Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Mea culpa... maxima culpa!!!

2009-06-12

Mili Moi...
Powiem wam coś niesamowitego... Przydarzyło mi się to dziś... i nadal nie mogę w to uwierzyć... Otóż... jechałem dziś tramwajem:) Kiedy napisałem o tym jednemu z moich braci, zapytał - a co to takiego ten tramwaj??? Oczywiście żarty żartami, a człowiek przyzwyczaja się do wygodnego trybu życia... Ten czas bez samochodu jest darem niebios, bo pokazuje moją małość, brak ducha pokuty w moim życiu, moje wygodnictwo... I co by nie mówić, jakich argumentów by nie używać - że to oszczędza czas, że pozwala na większą aktywność - w tym wszystkim chodzi o jedno... Tak jest wygodniej i tyle... Dziś poczułem się tak, jak dawno się już nie czułem... Było to z jednej strony poczucie swoistej wolności - tak jak dawniej, kiedy w wielu wypadkach liczyłem na ludzką dobroć i nie zwodziłem się, a z drugiej strony było w tym coś z oporu natury, z podszeptu typu - no przestań, kto dziś jeździ tramwajami, taksówkę weź... Nawet w takich małych rzeczach trzeba ze sobą walczyć...

Po co o tym piszę??? Niektózy powiedzą, że to jakiś ekshibicjonizm duchowy... nie, raczej nie w tym rzecz... Czasem tylko się boję, że niektórzy mają o mnie zbyt dobre zdanie, przeceniają mnie, może jakoś idealizują... Nie, kochani, nie jestem ideałem i do tego mi daleko... Toczę małe i wielkie walki duchowe, upadam i powstaję, grzeszę i się nawracam... Nie jestem w niczym lepszy od innych, nie towarzyszy mi jakaś większa wolność od pokus... Wręcz przeciwnie, mam czasem poczucie niemałego zawstydzenia, kiedy patrzę na wasze historie. Ja nie mam takich problemów jak Aga i nigdy ich nie miałem - mnie nikt nigdy nie krytykował w domu, kiedy szedłem do kościoła. Ja nie mam takich trosk jak Arek, który musi dzielić czas między Boga, a mnóstwo innych spraw swojego życia, bo moje życie to Bóg w codzienności... Ja nie mam zmartwień Angie, która ma w sobie tyleż miłości, co obawy... I to mnie właśnie we mnie czasem irytuje. Bo jestem pozbawiony wielu trosk, które wy przeżywacie, a nie umiem niejednokrotnie wszystkiego postawić na Boga...

Arek pisze, że widzę Go takim dobrym... Tak, to prawda... Takiego Boga znam... chcę żebyście i wy takiego znali... I tu znowu czasem złość na samego siebie... Skoro tak, to dlaczego zapominam, że Jego skarb noszę w naczyniu glinianym, dlaczego wszystkiego nie potrafię oddać Jemu, całkowicie zaufać...? Dlaczego tak często stawiam na siebie??? Kiedy myślę o was przychodzą mi do głowy słowa z dzisiejszego czytania - zewsząd znosimy cierpienia, żyjemy w niedostatku, znosimy prześladowania, obalają nas na ziemię... No gdzie i jak to słowo się w moim życiu realizuje??? Kiedy nawet zwykła podróż tramwajem staje się jakimś nadzwyczajnym wydarzeniem... Ileż razy jestem sobą rozczarowany... bardzo rozczarowany...

Jedno jest pewne - cieszę się owym duchem wiary, że Ten, który Jezusa wskrzesił z martwych, z Jezusem przywróci życie także nam... Dlatego nigdy nie tracę nadziei. Wierzę, że mogę się wciąż nawracać, być coraz bliżej Niego... Nie ma wątpliwości, że to kosztuje... Wiara kosztuje Areczku - dlatego i mnie nie było kiedyś łatwo chodzić co dzień na mszę, wierz mi - to nie raz była walka... Wiara domaga się troski i czuwania - naczynia gliniane są kruche, co nie zmienia faktu, że są również piękne...

Pozbawiony wielu trudności mam za zadanie stawać na czele utrudzonych i nade wszystko wymagać od siebie... Sobie nieustannie podnosić poprzeczkę, bo to jest uczciwe. Aby życie Jezusa stało się widoczne w naszym śmiertelnym ciele - jak mówi Paweł. Wciąż za mało świecę Nim, a za bardzo sobą, wiem o tym, wiem... Dlatego też proszę was o przebaczenie, zwłaszcza jeśli kiedykolwiek przesłoniłem sobą Jezusa w posługiwaniu wobec was...

Niech ten swoisty rachunek sumienia, którego tu dokonuję świadomie w dniu dzisiejszym, będzie elementem mojej ekspiacji, przeproszenia za grzechy kapłanów. Patrzcie na nas trzeźwo i pomóżcie się nam nawracać. My też tego potrzebujemy, jak każdy... A wasze troski i problemy każdego dnia zanoszę do Jezusa... On jest dobry i potrafi to okazać nieskończenie doskonalej, niż ja staram się to czynić... Już On wie, co wam poradzić i jak was przeprowadzić przez te trudności. A przede wszystkim On ma pomysł jak was zbliżyć do siebie... A jeśli zechce się i mną w tym dziele posłużyć, to Jemu chwała...

Ze zdumieniem zauważam, że przekroczyliśmy już na tym blogu 10 tysięcy wejść... Nie wiem co powiedzieć... więc milczę z jakimś poczuciem niezrozumienia tego faktu... ale i z radością, że są tacy, którzy to czytają... sam tych 10 tysięcy nie naklikałem:)