie szalenie cieszy. Ci są "najfajniejsi", bo wszystkiego ciekawi, wszystkim zainteresowani... Dziś doznałem małego olśnienia. Nawiedziłem Leszka w Gdańsku, kleiliśmy resztę samochodu... I pobiadoliłem trochę nad sobą. A on powiedział mi słowa, które niejednokrotnie sam powtarzam ludziom - rzeczy ważne i cenne muszą kosztować dużo wysiłku i trudu, bo inaczej nie są wielkie i cenne... Oczy mi się otworzyły i się uspokoiłem... Tak musi być... Ale po raz kolejny doznałem jak ważne jest, żebyśmy sobie wzajemnie głosili Dobrą Nowinę... Bo to była dla mnie Dobra Nowina - co się dziwisz, tak być powinno, wszystko jest na dobrej drodze... Jeśli ty dostajesz w kość, jeśli jesteś zmęczony, jeśli piętrzą się trudności, to znaczy, że to dzieło ma  sens i będzie ważne dla wielu... Dzięki Leszek... to było słowo na dziś dla mnie... potrzebne...

Pomyślałem dziś o św. Brygidzie. Ta tercjarka franciszkańska żyła w XIV wieku. Nie było internetu, telefonów, poczta pewnie na konikach... A ta kobieta wstrząsnęła duchowo Europą... Doradzała największym ówczesnym... Matka ośmiorga dzeci, która wreszcie sama zakłada Zakon Najświętszego Zbawiciela... Winna latorośl, która tkwi w Krzewie winnym... Zacząłem także czytać biografię św. Jana Marii Vianeya... Wielu księży za czasów Rewolucji Francuskiej było zmuszanych do podpisania deklaracji wierności, co było równoznaczne z zerwaniem ze Stolicą Święta. Do jednego z nich matka Vineya z odwagą powiedziała - Krzew Winny i trwanie w nim jest ważniejsze.... To prawda... Odważna kobieta... Co by nie mówił... Krzew Winny jest najważniejszy. Wszelkie życie z niego płynie... Bez niego nie ma nic... A co to znaczy? Ano znaczy, że trzeba poddać się przycinaniu, które niejednokrotnie jest bolesne, musi boleć... Jest to jednak niewspółmierny ból do tego, który płynie z obumarcia, odcięcia i wrzucenia w ogień... Lepiej cierpieć pod Bożymi nożycami, niż w ogniu bez Boga...

Jakoś szczególnie o tym właśnie myślę po pierwsze w kontekście trudności, na które w ostatnich dniach napotykam, a po wtóre - opracowując konferencję na pielgrzymkę zatytułowaną - Dekalog gwarantem szczęsliwego życia. Decyzja na wejście w Dekalog, czy też na wejście Dekalogu w moje życie, jest decyzją na zmaganie, na cierpienie, na ustawiczną szkołę wolności, która sama w sobie nie musi być łatwa i przyjemna... Ale owoc, podobnie jak na winnym krzewie, wart jest tego, żeby się trudzić, żeby się zmagać, żeby wzrastać wśród bólu i łez... To, co jest piękne i dobre, musi kosztować... Trzeba sobie o tej prawdzie przypominać często... Łatwo i przyjemnie... hmm... to nie droga dla chrześcijan... bo wąska jest droga i ciasna brama... niestety niewielu jest takich, którzy ją wybierają... I stwierdza to Ten, któy sam tę drogę przebył i dla nas ją przygotował.... Czy nie mogłoby być prościej? Pewnie mogłoby... Ale z czego wówczas radość? Gdyby wszystko, co ważne przychodziło bez wysiłku, radość byłaby wyjątkowo ulotna... A dzięki zmaganiu i trudowi latorośle mogą owocować również dla innych...

Brygido Szwedzka... Co myślisz sobie patrząc dziś na tę część kontynentu, która nie chce trwać w Winnym Krzewie, która odrzuca Boga i Jego prawo... Proś o Ducha... aby tchnął... aby znów im (nam) chciało się zmagać, walczyć o to co ważne i właściwie rozeznawać gdzie brama jest wąska, a gdzie już jej właściwie nie widać, tak bardzo stała się szeroka... A co za nią???