Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

z prądem, czy pod prąd???

2009-05-22

Mili Moi...

Przyznam, że dość opornie wychodzi mi schodzenie z Taboru do codzienności... Niewątpliwie trudno uznać ten tydzień za uczciwie przepracowany. Jest to dla mnie niemały wyrzut sumienia. Pamiętam bardzo dokładnie jedne rekolekcje zakonne, podczas których rekolekcjonista pytał nas, czy czujemy, że pracujemy osiem godzin dziennie. Tyle pracuje zwykle pracownik etatowy. A zatem, czy moja praca, jakąkolwiek by ona nie była, również trwa przynajmniej osiem godzin. To ważne pytanie, bo chyba czasem skracam sobie ten czas... Oczywiście ta praca jest bardzo różna i nie zawsze da się wszystko obliczyć, nie ma to być przecież niewola. Ale pytanie jest zasadne i ja na nie dziś odpowiadam z pewnym zawstydzeniem - nie pracowałem w tym tygodniu uczciwie... Ale żeby standardy katolickie zachować, to powinienem się teraz nieco pousprawiedliwiać. To zawsze dobrze wygląda i polepsza notowania:) No to zaczynam - nie mam jakoś weny w tych dniach, czasem na człowieka taka bezpłodność intelektualna przychodzi, czuję, że powinienem, ale przecież nie chodzi o to, żeby coś wymuszać, bo owoc wtedy mizerny, no i Ducha Świętego się przymusić nie da... No dobra, tyle usprawiedliwień wystarczy... Brzmią głupio??? Pewnie że tak... Ale czy nie brzmią znajomo??? Tak, tak, ja też po nie często sięgam, zamiast przyznać przed sobą, że się leniłem, czy marnowałem cenny, Boży czas (nie mylić lenistwa z godziwym odpoczynkiem, który okresowo powinien wystąpić u każdego:)

Dziś doznałem jednak małego olśnienia. Otóż wybrałem się po południu do Gdańska, do drukarni i oczywiście wpakowałem się w maksymalnie duży korek. A w korku, jak to w korku - przyspieszyć się nie da. I jak zawsze stanąłem przed możliwością wyboru - przeklinać drogi, korki, stratę czasu, czy błogosławić... Wybrałem dziś opcję numer dwa. Odmówiłem Koronkę do Miłosierdzia wynagradzając Panu za grzechy własne i wszystkich kapłanów, potem Różaniec w intencji naszej Prowincji i powołań i powiem wam szczerze, że doświadczyłem wielkiego pokoju. Jestem pewien, że był on dużo większy niż ten, który proponuje radio samochodowe, czy nerwowe gesty i słowa... Błogosławię Pana... W drodze powrotnej było podobnie, ale na mszę jakoś udało mi się zdążyć. Zaczęliśmy dziś Nowennę do Ducha Świętego. Trochę to zapomniana forma modlitwy. Sądzę, że głównym powodem tego zarzucenia jest konieczność pamiętania i wytrwałośc w błaganiu... To są bolączki współczesności... Wysiłek i wytrwałość - cnoty mocno przykurzone:) Widzę to nawet po sobie - nowenna jest dla mnie trudną formą modlitwy.

I to jest element paktowania ze światem, czy też ulegania jego szaleństwu. Zamiast być znakiem sprzeciwu, wyrzutem, ulegam mu i przez to nie przemieniam go od środka, tylko zaczynam płynąć z jego prądem. A wiecie co płynie z prądem... śmieci i śnięte ryby... Niestety... Świat będzie się weselił, a wy będziecie płakać - nie ma zgodności nawet w uczuciach... Nie nadajemy ze światem na tych samych falach. Trudno nam się zrozumieć i to jest sytuacja normalna. Jeśli się ze światem świetnie rozumiemy, to chyba należy się zastanowić nad wyrazistością naszego chrześcijaństwa. Ono ma się stać jakąś linią podziału, konfrontacją, ma prowokować do podejmowania decyzji... My nie jesteśmy tylko od głaskania, wyrozumiałości i udawania, że wszystko jest w porzadku, albo, że nas coś tam nie obchodzi... Nie...

Te zamieszki na tle religijnym, o których mówią dziś Dzieje Apostolskie, to również coś, z czym musimy się czasem zmierzyć. One wybuchają w kontekście gloszenia Słowa. Czy Paweł przestał??? Nie, wręcz przeciwnie, głosił z mocą... Bo Pan przemówił do niego - przestań się lękać, abyt wielu ludzi jest do uratowania, to mój lud, nie milcz... Poprawność polityczna nakazywałaby przestać - żeby nie urazić uczuć religijnych... Ba, sądzę, że nawet ludzie Kościoła powiedzieliby dziś - to nie może być Boże, bo nie niesie ze sobą pokoju i zgody... A Jezus twierdził, że przyszedł ogień rzucić na ziemię... Nie da się w ciszy i spokoju głosić Słowa - no chyba, że tylko do tych, którzy są już w owczarni i chętnie chcą go słuchać... Ale Słowo i Głosiciel na zewnątrz, wobec świata zawsze są znakiem sprzeciwu... i giną z ręki świata, wciąż bardzo często giną... i z ich krwi rosną nowe pokolenia... nie z usypiającego głoszenia tych, którzy chcą świętego spokoju ze światem, ale z głoszenia z mocą, z głoszenia Prawdy, z głoszenia w imię Jezusa naszego Pana...

Oby tych odważnych było jak nawięcej... Oni dają Kościołowi życie i dynamizm, które są potrzebne w każdych czasach...