Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

życie, które trwa...

2009-06-01

Mili Moi...

Otóż i dzień dziecka za nami... Nie tylko Bożym dzieckiem się czuję, nie tylko dzieckiem mojej mamy, która jak wierzę, również o mnie nie zapomina, zanurzona w światłości i miłości Pana, ale również dzieckiem wielu matek duchowych, które czuwają, modlą się i pamiętają. Tym, które dziś zadzwoniły wielkie dzięki... to dobrze wiedzieć, że jest ktoś zatroskany, kto pamięta i czuwa na modlitwie.

Pożegnaliśmy dziś w Sztumie dobrą ciocię Agnieszkę... Uwielbiam pogrzeby!!! Naprawdę... i cmentarze... Bo one są nośnikiem wspaniałej prawdy o nas, której nie jeteśmy w stanie zaprzeczyć, choćbyśmy się bardzo starali. Mianowicie prawdy o naszej kruchości, bezradności, zależności... Nikt z nas nie może dołożyć do swojego życia ani jednej minuty... Być może łatwiej mówi mi się o tym, bo pożegnałem już najbliższych... być może również dlatego, że posługa duszpasterska pozwala złapać pewien dystans... Niemniej jestem pewien, że lekcja pogrzebu jest do przyswojenia dla każdego z nas... Lekcja pogrzebu, która polega na przyznaniu Bogu należnego Mu miejsca w życiu, na chwili zatrzymania i nowego zorientowania swojego życia. Bez tego tylko łzy, smutek i żałoba... Z chwilą, gdy dostrzegamy jak wielką tęsknotę żywi Bóg w sercu za każdym z nas, jak bardzo czeka na to spotkanie, jak często nie może się doczekać na nasz powrót do domu... hmmm... wówczas każdy pogrzeb staje się świętem... Pożegnanie tak! Ale na chwilę... Problemem chyba jest to, że tak wielką wagę przywiązujemy do naszej ziemskiej codzienności i niektórzy mówią, że nie może być inaczej... Tymczasem może i powinno być inaczej... Jestem przekonany, że gdyby Bóg był głębiej dopuszczony do naszych spraw, bylibyśmy skłonni przeżywać pogrzeb jako święto radości i nadziei, w białych szatach i z radosnymi śpiewami... Czy tak nie powinno być...? Skoro jesteśmy ludźmi wierzącymi, a zatem uznajemy, że Bóg jest kimś realnym...

Z całym szacunkiem do ludzkiego bólu i smutku, do którego nasza natura również ma prawo, wydaje mi się, że wciąż za mało wiary w nas, wiary, że nasze życie się zmienia, ale się nie kończy... Kiedy patrzę na to zdjęcie powyżej... To ulubione miejsce w Niepokalanowie... Naprawdę uwielbiam ten cmentarz... Spoczywa tam wielu braci - rodzony brat św. Maksymiliana, również franciszkanin, o. Alfons Kolbe, ale także Franciszek Gajowniczek, za którego Maksymilian oddał życie w Oświęcimiu... Mam tam taki ulubiony grób, na który zawsze idę - br. Pachomiusz Malenowski, w zakonie 14 miesięcy, zmarł na grużlicę, mając 20 lat... Kiedy staję nad jego grobem, doświadczam najżywszych uczuć braterstwa, łaczności duchowej z tym młodym chłopcem, któremu Pan nie dał zrealizować jego powołania - w ludzkim rozumieniu oczywiście... Zaprosił, powołał, zatęsknił... Wierzę, że ten młodzieniec ma jakąś szczególną pieczę nade mną... Zawsze go o nią proszę i ufam jego modlitwie... On wciąż żyje, żyje w pamięci, żyje w archiwum, żyje w mojej modlitwie... Mogłem zobaczyć zdjęcia tego chłopca, zdjęcia z jego pogrzebu, poczytać jego prośbę o przyjęcie do zakonu, jego listy do domu, które po nim zostały... Więź... która zrodziła się wiele lat po jego śmierci... Człowiek nie umiera, dopóki żyje w pamięci żyjących...

A za kilka dni następny pogrzeb... Zmarła babcia mojego wielkiego przyjaciela i zostałem poproszony o posługę... Ona sama była wielką przyjaciółką mojej babci... Posłuże, a jakże... z wielką nadzieją i wiarą w to, że życie się zmienia, ale się nie kończy....