Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

nie bójcie się!!!

2009-06-22

Mili Moi...

No okazuje się, że nawet w żeńskim klasztorze, prowadząc rekolekcje nie jest łatwo zasiąść do komputera i napisać kilka słów. Wczoraj była niezwykle intensywna niedziela. Rano Eucharystia, modlitwa, konferencja, a po południu ambitny plan - idziemy na spacer. Bardzo odkrywcze dla mnie wydarzenie. Otóż ojciec Michaś spostrzegł, że rok jeżdżenia samochodem nadwątlił jego i tak już przecież lichawą kondycję:) Kiedy pomyślałem sobie o zbliżającej się wielkimi krokami pielgrzymce, to nerki mi zadrżały, a serce w wosk się zmieniło:) A żeby było weselej, złapała nas w mieście taka burza, że dawno takiej nie widziałem, a nigdy chyba jeszcze nie przeżywałem takiej na zewnątrz. Staliśmy pod lichym daszkiem sklepu monopolowego (tylko czekaliśmy aż nam ktoś zrobi zdjęcie - do wyboru był jeszcze tylko zakład pogrzebowy - czynne 24 h) Dobrze, że pracujemy z siostrami w "zakładzie pracy chronionej":) Staliśmy głębiej pod daszkiem - bo przywieźliśmy po jednym tylko habicie. Młodzież jednak była mokrusieńka... No i tramwaje nie jeździły, bo im zalało tory... i w ogóle nie było miło... chociaż wesoło:)

Wieczorem natomiast zaplanowaliśmy modlitwę o odrodzenie w Duchu Świętym ze szczególnym uwzględnieniem charyzmatów potrzebnych do ewangelizacji. Ten temat chodzi za mną ostatnio i tu także go poruszyłem. Przyznam, że zaskoczył mnie odzew. Dziewczyny prosiły o konkretne dary. Modliłem się także nad siostrami. I znów moje ręce okazały się przydatne:) Wierzę, że Pan chce się nimi posługiwać, więc służę także w ten sposób... Ale padłem na łoże niemal bez świadomości zaraz po zakończeniu tych modłów.

A dziś mówiliśmy sobie o specyficznych formach życia wspólnego w Kościele - o zakonach. O ich teraźniejszości i przeszłości. O motywach ich członków, dla których w ogóle podejmują ten rodzaj życia. Trochę pracy w grupach, trochę rozmów indywidualnych. A wieczorem "pogodny wieczór". Mój Boże, jak dawno już nie bawiłem się w ten sposób... Dziewczyny podzielone na grupy, każda grupa ptrzygotowuje jakąś wesołą grę, czy zabawę... Niezwykłe jest jaki potencjał drzemie w tych młodych... Znów zobaczyłem, że się starzeję:) Dawno już nie czołgałem się po podłodze...  i nie tańczyłem "Krasnoludka"...Ale powiem wam jedno... U sióstr zakonnych można się czołgać swobodnie... nawet pyłek nie został na habicie... No śmiechu miały ze mnie niemało... Oczywiście wszystko, co najdurniejsze musiałem robić, więc wesoło bylo... Ale i ja miałem sporo frajdy:)

A cały czas mam w głowie wczorajsze Słowo. Zobaczcie, w Biblii wzburzone morze jest symbolem demona i jego spraw. To tam mieszka potwór Lewiatan, któremu Pan zmiażdży głowę. I ta wczorajsza Ewangelia pokazuje, że Jezus panuje nad wszystkim, że On jest mocniejszy... Ten fragment z Księgi Hioba też uzmysławia na nowo, że demon to nie contra Bóg. On nie ma władzy nam szkodzić, jeśli jest na zewnątrz. Św. Franciszek Salezy pisze wręcz - ciesz się, jeśli burze są na zewnątrz twojego serca, bo to znaczy, że demona nie ma w środku, ale się wścieka poza tobą... Jezus mówi - dlaczego bojaźliwi jesteście, brak wam wiary... Jak wiele lęków możnaby uniknąć, gdybyśmy w trudnych chwilach stawiali sobie pytanie - czy Bóg o tym wie? Jeśli wie ( a przecież wie), to dlaczego się trwożymy? Ten, który ma włosy na naszych głowach policzone, Ten, który troszczy się o ptaki powietrzne, które nie sieją i nie żną, a żyją, Ten, który odziewa lilie polne i są piękniejsze, niż Salomon w całej swej krasie... Ten... Jest naszym Bogiem, który w swojej miłości mówi - MILCZ, UCISZ SIĘ!!!! On panuje nad wszystkimi sprawami i w Jego ręku są nasze losy... Demon nam nie zaszkodzi dopóki jest na zewnątrz... 

Kiedy św. Franciszek pytał braci jak radzą sobie z pokusami cielesnymi, padały różne odpowiedzi - niektórzy rzucają się w śnieg, inni w róże z kolcami, jeszcze inni klękają do modlitwy i nie wstają od niej, aż pokusa nie minie... Ale najbardziej Świętemu spodobała się odpowiedź - zamykam moje serce od środka i siedzę cicho, udając, że nikogo tam nie ma... Co by się nie działo - udawaj, że cię tam nie ma... Choćby nie wiem jak głośno walił do drzwi twego serca demon - nie bój się go. Dopóki jest na zewnątrz nie jest dla ciebie groźny...

Święta Tereska od Dzieciątka Jezus chciała być małą łódeczką, w której Jezus będzie mógł odpocząć, wyspać się... Sama Jego obecność wystarczyła, żeby usunąć lęk... Z Nim nie można się bać... Bo On jest większy, bo On jest Zwycięzcą, a ja jestem w Jego obozie... Mogę przegrać tę, czy inną bitwę, ale wojna jest wygrana, bo On tego dokonał... Demon wie, że mało ma czasu... Nie jedeną więc burzę wznieci, żeby nas zastraszyć i w tym lęku gotowi jesteśmy zapomnieć, że nawet jeśli śpi - jest z nami Jezus... A z Nim każda podróż jest bezpieczna... Także ta ostatnia... Życzę wam, żebyście odchodzili z tego świata (żebyśmy wszyscy z niego odchodzili) w wielkim spokoju z ufnością trzymając za rękę Pana, który będzie przy nas obecny i będzie powtarzał - nie bój się, ja jestem.... czekałem na ciebie długo... tak się cieszę, że jesteś... tak się z ciebie cieszę....