Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

wierzyć - nie wierzyć...

2009-07-21

Mili Moi...

Nie wiem, czy pisząc urlop miałem dokładnie na myśli to, co się dzieje aktualnie, ale... urlop, to urlop i cieszmy się... O ile wczoraj z moim współbratem Krzysztofem wybraliśmy się do Pomieczyńskiej Huty, do naszego współbrata Michała, który tam oazuje z młodzieżą i było całkiem miło, choć męcząco w samochodzie bez klimatyzacji, o tyle dziś... Wyruszyłem w drogę do Trójmiasta. Jej naczelnym celem był odbiór kilku potrzebnych do pielgrzymowania rzeczy z Gdyni... z tubą na czele... Nawet nie wiedziałem, że moje auto jest tak pojemne... Potem wizyta w Gdańsku i nieudana próba oklejenia samochodu do końca... Potrzebna będzie powtórka... Jestem potwornie zmęczony... ale... wydaje się, że ta nasza pielgrzymka, wokół której kręci się mój świat ostatnimi dniami, rzeczywiście wyruszy... Stanie się to jednak dzięki życzliwości wielu ludzi, a wbrew nieodpowiedzialności niektórych... Ona mnie niezwykle zaskakuje... Jak łatwo przychodzi coś deklarować, a potem się głupkowato uśmiechać i nawet nie tłumaczyć, bez słowa przepraszam... po prostu, zmieniły się plany... gdyby chodziło o mnie, to nie pisałbym w ten sposób, pal licho... ale chodzi o kilkadziesiąt osób, z których ktoś sobie zadrwił... Niestety doświadczyłem w ostatnich dniach kilku takich rozczarowań, może to jest więc powodem mojego rozgoryczenia... Nic to, wyruszymy, bo są dobrzy ludzie, na których można liczyć... i chwała Bogu za nich...

Jutro jeszcze zakupy apteczne z doktor Katarzyną i chyba będziemy gotowi... Sporo osób się pyta, interesuje, nawet deklaruje i zgłasza. Mam więc nadzieję, że nasza grupa nie będzie się składała z samych zakonników i zakonnic, porządkowych i kierowców, medyków i... jakiegoś biedaka dźwigającego tubę... W każdym razie jeszcze raz ponawiam zaproszenie... Wszyscy jesteście mile widziani...

A dziś Matka i bracia Jezusa chcą z Nim mówić... O czym? Kto wie... Jeden z komentarzy niegdyś czytanych przeze mnie dowodził, że rodzina Jezusa usłyszała o misji, którą podjął, misji, która mogła Go wystawić na wielkie niebezpieczeństwo. Mieli więc w trosce o Niego przyjść i próbować Go powstrzymać. Być może dlatego Jezus tak niechętny był do rozmowy z nimi... Tego nie wiemy. Wiemy jednak jak bliskim czyni się Pan wobec wszystkich, którzy Jego słuchają... Brat, siostra i matka... Nie można już bliżej... Słuchają i wypełniają Jego wolę.... Słuchają, a nie ustawicznie dyskutują, debatują, przekonują - Boże, mylisz się, my wiemy lepiej, nie wtrącaj się, za stary jesteś, nie rozumiesz nas, za dużo żądasz, wymagasz... a co dajesz w zamian... ? Nie stać Cię nawet na to, żeby swoim wyznawcom zapewnić powodzenie, zdrówko, bogactwo... Jakie to wszystko proste... Wystarczyłoby tak niewiele, a wierzylibyśmy w Ciebie, wyznawalibyśmy Ciebie, czili...

Ale czy warto...? Skoro nie ma różnicy... Skoro chrześcijanom też rodzą się upośledzone dzieci, skoro chrześcijanie też giną w wypadkach, skoro chrześcijanie również cierpią na raka... To po co w Ciebie wierzyć??? Nic z Ciebie nie ma... To, co piszę to nie prowokacja... Za tą argumentacją stoi żywy człowiek, ba, nawet wielu ludzi, którzy nie jeden raz wyrażali ja w takich lub podobnych słowach wobec mnie... Co odpowiedzieć? Bóg cię kocha??? Chyba nie... To znaczy z pewnością kocha, ale nie wiem czy jest to najlepszy moment na takie słowa... One często pogłębiają ból i rozczarowanie... Nie doświadczam...

Może więc zacznij od słuchania... Tak niewiele... zechciej Go posłuchać, zechciej spotkać się z Jego Słowem... Ono ma niezwykłą moc przekonywania... Nawet z największej rozpaczy może wyprowadzić, z wielkiego smutku, z niemałych wątpliwości...

Dziś o 7.07 dostałem smsa - zaczynam wierzyć w Boga, który jest mi Ojcem, który ciągle przy mnie jest... Oto konkretny owoc w życiu człowieka, któremu staram się pokazać co to znaczy, że Bóg kocha...  I ogromna radość dla mnie, że on to wreszcie zaczyna pojmować. Nie tylko słowa, ale gesty wierzących... Słowa Jezusa, czyny Jego dzieci... Jeśli więc wierzysz - rozejrzyj się wokół i ofiaruj kawałek siebie w świecie pełnym beznadziei. Jeśli nie wierzysz, jest ci trudno - zacznij słuchać... Jego... i znajdź chrześcijan, którzy pokażą ci, co znaczy, że On kocha... Zapewniam, że nie jest to tak trudne jak się wydaje...