Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

co daję, a co dać mogę???

2009-05-25

Mili Moi..

Całkiem miły dzień za mną... Pan dał łaskę poprowadzić dziś kolejne spotkanie adoracyjne w ramach dnia Pawłowego... Godzinna adoracja minęła błyskawicznie... Zaledwie kilka osób w kościele, bardzo kameralnie. Może to pora południowa, może brak zainteresowania. W każdym razie bardzo mocno zwróciłem dziś uwagę na nowe życie w Chrystusie - zupełnie przemienione. Począwszy od liturgi, a skończywszy na zwyczajnych i nadzwyczajnych darach Ducha - wszystko wskazuje na ten kierunek. Odnowione życie, zupełnie nowe. Łaska zbawia, miłość nadaje sens, Duch wyposaża i uzdalnia do ofiary... W takich chwilach myślę sobie o słowach Karola de Foucauld - moje powołanie zrodziło się w momencie mojego nawrócenia, po prostu nie wyobrażałem sobie innej możliwości, niż podporządkować Mu życie całkowicie... I tu rzut oka na mnie i na wielu chrześcijan... Czy to jest podporządkowane Bogu życie, czy Bóg jest jedną z wielu jego spraw... Ważną, ale czy najważniejszą.... Wieczny niedosyt... Chcę bardziej, a nie umiem... Może to i dobrze, że poprzeczka wciąż wyżej, niż można podskoczyć - to motywuje... Byle się nie zniechęcić, bo tyle jeszcze do zrobienia...

Dziś wyczytałem, że bloga zaczął prowadzić o. Leon Knabit, sędziwy benedyktyn... Twierdzi, że przełożony mu kazał... Mój mi nie kazał, ale nie ZAkazał... i za to jestem mu wdzięczny... Może z tego jakieś dobro wyrośnie... co daj Boże amen...

Po lekturze Słowa dziś nabrałem ogromnej wdzięczności za to, że zostałem wprowadzony w wiarę, wdzięczności zwłaszcza dla mojej mamy... O ileż to wszystko dla nas jest prostsze, niż dla tych z czasów Pawła... Nie słyszeli nawet o istnieniu Ducha Świętego... A ja nie tylko słyszałem, ale jeszcze doświadczyłem Jego działania, dużo wcześniej w swoim życiu, niż oni... I wracam do początku - mimo tego, że to wszystko jest znacznie prostsze, mimo dostępu do edukacji religijnej, mimo wolności w wyznawaniu wiary... A może właśnie dlatego... NIE CENIMY JEJ... Ci, którzy wiele trudu wykazują, żeby dotrzeć do prawdy, którzy żeglują po różnych meandrach zanim dotrą na właściwie szlaki, potrafią docenić coś, co nam wydaje się takie zwyczajne...

Znałem kiedyś chłopaka... nadajmy mu imię Marek... Jego rodzice nie zadbali o edukację religijną syna, nawet go nie ochrzcili... On mówił wprost - jak bardzo wam zazdroszczę, kiedy wychodzicie z ławek i idziecie zjednoczyć się z Chrystusem... Dziś już dzięki Bogu sam może z tej łaski korzystać... Ale przeżywa ją zupełnie inaczej... Z większą wdzięcznością za to, że stał się posiadaczem tak wielkiego daru...

Powszechne doświadczenie w miejscach, gdzie wiarę wyznawać trudno, gdzie chrześcijanie są w diasporze - WDZIĘCZNOŚĆ... Za wszystko - za każdego kapłana, za każdą Eucharystię, za adorację, za katechezę, za możliwość modlitwy.... A wśród nas - tumiwisizm... Wszystko mi jedno, to mnie nie intersuje, niech moherowe berety się w to bawią... Przesadzam, zbyt czarno widzę...? Chciałbym, naprawdę bym chciał...

Ale deklaracje oczywiście... W tym jesteśmy dobrzy... Ponad 90% deklaruje wiarę... Tak jak apostołowie dziś - no teraz wierzymy, teraz mówisz jasno, wierzymy, że od Boga wyszedłeś... Niemożliwe! Teraz wierzycie? Rozproszycie się i mnie zostawicie samego!!! Słyszycie???!!! SAMEGO... Nie wiem jak na was, ale na mnie te słowa Jezusa działają jak igła, ba, co tam igła, jak widły wbijane w moje serce... Największa trwoga mojego serca - że mógłbym roztrwonić dar wiary, zdradzić Pana, rozproszyć się... Pewnie, że najlepszym się to przydarzało, ale... Jak Jego musi to boleć... Kochające serce Jezusa wzgardzone i zaszczycane ochłapami naszego czasu, karmione przymusowo ofiarowanymi mu obrzędami, sycone wymuszonym tzw. dobrym życiem...

Marność moja własna przede wszystkim przed moimi oczami, niewdzięczność i niedoceniona łaska... Nade wszystko do siebie mówię... Ale jeśli ktoś jeszcze to usłyszy, to nie zaszkodzi... WDZIĘCZNOŚĆ i hojna odpowiedź na Jezusowe KOCHAM... Tego wam na tę noc serdecznie życzę...