Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

Bóg (a)logiczny...

2009-06-26

Mili Moi...

Oto i chwilowo zakończyły się moje podróże... Po Niepokalanowie i audycji, która, zdradzę to, była chyba ostatnią (po prostu nie daję rady, za dużo tego), był jeszcze Koszalin i radosne spotkanie z Michałem i Krzyśkiem, moimi rocznikowymi współbraćmi, z którymi widujemy się nie za często, ale korzystamy z każdej możliwości... Dziś wylądowałem w Elblągu... Mam takie poczucie zmęczenia, połączone z wielkim zadowoleniem... Wiecie, czasem, jak człowiek widzi owoce swojej pracy - nie wiem, zrobił na przykład stół, namęczył się przy nim, ale widzi go... doświadcza jakiejś błogości... takiego szczęsliwego zmęczenia... Ja mam tak zawsze po zakończonych rekolekcjach. Owoców może nie widzę, bo to Pan je sprawia w swoim czasie, ale sam fakt głoszenia daje mi niesamowicie dużo radości... Ten tydzień z siostrami i dziewczynami dał mi też niemało przemyśleń i zbliżył mnie do Pana (w albumie trochę zdjęć z tego czasu). Siostry są dla mnie zawsze znakiem tego, co ważne... One przywiązują wagę do rzeczywistości, które mi w ferworze codzienności czasem umykają... I kiedy pobędę z nimi, posłucham ich... one mi głoszą swoiste rekolekcje... Myślę sobie czasem - gdzie tak pędzisz?, wyłącz komputer, sięgnij po dobrą książkę, chwyć za Różaniec... I to właśnie czyniłem w te dni... Czytam znakomitą książkę zatytułowaną - Kierownictwo duchowe jako ojcostwo... Każdemu polecam, kto chciałby zrozumieć czym kierownictwo jest... W Poznaniu miałem okazję doświadczyć najcudowniejszych doznń letnich, na które zawsze czekam z utęsknieniem... O czym mówię??? Otóż uwielbiam latem wstać o świcie, kiedy świat dopiero się budzi i wypić kawkę na świeżym powietrzu chwaląc Pana za cud stworzenia... Nie mam większych marzeń na wakacje:) A zakończenie takiego spotkania, jak rekolekcje powołaniowe zawsze przypłacam "dwudniową depresją". Po prostu nie znoszę jak coś się kończy... No ale z Taboru trzeba zejśc w dolinę, bo na górach się nie mieszka, życie toczy się w dolinach.

A dziś w domu goście... Jedni odjechali - niewielka grupka ministrantów z księdzem, a nowi się pojawili. Otóż dziś zaczęło się w elbląskim seminarium szkolenie porządkowych pielgrzymkowych. Moja więc ekipa dziś nocuje w naszym domu, a jutro piszą śmiertelnie trudny test z 80 pytań... i niech spróbują nie zdać:) Trzeba wierzyć w niemożliwe...

No właśnie, trzeba... A nasz Pan Bóg jest chętny do udowadniania, że niemożliwe jest jednak możliwe. Einstei mówił, że nowe rzeczy powstają w taki sposób - wszyscy sądzą, że coś jest niemożliwe, aż przychodzi człowiek, który nie wie, że to jest niemożliwe... i nagle to coś okazuje się możliwe... Pan Bóg też ciągle dowodzi, że niemożliwe jest możliwe... Dziś Abraham śmieje się z opowieści Pana... No bo jak prawie stuletni starzec, ze stuletnią staruszką... (dziś wszyscy by powiedzieli - za Różaniec chwycić, a nie o dzieciach myśleć). To przecież nie jest możliwe, natura ma swoje prawa. A kto jest ich twórcą? - zdaje się mówić Bóg. Czy ja nie mogę czynić tego, co chcę? Będziecie mieli syna i poznasz jak bardzo ci błogosławię. I to nie chodzi o Izmaela Abrahamie... Bo ty próbowałeś rozwiązać sprawę po swojemu, nie odczytałeś właściwie Bożej obietnicy, założyłeś - Bogu pewnie chodziło o co innego, jeśli okażę się zaradny, to pewnie będzie ze mnie zadowolony... A Jemu nie chodziło o twoją przemyślność, o to, żebyś szukał "piątego dna", ale żebyś wziął Jego obietnice zupełnie po prostu i na serio... A zatem nie syn z niewolnicy, ale z twojej żony... tej bardzo starej żony... Poznaj, że niemożliwe staje się możliwe. Poznaj, że Bóg przywraca życie tam, gdzie kręci się już powoli siostra nasza śmierć cielesna...Poznaj, że Bóg przywraca nadzieję...

A jaką nadzieję może mieć trędowaty, jaką miał ten z Ewangelii?? Może jego nadzieją zaczynała się od słow - jeśli już muszę żyć... to... niech ktoś mi podaruje coś do zjedzenia, niech muchy omijają moje wrzody, niech obelgi będą mniej dotkliwe... jeśli już muszę żyć... Ostatnio spotykam sporo ludzi, którzy rozmawiają ze mną w tonie - jeśli już muszę żyć.... bo wolałbym nie... Przyznam, że trudno mi zrozumieć tę ucieczkę od życia, ten lęk przed nim... i to, zaznaczam, przed samym życiem - nie przed trudnościami, kłopotami... Ale samo życie jawi się ludziom jako rzeczywistość zbyt trudna... Próbują nawet sprawdzić, czy bardzo będzie ich samych bolało, jeśli to życie jakoś naruszą... biorą więc najczęściej żyletkę i... przerywają kiedy jest zbyt dużo krwi, albo kiedy uświadamiają sobie, że umrzeć też nie potrafią, że śmierci też się boją... Tak bardzo potrzeba światu nadziei, tak bardzo potrzeba tej Bożej nadziei, po którą wielu sięga jako po ostatnią... Bo niemożliwe jest, żeby Bóg mną, właśnie mną się intersował, żeby moje życie miało dla Niego jakąś wartość, żeby chciał rozmawiać ze mną... A jednak!!! Tylko nie wiem jak jeszcze ma nas do tego przekonać... Gdybym wiedział, to, wierzcie mi, zaraz bym Mu doradził:) Nie wystarczają takie proste znaki, jak choćby drugi człowiek, któremu na tobie zależy, który niejedną noc zarwie, żeby cię pilnować... to jeszcze nie to.... Anioł z nieba??? Raz to byłoby za mało... Chciałbyś, żeby przychodził co tydzień... A po pół roku szukałbyś mocniejszych środków pobudzenia wiary...

Nasze zadanie to odczytywać znaki Boże w codzienności... Z ustawiczną pamięcią, że On jest Panem niemożliwego... Z przekonaniem, że On jest źródłem niezawodnej nadziei... Macie być orłami - grzmiał kiedyś mój wykładowca homiletyki... Orzeł to ptak, który na wiele rzeczy jest w stanie spojrzeć z góry, który na wiele z nich nie baczy, który jest przekonany, że warto się wznosić i doświadczać tego wiatru w skrzydłach... Zupełnie inaczej, niż... kura... Która dziobem nieustannie ryje w ziemi, łykając co popadnie i nigdy nie wznosząc łba w niebo... Ono jej nie interesuje... Kury się hoduje - orły się podziwia... Być orłem w sercu... Mimo wszystko... z całęgo serca wam życzę... Niemożliwe??? W Nim wszystko jest możliwe!!!