Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

starość (nie?) radość...

2009-06-27

Mili Moi...

Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem zakończenia roku formacyjnego we wspólnocie "Syjon", której dane mi jest przewodzić. Ale dodatkowo świętowaliśmy osiemdziesiąte urodziny Lusi (Ludmiły), naszej kochanej grupowej seniorki. Patrzę na nią z wielkim podziwem. Ta niewielkiej postury kobiecina, która doświadczyła dramatu Syberii, jest zawsze uśmiechnięta, sieje wprost radość wokół. Obarczona słabością słuchu, przypadłościami wieku, ma w sobie tyle pogody ducha, że dziś powiedziałem wprost - chciałbym się tak zestarzeć jak Lusia. Wzrusza mnie zawsze, kiedy ona z taką pokorną wdzięcznością po spowiedzi mówi - ojcze, tak się cieszę, wszystko usłyszałam. To dla niej wiele znaczy, że usłyszała... Takie małe radości, na które człowiek w młodości w żaden sposób nie zwraca uwagi... Impreza dla Lusi była niesamowita. Bo i wspólnota stanęła na wysokości zadania i sama Lusia - odkładała na to pieniądze przez cały rok. Bardzo przeżyła ten dzisiejszy dzień. Było około 60 gości, śpiewy, tańce, mnóstwo jedzenia, przyszli wszyscy ojcowie z klasztoru... To było coś... Z dumą patrzę na moją grupę, na ludzi, którzy potrafią dać coś z siebie, dla których ten drugi jest ważny, którzy potrafią się traktować z miłością... I choć uczą się tego mozolnie, jak my wszyscy, to w chwilach egzaminu, takiego jak choćby ten dzisiejszy, są dla mnie powodem do dumy...

Pomyślałem dziś, właśnie w kontekście urodzin Lusi, że człowiek przez całe swoje życie nabywa doświadczenia. One są różne i mówi się, że właśnie one kształtują jego starość, jego stosunek do spraw Bożych. Właściwie postawy starców są dwojakie.

Pierwsza możliwość, to Sara... Stara kobieta, która śmieje się z obietnicy Boga. Ona już nie ma marzeń, ona na nic nie czeka, ona szanuje prawa natury, ona je akceptuje... Niemożliwe jest, żeby z tak starej kobiety poczęło się dziecko... Wielu starych ludzi, poprzez doświadczenie życiowe, które zdobyli, mówi sobie - nie, to jest niemożliwe, Bóg nie będzie ze względu na mnie robił tego, czy tamtego, nie będzie się specjalnie nade mną pochylał, zresztą starość Mu się nie udała, nie dba o ludzi starych, On też o nas zapomniał...

Ale są i starcy, którzy przypominają setnika z dzisiejszej Ewangelii. Nie wiemy czy był stary, czy młody, ale miał nadzieję na to, co niemożliwe. Dla niego Bóg był kimś realnym. On wprost komunikuje Jezusowi - nie musisz się fatygować, nie musisz mi niczego udowadniać, ja wierzę, że Twoje słowo wystarczy... Ty jesteś Panem rzeczy niemożliwych, spraw aby mój sługa był zdrowy. Człowiek wielkich marzeń, wielkiej nadziei, wielkiej ufności... i... wielkiej wiary...

To jest istota... Nie tylko doświadczenia życiowe, takie, czy inne, decydują o starości i o jej obrazie. Dodać do tego trzeba wiarę jaką człowiek poprzez całe życie w sobie kształtował, albo zniekształcał. Jeśli Bóg nie był nigdy dla kogoś ważny, nie musi stać się ważny również na starość. Ale jeśli był ważny przez całe życie, to duże prawdopodobieństwo, że ważny być nie przestanie. A raczej ta relacja się pogłębi, bo stary człowiek czuje, że każdego dnia jest mu do Boga bliżej... Myślę, że macie w swoim otoczeniu babcie, które ufają Bogu bezgranicznie, które mają wielkie marzenia i wciąż na coś czekają, licząc się ze swoim wiekiem wiedzą jednocześnie, że Bóg jest Panem rzeczy niemożliwych i z Nim wszystko może się zdarzyć, Jemu warto ufać... A są wokół nas i takie babcie, które nie są w stanie zaufać najbliższemu człowiekowi, a co dopiero Bogu, których jedynym oczekiwaniem jest śmierć i zakończenie tej coraz trudniejszej drogi...

Chcę być dobrze zrozumiany - nie oceniam, ani nie osądzam... Bardzo się modlę o to, żeby się pięknie zestarzeć, nie być gderliwym tetrykiem, z którym otoczenie po prostu się męczy, chciałbym, żeby wszyscy mieli szczęśliwą starość... Chcę tylko powiedzieć, że nie mam wątpliwości, że to jaka ona będzie, zależy od naszej wiary, od poszukiwania Boga DZIŚ, NIE JUTRO, ZA TYDZIEŃ, ZA ROK, NA EMERYTURZE!!! Żeby się pięknie zestarzeć (może w cierpieniu, może w utrapieniu, może w biedzie - kto wie...) potrzebujemy Boga, który w prawie obumarłe ciała potrafi wlać ogrom nadziei, marzeń, tęsknot i pragnień... I znów przed oczy wraca mi Lusia... Dziś powiedziano o niej - przez siedemnaście lat jesteś z nami i nikt nie doszuka się chwili, w której ktoś by się na ciebie pogniewał, kogoś byś zgorszyła, dotknęła swoim postępowaniem... Wręcz przeciwnie, wszyscy myśląc Lusia, mają przed oczami osobę łagodną, cierpliwą, serdeczną... Cudownie musi być usłyszeć coś takiego w osiemdziesiąte urodziny... Ale Lusia skwitowała to wszystko jednym zdaniem - wszystko mam od Niego.... OD NIEGO!!! WSZYSTKO!!!