Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

ubogim być...

2009-07-12

Mili Moi...

Wybaczcie tę moją nieregularność, ale ostatnie dni były tak bogate w wydarzenia, że wieczorami nadawałem się jedynie do rzucenia na łóżko i w żaden sposób nie byłem w stanie się skłonić do wizyty tutaj... Poza tym, każdy, kto tworzy cokolwiek wie, że przychodzą na człowieka okresy "bezpłodności intelektualnej" i ja się chyba właśnie w takiej sytuacji znalazłem. Plaża, morze, słonko, relaks, sprawiły, że twórczość została zminimalizowana...

Wczoraj zakończyliśmy rekolekcje. Były to właściwie pierwsze rekolekcje połączone z taką formą wypoczynku. Do tej pory miejsca, które wybierałem ograniczały znacząco możliwości wypoczynkowe. Tymczasem Darłówko ma to do siebie, że można tu połączyć duchowe ćwiczenia z wypoczynkiem. Pogoda była wszelaka. Od dwóch dni bracia mówili na mnie bocian, bo rzeczywiście moje zgrabne nóżki przypominały barwą te bocianie. Ale nie tylko słonko, bo i deszcz i sztorm... doświadczyliśmy wszystkiego. Wydaje mi się jednak, że udało nam się stworzyć w te dni dość niezwykły klimat słuchania Boga nie tylko w konferencjach i kazaniach, nie tylko w Słowie i na modlitwie, ale również w przyrodzie, co jest przecież tak bardzo franciszkańskie. Cieszy mnie to bardzo, bo tego elementu jak dotąd bardzo brakowało mi w naszych spotkaniach. Mam szczerą nadzieję, że i moi młodzi przyjaciele byli zadowoleni. Nigdy nie pytam o to wprost, żeby nie czuli się przymuszeni do wyznań wbrew sobie (może lepiej powiedzieć, że było fajnie, niż, że nie bardzo...) Dlatego to pewnie pozostanie tajemnicą ich serc. Niemniej ja czuję się znakomicie... Wierzę, że głoszone słowo padało na otwarte serca, modlitwy nie zaniedbaliśmy, było jej sporo, pogłębione rozmowy, mądre pytania... i przede wszystkim wspólnota... to, co jest tak charakterystycznym rysem naszego zakonu... Tej nam nie brakowało i ona mnie raduje zawsze najbardziej...

A dziś nadal w Darłówku - niedziela powołań... Głoszę Słowo, spotykam ludzi, wypoczywam nadal... Bóg jest cudowny, że daje mi także te chwile samotności, żebym zobaczył jak wielką łaską obdarzył mnie pozwalając żyć we wspólnocie... Jeszcze jedna Eucharystia i zacznę wracać do domu... Jadę już dziś, bo jutro o poranku spotkanie z telewizją... krótki materiał o pielgrzymce... Kilka spraw bankowych, korespondencja i... poudaję urlopowicza... Mój własny urlop oczywiście szarpany, bo w najbliższą niedzielę kazania w Elblągu, w kolejną w Kołobrzegu, a potem już pielgrzymka... Proszę was o krótkie westchnienie w tej intencji, bo jak zawsze niektóre rzeczy szwankują na kilka dni przed... i jestem trochę w kropce... ale jeszcze nie panikuję...

Dziś Jezus posyła swoich uczniów po dwóch, daje im wielką władzę, ale nadto wprowadza ich w wielką tajemnicę ubóstwa, czyli inaczej mówiąc niezwykłego zaufania Bożej Opatrzności. Kiedy rozmawiam z chłopakami o tym, co ich fascynuje w życiu zakonnym, w naszej wspólnocie, to niejednokrotnie mówią, że właśnie ta świadomość zależności od Pana, ta prostota życia, które jest skierowane na Boga, a jednocześnie nie skupia się na zabezpieczaniu losu, na wytwarzaniu atmosfery poczucia bezpieczeństwa, na "świętym spokoju". Coś z tego rzeczywiście pomiędzy nami jest. Żyjemy z pracy rąk własnych, jak chciał Franciszek - może dziś bardziej z pracy ust własnych... Posługujemy się pieniędzmi, bo dziś trudno inaczej, i w tym nie do końca zachowujemy jego wskazania... Ale czynimy to z dużym umiarem i świadomością, że wszystko jest darem... Zawsze jednak staje mi przed oczami Matka Teresa, która dla mnie osobiście jest wyzwaniem... można jeszcze doskonalej, jeszcze uboższymi środkami...

W kaplicy klasztoru w Łagiewnikach, tam, gdzie mieści się również nasze seminarium, są obrazy wyrzeźbione na ścianach, ukazujące naszą Regułe, nasz sposób życia. Ubóstwo jest tam ukazane w formie zakonnika, który chleby spadające z nieba przepuszcza przez swoje ręce i rozdziela je dalej... To piękna i prawdziwa ilustracja... Nie może być inaczej... Dziś przypomniała mi się przypowieść Jezusa o bogatym rolniku, który pobudował sobie spichlerze i chciał korzystać z dóbr, które nagromadził... Co usłyszał - GŁUPCZE. Ilekroć jakaś franciszkańska dusza próbuje czynić podobnie, słyszy w sercu to samo... A pierwszym, który wykrzykuje to w niebiosach jest Święty Franciszek... Prostota życia, które nie jest zabezpieczone, którego jedynym zabezpieczeniem jest Pan... Oto nasz ideał...

A jeśli posługujemy się rzeczami materialnymi, pieniędzmi, to tak, jak Święty Maksymilian... W połatanym habicie, ale na pokładzie najlepszego samolotu... dla Niepokalanej... Wykorzystać wszystko... dla szerzenia chwały Bożej i dla człowieka... Przepuścić przez ręce i dać... rozdawać... rozdzielać... Kiedy dziś mówię, że ofiary zbieram nie dla siebie, ale dla moich młodych przyjaciół, którym chcę służyć całym moim sercem, każdym gramem mojej miłości... to jest to zgodne z prawdą... Chciałbym dać im wszystko, co jest im potrzebne do właściwego podjęcia decyzji, do mądrego i odpowiedzialnego wyboru w ich życiu... Każdy grosz ma temu posłużyć, każda ofiara ma być ku temu pomocą... także moja ofiara... może z bycia wyspanym, może z kilku kilometrów więcej, żeby pogadać, spotkać się, bo ktoś tego potrzebuje... Bóg uruchamia wielkie pokłady braterskiej miłości w moim sercu wobec tych moich młodych, poszukujących swojego miejsca w życiu braci...

Tylu ludzi może ze mnie skorzystać... Tylu ludzi może skorzystać z ciebie... I z pewnością nie tylko z twoich złotówek, ale przede wszsytkim z CIEBIE... twojego czasu, twojego serca, twojego słowa... Dać wiele... dać jeszcze więcej... ze świadomością, że On jest źródłem, a ja tylko kranem... Jeżeli ktoś pomyli źródło z kranem, nie zaspokoi swojego pragnienia... Ważne, żebym ja nigdy się nie pomylił i nie chciał stać się źródłem... NIGDY... On jest źródłem na wieki... Jeśli ja mogę coś dać, to tylko wziąwszy od Niego... A Bóg jest nieskończenie hojny... Pozdrawaim was wszystkich... A zwłaszcza was młodzi przyjaciele, którzy pytacie - Panie, co chcesz, abym czynił... ? Oby Pan pozwolił mi rzeczywiście pomóc wam usłyszeć odpowiedź...