Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

nie lękajcie się...

2009-07-03

Mili Moi...

No wczoraj nastąpiła kapitulacja... Mieliśmy wyruszyć do Lichenia, ale o poranku usiedliśmy w fotelach i obserwując to, co za oknem i to, co media zapowiadają... podjęliśmy bardzo zgodną decyzję - nie jedziemy do Lichenia. Ale szkoda nam było dnia, który można było wykorzystać powołaniowo, a zatem podjęliśmy decyzję o pielgrzymce do Gietrzwałdu. Pięknie było. Zostaliśmy ugoszczeni przez kanoników i siostry katarzynki, pomodliliśmy się, no i zostawiliśmy ulotki powołaniowe, gdzie się dało:) A po powrocie - coś niezwykłego... spacer. Nie robiłem tego dawno, ale nie zaponiałem jak się stawia nogi... Mam nadzieję, że pielgrzymka mi przypomni bardzo dobitnie, co znaczy chodzić...

A dziś rano, nie zważając już na żadne przewidywania, zrealizowaliśmy plan powołaniowy na piątek. Otóz we Władysławowie odbywa się spotkanie młodych pod hasłem "Góra Tabor". Organizują je Chrystusowcy wraz z Służebnicami Krzyża. Postanowiliśmy więc zlustrować to wydarzenie, a przy okazji, kiedy już tyle młodzieży jest w jednym miejscu razem, obdarować ich naszymi ulotkami, które przecież mogą zawsze stać się zakładkami do książki:) Było uroczo - przede wszystkim miejsce niezwykłe, dzieciaki super, choć nie było ich tak wiele, jak sądziłem. Przyjęto nas bardzo miło. A ja miałem bardzo ciekawe przeżycie - otóż nie zabrałem ze sobą alby i mogłem we mszy swiętej uczestniczyć "od drugiej strony", czego już bardzo dawno nie robiłem. Przyznam szczerze, że trudno się było powstrzymać, żeby nie śpiewać z księżmi, ale jakoś się udało... Potem już był Hel, Gdynia i wielce miłe spotkanie z braćmi z Gdańska... takie na trasie... wypatrzyliśmy się w samochodach i spędziliśmy kilka wspólnych, bardzo radosnych chwil na molo w Orłowie. Cudowny dzień...

A już jutro jedziemy do Darłowa. Tam w niedzielę kazania powołaniowe i promocja pielgrzymki. Potem cały tydzień rekolekcji powołaniowych w Darłówku, które zakończą się... niedzielą powołaniową w Darłówku i promocją pielgrzymki tamże... A zatem zajęć nie zabraknie... ale już się doczekać nie mogę, kiedy wejdę do zimnej wody morskiej (zagrożenie powodziowe murowane... Bałtyk wystąpi z brzegów). Jak dotąd musiał mi wystarczyć "zimny łokieć" co dziś zaowocowało oparzeniem łapy lewej:) No ale masz za swoje Michciu...

A dziś św. Tomasz nas prowadził... I po raz kolejny usłyszałem w czasie Słowa na mszy świętej, że wiara w Jezusa musi kosztować. To jasne, ale to prawda, którą trzeba sobie bardzo często przypominać. Jezus dowiódł swojej miłości na krzyżu...a my??? Jak jej dowodzimy? Znak krzyża - eee, czy to nie dewocja? Modlitwa przed ważnym wydarzeniem - eeee, to już z pewnością dewocja... Powiedzenie głośno - jestem chrześcijaninem i nie jadam mięsa w piątki, a co więcej nie imprezuję w tym dniu - eeee, to już maksymalna dewocja... Jak bardzo trudne są te małe wyznania wiary. Wielu z nas (a może wcale nie tak wielu) żyje w przekonaniu, że gdyby mnie się tylko przydarzyła sytuacja taka jak księdzu Popiełuszko... to bym się zachował tak samo... Ale mnie nikt nie prześladuje, wiodę życie ciche i spokojne, więc niekoniecznie potrzeba głośno mówić o mojej wierze, o przekonaniach... A ja sobie myślę, że już dawno nie było to tak potrzebne jak właśnie dziś...

Ale to wymaga wielkiej odwagi... Zwłaszcza jeśli się tego nigdy wcześniej nie robiło, zwłaszcza kiedy wiem, że grozi mi fala szyderstwa i ostracyzm społeczny, zwłaszcza, kiedy wszyscy mają mnie za kogoś wyluzowanego... a w co ja tam sobie wierzę, to nikogo nie obchodzi... Dziś jeden z księży dawał świadectwo, jak to, jako szesnastolatek wypłynął ze szkoły w jakiś szkoleniowy rejs i koledzy znaleźli jego dziennik, w którym było wiele modlitw do Boga. Opisywał w jak wyrafinowany sposób z niego szydzili, jakimi epitetami go obdarzali... a on klękał i pytał - dlaczego Ty mi to robisz, wiesz przecież, że nie jestem na to gotowy??? Odpowiedzi się nie doczekał, przeżył rejs, ale pod koniec... jeden z kolegów pożyczył od niego "Dzienniczek" św. Faustyny, inny przyszedł pogadać o życiu, mimo że był dużo starszy... Obronił się... Obronił się swoją własną konsekwencją... I poznał, jak bardzo potrzebowali kogoś takiego, chociaż zaprzeczali temu bardzo głośno od samego początku...

Pan mój i Bóg mój... Nie każ Mu znowu stawać przed sobą... nie każ Mu pokazywać ran... On naprawdę za ciebie umarł i naprawdę ciebie zbawił i naprawdę na twoje wyznanie wiary czeka... nie tylko wówczas kiedy jest ono łatwe, bo setki ludzi wokół ciebie mówią to samo (niejednokronie nie wiedząc wcale co mówią... a nie daj Bóg jak jeszcze ksiądz się pomyli, bo wszystko się sypie i trzeba zaczynać od początku)... Twoje wyznanie jest ważne, zwłaszcza wobec świata, który nim wzgardzi, wyszydzi, odrzuci... ale w nocy przyjdzie i poprosi o więcej... Nie lękaj się.... On doda ci odwagi...