Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

prostaczkiem być...

2009-07-16

Mili Moi...

Co może poprawić człowiekowi nastrój wakacyjny zwłaszcza jeśli jest kobietą (albo zakonnikiem:)??? Nie wiecie??? Oczywiście... zakupy:) Ja jakichś nadzwyczajnych potrzeb nie zanotowałem, ale moja ciotka owszem, a jako, że razem udajemy się w sierpniu na pewien ślub w rodzinie, to cioteczka zapragnęła się przystroić... Mówię sobie - no cóż... może i ja dla siebie coś znajdę... no i znalazłem... Przede wszystkim znalazłem niemały ból nóg... moja ciotka to prawdziwy potwór zakupowy - jeszcze tu i jeszcze tam... Ale tak napawdę moim głównym celem było spotkanie z Leszkiem, który zajął się produkcją "reklamy powołaniowej" na mój samochód. Część z niej właśnie dziś na nim zawisła. Nie ma już żadnych wątpliwości, do kogo ten samochód należy... Druga część pojawi się na nim w przyszłym tygodniu... No i chyba trzeba będzie zacząć jeździć przepisowo:) To taka refleksja po dzisiejszej informacji, że zostało mi zrobione jakieś niezwykłej urody zdjęcie, które będzie mnie kosztowało 230 złotych i 6 punktów karnych... A ja przecież sobie nie przypominam, żebym zamawiał fotografa:) No ale widocznie sam się zamówił, więc nie wypada teraz się wymawiać, tylko trzeba zdjęcie przyjąć...

W ciągu całego dnia poczyniłem niemało obserwacji co do kultury jazdy i zachowania się na drodze... Ale narzekać nie zamierzam... Wszyscy się gdzieś spieszą. Dostałem też bardzo niepokojącą informację, że na dwa tygodnie przed pielgrzymką zostałem bez kierowcy busa, który będzie wiózł nasze bagaże. Wiadomość, która właściwie się potwierdziła i znów zrodziła we mnie pytanie o granice niefrasobliwości, odpowiedzialności za dane słowo i takie tam... Dużo cierpliwości potrzeba... Ale nie dziwi mnie, że diabeł jeszcze na koniec ogonem zamieszał, bo dotąd wszystko bezkolizyjnie i za dobrze szło. Nie tracę nadziei i podejmuję powoli jakieś awaryjne próby rozwiązania tej sytuacji.

Od razu stanęła mi przed oczami wczorajsza sytuacja Mojżesza, który doświadczył tego, że Pan się sam zatroszczy i to inaczej, niż on sobie to wyobraził. Sam chciał jakoś pomóc swemu narodowi i to, co uczynił było niewłaściwe - zabił Egipcjanina, który ciemiężył jego rodaka. Pan mu pokazał, że to jeszcze nie czas, ale wcale nie zrezygnował ze szlachetnego, Mojżeszowego serca, które zachęcił do innej formy pomocy, pomocy, która Mojżeszowi wydawała się ponad jego siły, która zdawała się być zbyt wymagająca. A jednak, po wielu perypetiach, dyskusjach, czy targach z Bogiem, podejmuje trud wyprowadzenia Narodu Wybranego z niewoli egipskiej. Ale to nie było już jego dzieło, tylko dzieło Pana. I jak tu nie pomyśleć o pielgrzymce, która przecież jest od początku do końca dziełem Najwyższego. Moja rola, to nadać temu dziełu jakąś widoczną spójność, formułę. Ale może wydaje mi się, że z czymś tam nie damy rady, że coś tam wymyka się spod kontroli. On z pewnością panuje nad wszystkim. To jest Jego pielgrzymka i dziś mówię Mu to z moim lekko niespokojnym sercem, ale i z odwagą - zrób coś, przecież to Twoi ludzie, to Twoje dzieło, to Twój czas... Zobaczymy czego Pan zażąda i jakie są Jego pomysły na rozwiązanie tego pata.

Wczoraj wspominaliśmy św. Bonawenturę, który bywa w naszym zakonie nazywany jego "drugim założycielem". Uporządkował bowiem wiele spraw i skodyfikował je, co dla samego Franciszka, jako charyzmatyka nie wydawało się być rzeczą najważniejszą. W kontekście Słowa pomyślałem sobie o przygotowanych i nieprzygotowanych do pełnienia Bożych dzieł. Pan kontynuuje to, co powiedział w niedzielę... Sam wybiera i sam posyła, sam decyduje i sam przygotowuje... Bywa, że są to ludzie jak najbardziej odpowiedni w oczach świata, ale jeszcze częściej, są zupełnie maluczcy - prostaczkowie, którzy nie bardzo wiedzą jak zabrać się do dzieła, które ich nieskończenie przerasta. Dotarło do mnie na nowo, że stając za ołtarzem znajduję się właśnie w takiej sytuacji - malutki wobec niezgłębionej Tajemnicy. Mój głos, moje ręcę, a reszta Jego... Objawił i objawia mi coś, przed czym mogę tak naprawdę tylko klęknąć i zamilknąć, bo wszelkie próby "samodzielności" mogą wzbudzić tylko pusty śmiech... Ja nic nie mogę bez Niego... Bez Niego jestem niczym... To musi trzeźwić, zwłaszcza jeśli czasem pojawia się wyobrażenie, że ja jestem taki dobry, wspaniałomyślny, pobożny, dokładny etc... Wszystko jest Jego darem, a ja tylko decyduję się w Nim zanurzyć i odbić nieco Jego blasku... Potrzebuję nieustannie sobie to uświadamiać na nowo... Nieustannie!