Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Nie odmówić Mu niczego (Matka Teresa)

2009-06-13

Mili Moi...
Po co to wszystko? To pytanie stanęło przede mną, kiedy przeczytałem niedzielną ewangelię…
Skoro Królestwo Pana jest małym ziarenkiem, które tak niezauważenie rośnie, najpierw źdźbło, potem kłos, potem ziarno i tak cyklicznie… to po co Kościołowi wszystkie inwestycje z tym ziarnem mające mało wspólnego…
Wielu chyba wciąż zadaje sobie to pytanie, jedni w ciszy serca, inni zupełnie głośno – wielkie świątynie, złote naczynia, bogaty wystrój… seminaria, domy studiów, media… ziemia, budynki…
Czy nie należałoby raczej zając się uprawą tej Boże roli? Czy Kościół nie zagubił, nie zapomniał o swojej misji?

Jako pewien obraz staje mi przed oczami postać Matki Teresy z Kalkuty. Kawał swojego życia spędziła w mocnym, bogatym, bezpiecznym Kościele. Kościele, który przypominał drzewo wyrosłe z ziarna gorczycy…
Stabilne życie otoczone murem, edukacja bogatych dziewcząt, którą zajmowało się zgromadzenie sióstr loretanek w Indiach…

Aż do czasu, kiedy Teresa wyszła za ten mur. Tam zetknęła się z uprawną rolą, która leżała odłogiem, do uprawy której chętnych nie było zbyt wielu… zobaczyła świat biedy, upokorzenia, nędzy duchowej, śmierci…
Poczuła się wezwana do uprawy tego świata, o którym Bóg nie zapomniał. Dokonało się to, o czym mówi Ezechiel – przeszczepił gałązkę Pan, aby w nowym miejscu wyrosło z niej nowe drzewo…

A stare… nadal rośnie, tylko czy ktoś z was słyszał o loretankach w Indiach? A o siostrach Matki Teresy słyszał każdy… Mnóstwo powołań, życie, które tryska, a zasadą sióstr – przeprowadzać się z jedną walizką… Matka Teresa utarła nieco nosa także nam, franciszkanom... Od wielu lat trwa dyskusja w zakonie - co to znaczy żyć w ubóstwie dzisiaj... Wielu braci twierdzi, że nie da się już żyć tak, jak św. Franciszek. A ta niewielka staruszka pokazała, że można... Weszła w świat, w który wielu nie chciało inwestować, weszła w świat bez przyszłości... Kiedy zarzucano jej, że "rozpieszcza" ubogich, odpowiadała - jest tyle zgromadzeń, które "rozpieszczają" bogatych, niech więc będzie i jedno, które rozpieszcza ubogich...

Można powiedzieć – no tak i tędy droga, taki powinien być Kościół… Wracam więc do mojego pytania z początku – po co to wszystko?
Z całą pewnością kochamy Boga tak, jak potrafimy, wyrażamy tę miłość na nasz sposób. Także poprzez dbałośc o miejsca kultu, o piękno kościołów, o wykształcenie wiernych i tak dalej... Mistrz ubóstwa, św. Franciszek, chciał żeby naczynia, były najpiękniejsze, drogocenne, bo one służą Panu… Ale ten sam Franciszek potrafił sprzedać jedyne Pismo Święte, aby dać pieniądze biednej kobiecie…
Św. Wawrzyniec, diakon, w czasie prześladowań Kościoła rozdał jego majątek ubogim, a kiedy władza przyszła go zawłaszczyć, wskazując na tych ludzi, powiedział – oto prawdziwy skarb Kościoła.

Wydaje się więc, że dopóki ta uprawa roli, ta troska o Królestwo uwzględnia człowieka, ba, stawia go w centrum wraz z Bogiem, dopóty nawet w wielkim drzewie krążą życiodajne soki. Wówczas ono rodzi nowych chrześcijan, wówczas Pan mnoży i przydaje plonu.

Problem zaczyna się wówczas, kiedy ani o Bogu, ani o człowieku nie bardzo się pamięta.
Bogactwo staje się celem samo w sobie, władza i wpływy mają zapewnić bezpieczeństwo, wysokie mury, kraty i zamki gwarantują święty spokój…
Piękne kościoły kryją puste konfesjonały, złote monstrancje, kielichy i pateny trzeba chronić przed wiernymi i zamyka się świątynie na całe dnie… Media katolickie ciągle z kimś walczą szukając coraz to nowego wroga…
Zaraz przed oczami mam inną przypowieść Jezusa, przypowieść o bogatym rolniku, do którego Pan skierował słowa – głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy… A on sądził, że teraz jest bezpieczny, że nagromadził dóbr na lata, że teraz tylko z nich korzystać...
Zboże zaczyna więdnąć i obumierać, drzewo zaczyna schnąć i tracić życie… Co dzieje się wówczas, gdy ludzie Kościoła czują się zbyt pewni siebie???

I to jest drodzy wielkie przesłanie nadziei z tego niedzielnego spotkania ze Słowem…
Królestwo Boże nie jest w rękach człowieka, ale w rękach Boga… On ma mechanizmy alarmowo – regulujące, których użycza – ich imię to upokorzenie, ubóstwo i ucisk…
On mówi przez Ezechiela – poniżam drzewo wysokie, a niskie drzewo wywyższam, sprawia, że zielone drzewo usycha, a suchemu zieloność przywraca… To On nas uczy na czym polega uprawa tej roli, której na imię Królestwo Boże na ziemi.
A kiedy zanadto skupiamy się na rzeczach ważnych acz drugorzędnych, przypomina nam, że dla niego najważniejszy jest człowiek, wobec którego On jest niezwykle cierpliwy. Każdy jednak człowiek stanie przed Trybunałem Bożym, aby otrzymać zapłatę za uczynki złe, lub dobre…

Oby więc ta wspólnota Kościoła, w której żyjemy, służyła nam pomocą w ich czynieniu i była źródłem nadziei, która płynie z życiodajnymi sokami w tym drzewie, które ostatecznie zawsze jest w ręku Boga… i którego człowiek zniszczyć nie może...

A jutro ruszam na głoszenie Słowa... Tym razem do Ubogich Sióstr Św. Klary, do Kalisza... Tam spędzę dwa urocze dni na głoszeniu, ale i na osobistym skupieniu - taką mam przynajmniej nadzieję:)