Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

szukaj mnie i zostań ze mną...

2009-06-20

Mili Moi...

I oto znajduję się w cudownym miejscu... Taki mały skrawek nieba na ziemi.... Klasztor Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Poznaniu... Chciałbym wam pokazać jak to niebo na ziemi wygląda, ale mam jakiś problem ze zrzuceniem zdjęć... Pokażę więc kiedy indziej. W każdym razie dawno nie byłem w tak pięknym i zadbanym ogrodzie, który jest wielki jak na poznańskie warunki... Rośnie w nim mnóstwo kwiatów - tak, jak chciał św. Franciszek... ale też marchewka, kapusta i takie tam... Wyjście do takiego ogrodu w piękny, słoneczny dzień, taki jak dziś, owocuje jakimś błogostanem w duszy, wszystko od razu wygląda piękniej... No i sporo sióstr, bo to dom prowincjalny... Ja prowadzę rekolekcje dla dziewcząt, któych zjechało ponad 20. Są w różnym wieku i szukają swojego miejsca w życiu, w świecie, w Kościele. Hasłem naszego spotkania jest "Trwajmy we wspólnocie" i o wspólnocie mają to być rekolekcje. Takie chwile są i dla mnie czasem szczególnego skupienia i głębszej modlitwy. Nie ma tu ze mną tej świadomości, że ciągle jest coś do załatwienia, zostawiłem to w domu...

A było tych spraw i spraweczek wiele... W czwartek "załatwiałem" samochód na bagaże pielgrzymów. Dobry człowiek wypożycza nam go za darmo i płaci za paliwo... Takie małe cuda... Poza tym druk koszulek i czapeczek... też udało się ruszyć tę sprawę.. i to nieco taniej, niż się spodziewałem... Znów dobrzy ludzie... A wieczorem jeszcze wizyta w auto-naprawie, bo kółka piskały mocno... Okazało się, że klocki hamulcowe są grubości żyletek, co mogło skończyć się źle... tu już tanio nie było, ale nie ma się co rozczulać... w końcu chodzi o życie:) A w piątek właściwie cały dzień w podróży - chyba wszyscy wyruszyli na wakacje zaraz po ostatnim dzwonku w szkole, bo na drodze ruch zaskakujący...

W tych pięknych chwilach medytacji nad Słowem, zabrzmiało mi dziś w uszach pytanie Jezusa - czemuście mnie szukali? To ważne... Bo zacząć trzeba od tego, czy my Go rzeczywiście szukamy? Może wcale nie. Może będąc chrześcijanami, żyjemy w błogim przekonaniu, że już go przecież znaleźliśmy. Kiedyś jeden z braci opowiadał mi, jak to w czasie rekolekcji wyszedł z kościoła po jednej z konferencji i zaczepiła go pewna starsza pani wychwalając pod niebiosa słowa, które przed chwilą wypowiedział. Na co on spytał - a nawróciła się pani po tym? Ona oburzona odpowiedziała - ja się nie muszę nawracać, bo jestem katoliczką... Może to w nas jest - nie muszę szukać Jezusa, bo przecież dawno Go znalazłem. Można przecież nie zauważyć, że się Go gdzieś w życiu zgubiło. A jeśli Go nie ma, to pojawia się trwoga, niepokój, lęk... jak u Maryi i Józefa... Tylko, że oni wiedzieli skąd się to wzięło, a wielu chrześcijan nie kojarzy faktów... Walczą z lękiem, trwogą, biorą leki, chadzają do psychologów, a nie szukają Jezusa... A to On uwalnia. I wiele razy innych środków możnaby uniknąć...

Ale można szukać Jezusa w postawie niepokju... o to, że się Go straci... Wielu jest takich, którzy owszem, odkryli Jezusa, ale są tak związani z tym jednorazowym doświadczeniem, że trzymają sie go kurczowo i boją się podjąć ryzyko i rozluźnić pięść. Boją się, że jeśli wypuszczą z rąk to piękne doświadczenie Boga, to już nic im nie zostanie i czar pryśnie i nie będą doświadczać Boga. Nie wykonują więc żadnego gestu, są jakby sparaliżowani i wracają ciągle do tego, co dawniej, do tego, jak Bóg im się udzielił... Nie idą z Nim dalej, nie dają się poprowadzić w głąb, nie mogą uwierzyć, że Bóg chce im się udzielać i to ciągle na nowo... Zmęczeni są pilnowaniem tego ogniska, które już dawno wygasło, ale w ich pamięci wciaż się tli... Nie szukają więc prawdziwego Jezusa, ale Jezusa swoich wyobrażeń.

Jeszcze inni zdają się szukać Jezusa niczym uczeni w Piśmie z dzisiejszej Ewangelii - jako swoistego fenomenu, cudu, nadzwyczajności... Ciągle poterzebują paliwa dla swojej wiary i ciągle się go domagają... Spotkanie z Jezusem się dokonuje, ale poza kilkoma "ochami" i "achami" niewiele z niego zostaje. Bardzo powierzchowne spotkanie, a potem leci się dalej, nie zastanawiając się dłużej nad dopiero co przeżytym wydarzeniem, szukając i oczekując już nowego...

Można wreszcie przyjąć postawę Maryi... Szukać Jezusa i coraz głębiej wprowadzać w życie Jego Słowo... Zachowywała w sercu wszystkie te sprawy... Czy rozumiała? Na pewno nie. Co więcej, cierpiała jako matka, kiedy słyszała, że miejsce Jezusa jest w sprawach Jego Ojca... Ale wszystko to, co gromadziła w sercu pozwoliło jej w decydującym momencie trwać pod krzyżem i ogarniać sercem tę misję syna, którego zrodziła i wychowała... Pozwalało jej to wczuć się w Jego widzenie świata i woli Ojca... Szukać i iść w głąb... Pozwolić się prowadzić Panu do coraz trudniejszych spraw, które być może wcale nie mają zaspokoić naszych potrzeb, ale mają nam wskazać misję, zadanie, kierunek... niewygodny, trudny, wymagający... Tego się nie odkryje na płyciźnie okazjonalnych spotkań... To jest możliwe na drodze trwania w Nim... Paradoks? Trwać i szukać Go? Nie pierwszy i nie ostatni w Ewangelii... Im bliżej Niego jesteśmy, tym dalszą drogę do przejścia widzimy... Im bliżej Niego, tym tęsknota coraz silniejsza... Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście... Ale przyjdźcie... i zostańcie!!!