Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

carpe diem...

2009-05-10

Mili Moi...

No nie dało się w te dni zasiąść przed komputerem... Dziewięciu wspaniałych zjechało do Gdyni i z nimi spędziłem dobry czas... Spojrzeliśmy tym razem na misyjną działalność naszego zakonu... W końcu spotkaliśmy się w klasztorze, przy którym działa sekretariat misyjny, a o. Wiesław zajmuje się na co dzień posługą w tej właśnie "branży" i to on nas poprowadził w te dni... Cudowna pogoda (przynajmniej do wczoraj) umożliwiła nam też pospacerowanie nad morzem.... Cieszy mnie, że pojawiają się nowi, młodzi ludzie, którzy chcą poznać naszą rodzinę zakonną i podpatrzeć nieco nasze życie, zastanawiając się nad swoim... I tak to niemal niezauważenie śmignęły nam dwa dni, na bardzo dobrych rozmowach, poszukiwaniu odpowiedzi na ważne pytania i radowaniu się po prostu wspólnym przebywaniem... Doświadczyliśmy wielkiej gościnności naszych gdyńskich współbraci i życzliwości, która pozwoliła młodym liznąć nieco klasztornego życia... Prawdziwą furorę zrobił.... Star Trek:) Tak, tak, obejrzeliśmy go w kinie i niektóre teksty z pewnością weszły już do kanonu naszego porozumiewania się... czyż nie zielonokrwiste skrzaty???

Jutro zaś ruszam na rekolekcje dla kapłanów związanych z Odnową w Duchu Świętym i przyznam wam, że cieszę się na nie niesłychanie... Tak jak już kiedyś wspominałem, bardzo potrzebuję, aby i mnie głoszono Ewangelię... Tęsknię za tym, niczym łania spragniona wody na pustyni.... Oczekuję więc, że Pan zechce na nowo przygotować glebę mojego serca pod swoje uprawy, zaorać ją i zrosić życiodajną wodą Słowa... Ja głoszę dużo, ale słucham mało... siłą rzeczy... Mam po prostu mało okazji... Dlatego muszę je sam tworzyć i korzystać z Bożych zaproszeń.... Z założenia raczej mało będę korzystał z netu, pewnie raczej tak zwana kontrola sytuacji wchodzi w grę, więc nie wiem, czy w tym tygodniu uda mi się coś napisać.... Nie nastawiam się...

Dziś Pan skierował do mnie miłe zaproszenie przez Terenię... Otóż zaproponowała mi udział w pielgrzymce do Medjugorie w roli opiekuna duchowego... I pewnie bym się chętnie zgodził i poprosił Ojca Prowincjała o pozwolenie, ale niestety pielgrzymka jest bardzo długa i w żaden sposób nie mogę jej pogodzić z wcześniej przyjętymi zobowiązaniami.... Trudno byłoby wszystko poprzestawiać... Wierzę jednak, że jeszcze nadejdzie dzień, w którym nawiedzę i to miejsce... Ale bardzo zrobiło mi się miło, że ta dobra dusza o mnie pomyślała...

Myśląc o Słowie dzisiejszym, dociera do mnie, jak wiele zaangażowania trzeba włożyć, żeby być płodną gałązką w krzewie winnym.... Zobaczcie, że nie jest sztuką w nim trwać... Sztuką jest przynosić owoc. Bezpłodne odcina się i wrzuca do ognia. Można zatem być bardzo blisko Boga, a nie przynosić owocu. Ten owoc jest czymś konkretnym, co można zważyć, zmierzyć, porównać, ocenić... Jaki to owoc? Ano Jan nie pozostawia złudzeń. Zachowuj przykazania i miłuj... Jedno bez drugiego istnieć nie może. Jedno bez drugiego to, albo fanatyzm, albo naiwność i samooszukiwanie...

Dziś jakoś bardzo stają mi przed oczami te gałązki, które już wszczepione w krzew nie przynoszą owocu, czyli ci wszyscy, których wiara nijak ma się do ich życia. Zewnętrznie wszystko jest w porządku, a czasem lepiej niż w porządku. Co zrobić, żeby ich ożywić, żeby nie narażali się na wrzucenie w ogień, żeby zaczęli myśleć i wyszli z postawy "zamrożonego katolika"...? Niby krążą soki, niby życie Boże jakoś ich obmywa, a kiedy życie codziennne stawia ich wobec decyzji, to kulą się w sobie, uciekają, nie potrafią się opowiedzieć po właściwej stronie...

O tym, jak wielu jest takich mówi nam dzisiejsze Słowo z Dziejów Apsotolskich. Zobaczcie, że ówczesnych starszych Kościoła nie było stać na gest podobny do Ananiaszowego - zaufać Pawłowi, przyjąć go jak brata. Oni niepokojąc się o konsekwencje wysyłąją go do dalekiego Tarsu, niejako zamiatając problem pod dywan. Sądzą, że jeśli zniknie im z oczu, to może jakoś sam się rozwiąże.... Spotkałem nawet komentarz, że dalsze słowa Łukasza, autora Dziejów, są swoistym ironizowaniem - Kościół cieszył się pokojem i łaską Ducha, rósł i rozwijał się... Tak jakby wystarczyło tylko pozbyć się Pawła, a wszystko zaczęło się doskonale układać...

Mam wrażenie, że wielu z nas ma dziś podobną obawę. Kiedy trzeba jasno i klarownie okazać zaufanie Bogu, Jego prawu, wówczas udają, że nie ma problemu, albo, że on ich nie dotyczy, albo, że jest śmieszny, albo ktoś się czepia, albo... Tysiące wymówek... A wystarczyłoby się odwołać do raz podjętej decyzji i konsekwentnie przy niej trwać... No właśnie.... Jeśli taka decyzja w ogóle się dokonała... Decyzja wyboru Jezusa Panem swojego życia. Jeśli tak, jest jakiś punkt odniesienia, jeśli nie - jak okręt szarpany powiewami zwodniczych emocji, jakichś nauk, człowiek dryfuje po niebezpiecznych wodach i zguba bywa bardzo realna... Wydaje mi się, że życie mogłoby być dużo prostsze, gdybyśmy decydowali się ufać Temu, który zawieść nie może.... Komplikujemy sytuację sami, co do tego jestem przekonany...

Wobec konieczności wyboru, których życie nam nie skąpi, co robić??? Tylu ludzi do tych wątpliwości dodaje słowa - nic nie mogę w moim życiu zmienić... Usiłuję, ale nie da się... Decyzja, konsekwencja, odpowiedzialność... Słowa, których wielu się wyrzekło na rzecz znanego, ale dość skompromitowanego - carpe diem.... A szkoda, bo Boże, życiodajne soki są zawsze dostępne i rodzą owoc w tych, którzy się nimi żywią rzeczywiście...

Życzę wam i sobie tego, żebyśmy zawsze byli zdecydowani na Boga, choćby nie wiem ile nas to miało kosztować, choćby nie wiem z jaką stratą mialo się wiązać... Bo zysk jest nieskończenie większy i On sam go gwarantuje, i On sam nim jest....