Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy... On jest właśnie taki...

2009-06-08

Mili Moi...

Starałem się dziś nieco odpocząć, ale... się nie dało... Bo o ile intelektualnie był relaks, o tyle, żeby nie zarosnąć brudem, trzeba było chwycić za odkurzacz i inne takie... Ktoś powie, no i co za problem, wszyscy to robią... Z pewnością... Ale nie wszyscy tak rzadko jak ja:) Co prawda nie wyznaję zasady - myjemy naczynia dopiero wówczas, kiedy herbatę trzeba pić z kieliszków... Ale do prac związanych ze sprzątaniem mam stosunek... delikatnie mówiąc... rozluźniony... Brudu nie lubię, ale sprzątania nie czynię priorytetem. Oczywiście mówimy o sytuacji, w której teraz się znajduję - czyli - bywam w domu... Nie razi mnie to więc nadmiernie... W innych okolicznościach przyrody, nawet z nudów pewnie coś bym posprzątał... Ale się rozpisałem... W każdym razie cieszę się zapachem czystości...

A o poranku musiałem rozstać się z moją kosiarką... Najgorsze, że nie wiem na jak długo... Kiedy pojawiłem się w salonie Opla i kolejny raz jakiś nowy "obsługiwacz" (który nota bene w ogóle się mną nie zainteresował) zapytał o jaką szkodę mi chodzi (zaopatrzony w minę - co nam zawracasz głowę człowieku, nie widzisz, że tu się pieniądze zarabia - właśnie stawiam pieczątkę...), nie pytajcie mnie jakie słowa cisnęły mi się na usta... Szczęsliwie kolega, który się pojawił za 15 minut był bardziej zorientowany i nawet nieco bardziej uprzejmy... W każdym razie wyszedłem z posłuchania z poczuciem, że wyświadczono mi niezwykła łaskę, że w ogóle przyjęto mój samochód do naprawy... Aż chciałem poklepać mój wóz po wycieraczce i dodać mu otuchy słowami - trzymaj się stary, bo wątpię, żebym cię oddawał w dobre ręce:)

Miłą wizytę złożyli mi dziś Tomek i Agnieszka... Zaprosili mnie oficjalnie na swój ślub... Nieszczęśnicy - nie wiedzą co czynią (oczywiście o zaproszeniu mnie myślę:) A zażyczyli sobie jeszcze, żebym coś im na mszy zanucił... Biedactwa... Nie wiem jak oni to wytłumaczą gościom... Może zaproponuję im jakąś przyśpiewkę ludową... Oj za rubasznie się chyba zrobiło... Ale to jeszcze wynik wczorajszych imprez prymicyjnych, gdzie przeróżne strofy tworzyliśmy... Niech wybaczą wszyscy wrażliwi... Mówią, że ksiądz podobno też człowiek, ale żeby aż tak:)

No to dla zmiany klimatu na pobożniejszy... Dzwoniłem też dziś do sióstr klarysek w Kaliszu. Mam tam mieć dzień skupienia pod koniec tygodnia... Nie wiem jeszcze jak tam dotrę - może i pociągiem nawet.... No w głowie się nie mieści co? Ustaliliśmy szczególy naszych ćwiczeń duchowych... Naszych mówię, bo dla mnie to też niezwykła okazja na zatrzymanie się, wyciszenie, nieco więcej modlitwy... Bardzo się z tego dnia cieszę... Tym bardziej, że siostry są niesamowitym zapleczem modlitewnym dla moich działań. Zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy byłoby niemożliwych, gdyby nie ich cicha obecność przed Panem... Znalazłem dziś ciekawe miejsce w sieci, szukając zupełnie czego innego, ale sami zobaczcie - www.poorclares.ie/plindex.html Wzrusza mnie głeboko ten obraz miłości - do Boga i do człowieka... Miłości nierozumianej, miłości odrzucanej, miłości pogardzanej... No bo te czynne to przynajmniej jeszcze coś pożytecznego robią, ale te klauzurowe - żadnego z nich pożytku, tylko siedzą i się modlą... Mój Boże, ileż razy już w życiu słyszałem te słowa... Ufam, że i ci, którzy je wypowiadają zrozumieją kiedyś potęgę tej Miłości, która je skłania do takiego sposobu życia... I ci krytykanci, jak wierzę, jeszcze będą mieli do siebie żal, że zrozumieli to tak późno, że stracili czas...

One są dla mnie źródłem pociechy... Naprawdę... Kiedy świat, niczym ćma, pędzi ku niebezpiecznym przestrzeniom, one po prostu trwają... Trwają w Bogu, który jest źródłem nadziei i wszelkiej pociechy, źródłem sensu i wszelkiego szczęścia, także tego, budowanego za murami klauzury... Siostry o zdeformowanych kolanach, siostry o jasnych i gładkich twarzach, na których trudno odczytać wiek, siostry o stabilnym, wyważonym osądzie rzeczywistości, której przyglądają się jakby nieco z boku... Oddycham u nich niebem... Bywam wśród nich z wielką radością i wdzięcznością w sercu za ich obecność - cichą i niezauważalną, a jednak konieczną, dla równowagi, dla wyciszenia, dla zweryfikowania hierarchii wartości... aby mogły pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce...

Błogosławieni cisi, błogosławieni ubodzy w duchu, błogosławieni, którzy wprowadzają pokój... Jeśli chcecie doświadczyć czegoś z tych błogosławieństw, wejdźcie tak po prostu do najbliższego klasztoru kontemplacyjnego, zadzwońcie dzwonkiem i poproście o modlitwę... a może nawet zamieńcie kilka słów z tą, która wam otworzy (one naprawdę nie zapomniały jak się mówi:) Doświadczenie wewnętrznego ukojenia gwarantowane...