Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Bogu - dusze, ludziom - serce, sobie - krzyż... od trzech lat!!!

2009-06-03

Mili Moi...

1095 dni, dokładnie trzy lata temu, JE Bp Kazimierz Nycz nałożył na mnie swoje ręce namaszczając mnie na Chrystusowego kapłana... Co pamiętam z tej uroczystości... naprawdę niewiele... Czasem się mówi, że w czasie Litanii do Wszystkich Świętych kandydatowi do święceń przed oczami staje całe jego życie:) Mnie nic takiego się nie przydarzyło... Wręcz przeciwnie, myślami byłem chyba raczej w przyszłości, niż w przeszłości... Boże, jak ja długo na to czekałem... Pamietam dokładnie jak w siódmej klasie siedziałem w szkole na przerwie na parapecie okna i ze łzami w oczach tęskniłem, myśląc sobie - jak długo jeszcze muszę czekać na to, żeby być kapłanem... Ten moment pamiętam bardzo dokładnie... W czasie święceń syciłem się tą chwilą... To już!!! Będę księdzem, za kilka chwil... Pamiętam dokładnie to radosne podniecenie wieczorem dnia poprzedzającego dzień święceń... Kiedy szedłem spać, myślałem sobie - to już jutro... Tych uczuć nie zapomnę chyba nigdy... Rozrywało mnie prawie z radości... Na koniec mszy święceń, w imieniu nas wszystkich wyrażałem podziękowania - nic nie pamiętam... Potem przyjaciele z neokatechumenatu z Darłowa grali mi w ramach życzeń jakąś pieśń - nie pamiętam:) Pamiętam tylko radość i kołaczące się w głowie słowa - jestem kapłanem, jestem kapłanem...

Bardzo długo nie mogłem w to uwierzyć... Stając w zakrystii, ubrany do sprawowania mszy, musiałem samego siebie przekonywać w duchu, że to prawda, że to nie są ćwiczenia, że za chwilę po raz kolejny wypowiem słowa konsekracji... Następnego dnia była prymicja w Sztumie, a było to w Zesłanie Ducha Świętego... Nie mogłem wymarzyć lepszego dnia... Z tej mszy pamiętam już więcej. Zresztą, przypomniałem ją sobie wczoraj, oglądając płytę... i jaki ja byłem szczupły:)

W każdym razie, zdałem sobie sprawę bardzo mocno w te dni, że... nadal odczuwam podobną radość... Może nie jest ona aż tak intensywna, ale jest naprawdę bardzo, bardzo silna... I choć wiele rzeczy stało się codziennością, to nadal z czcią całuję stułę, kiedy ją zakładam i kiedy ją zdejmuję... Jestem kapłanem... i nigdy nie przestanę nim być... choćbym nie wiem co nabroił, choćbym rozum postradał, choćbym zawiódł Boga tu na ziemi... umrę jako kapłan... Żyję z jednym pragnieniem w sercu, które obejmuje wszystkie inne - nie zmarnować tego daru, nie stracić ani chwili z mojego kapłaństwa, nie zawieść... Marzy mi się, żebym mógł wykorzystać wszystkie dary, złożone we mnie przez Niego, marzy mi się, żebym wciąż robił Mu miejsce i oddawał coraz więcej przestrzeni w moim życiu... Chciałbym być skuteczny Jego mocą...

Tyle mi dał... także naturalnych darów i talentów... byłbym niewdzięcznikiem, gdybym tego nie dostrzegał... Jemu chwała... Nadal z niedowierzaniem myślę sobie dlaczego właśnie na mnie spojrzał z taką miłością... Nie porównuję się z innymi, ale widząc samego siebie, ogrom mojego grzechu, słabości, jestem zdumiony Jego miłosierdziem... Modlę się za nas wszystkich, za moich braci... Dziś ktoś z podziwem powiedział, że to nadzwyczajne, że nadal jesteśmy wszyscy, że nikt nie odszedł... To znak czasów... Tak, dziś należy się z tego cieszyć, kiedy są tacy, którzy po roku kapłaństwa potrafią się zagubić, znam osobiście takich... I za nich się modlę, choć nie jestem na razie w stanie tego zrozumieć... Kocham i chcę kochać moje kapłaństwo... Nie chcę go roztrwonić, sprzedać za bezcen kilku światowych przyjemności.... nigdy.... i o to też z pokorą się modlę...

Tysiące rozgrzeszonych ludzi, miliony rozdanych, konsekrowanych komunikantów, wiele wygłoszonych rekolekcji... Dobrzy ludzie, mnóstwo przyjaciół, wielu modlących się za mnie... Dziś chcę wam wszystkim podziękować... wam, którzy oddajecie mi część waszej modlitwy, czy cierpienia... Wiem, że jakąkolwiek moją skuteczność zawdzięczam także wam, których Jezus słucha z taką miłością... Niech On sam będzie dla was nagrodą, bo ja nie wiem co mógłbym wam za to dać poza wdzięcznością i służbą...

Często sobie myślę, że mam trochę tak jak święta Tereska od Dzieciątka Jezus - chciałbym być wszystkim dla wszystkich, pracować w wielu miejscach, robić na raz mnóstwo rzeczy... Wiem, że to niemożliwe, dlatego proszę Pana, aby nauczył mnie dobrze wykonywać to, co mi powierzono, a jeśli uda się zrobić coś nadto... niech Jezus będzie uwielbiony... Ostatnio jedna z sióstr napisała mi, że przyrzekła nie odmawiać nikomu, jeśli to będzie możliwe... Ja sobie nigdy tego nie przyrzekłem, ale wydawało mi się to tak naturalne, że niekoniecznie związane z dodatkowym ślubem... Nie odmawiam, chyba, że rzeczywiście jest to już absolutnie niemożliwe... Ludzkie siły są ograniczone, ale wierzę, że Pan może je pomnożyć nieskończenie i już nie raz tego doświadczyłem... On jest dobry...

Patrzę dziś z wdzięcznością na moje ręce, na których nie ma już śladu po olejach, ale które są zawsze gotowe błogosławić, namaszczać, przygarniać... Być dobrym pasterzem jak Jezus... to takie kolejne, wcale niemałe marzenie... Aby każdy odszedł pokrzepiony, umocniony, większy... Dziś, gdy myślę o męczennikach z Ugandy, których Kościół nam dał jako patronów tego dnia, zastanawiam się ile będzie mnie kosztowało bycie świętym kapłanem... Nie myślę o tym z trwogą, ale na razie doświadczam właściwie samych radości i ogromnego, wewnętrznego szczęścia... Czas krzyża pewnie jeszcze przede mną...

Ale dość tego zachwytu, żebym was zanadto nie zmęczył... Proszę was, podziękujcie dziś ze mną Ojcu za dar mojego kapłaństwa, za dar kapłaństwa moich braci... Wypowiedzcie do nieba jedno dziękuję... w ten sposób spotęgujecie jeszcze poczucie mojego szczęścia... I o jeszcze jedno was proszę - KORZYSTAJCIE, korzystajcie z mojego kapłaństwa, bo ono jest dla mnie, żebym się uświęcił i mógł być bardzo blisko Pana, ale jest również dla was... nie wahajcie się więc i korzystajcie jak tylko się da...