Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Misericordias Domini in aeternum cantabo...

2009-04-19

Mili Moi...

Niemniej dziś jakoś mocno Pan dotknął mnie w temacie pragnień i tęsknot... Żyjemy w świecie, w którym Boga zepchnięto na margines, bo jest niemodny, bo nie pasuje do dzisiejszej mentalności. Wizje, których doświadczałow wielu świętych są często zrzucane na karb ich sposobu życia – za mało jadł, za mało spał. O o. Pio niektórzy mówili – dostał stygmaty, bo za dużo wpatrywał się w Ukrzyżowanego. Na co on odpowiadał – wpatruj się w byka, zobaczymy czy ci rogi wyrosną:) Z drugiej strony horoskopy, wróżki, jasnowidze – oni są obdarzani zaufaniem, oni mają coś światu objawiać, oni mają wiedzieć… Naiwność, z której już nawet śmiać się nie chce… Bywa, że i jedna i druga postawa dotyka chrześcijan, w taki sposób, że albo eliminuje się nadprzyrodzoność ograniczając Boga w Jego działaniu, albo biega się za każdym cudzikiem przywiązując do niego zbyt wielką wagę

Lepiej może więc twardo stać na ziemi – jak Tomasz. On wcześniej już sygnalizował Jezusowi, że musi być bardziej wyrazisty w mowie. Pan kiedyś stwierdził – znacie drogę dokąd ja idę. A Tomasz na to – Panie nie wiemy dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę... Pan powiedział - nasz przyjaciel Łazarz umarł. Chodźmy i my z nim umrzeć – odpowiada Tomasz. Jakby mówił – to chyba coś dobrego, skoro Mistrz o tym mówi... a jeśli nie, to nie rozumiem... Dziś – Jeśli na rękach Jego nie zobaczę śladów i nie włożę ręki w miejsca gwoździ i do boku Jego – nie uwierzę...

Chciałoby się łatwo powiedzieć – ty niedobry Tomaszu, jak możesz? Ale przecież Apostołowie osiem dni temu też zobaczyli. O św. Janie napisano – ujrzał i uwierzył... W czym więc Tomasz jest gorszy od nich? – artykułuje swoją tęsknotę, może czuje się zawiedziony, oszukany, że jemu nie było dane... a przecież też był Apostołem... Chcę bronić Tomasza!!! Wielu skwitowałoby to cytując słowa Jezusa – błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli... I oczywiście popadanie w pułapkę cudotwórców, w poszukiwanie nieustannego paliwa dla mojej wiary w cudach byłoby błędem – ciągłe sprawdzanie Boga, który musi wciąz coś udowadniać. Ale jeszcze większym błędem byłoby utwardzenie wewnętrzne, które sugeruje – lepszy jestem, bo nic nie muszę widzieć, a i tak wierzę.

Częstokroć wszystko we mnie krzyczy – Panie objaw mi siebie, daj mi doświadczyć, że żyjesz, pokaż jakiś znak. Ale ja jestem wierzącym bezznakowym, nie mogę sobie pozwolić na chwile słabości – muszę być twardy, bo wtedy wierzę lepiej, bo wtedy Pan mnie pochwali... Biedni ludzie twardo stąpający po ziemi, którzy przeżywają wewnętrzną tęsknotę, ale nie potrafią jej wyartykułować na zewnątrz, nie potrafią przed samymi sobą przyznać się, że pragną doświadczać Boga, widzieć Jego działanie w życiu.

Gdyby wiara bez znaków i cudów była lepsza, niż ta z nimi wówczas św. Siostra Faustyna po pierwszym widzeniu Jezusa powinna iść do spowiedzi i już nigdy więcej z Nim nie rozmawiać. A tego nie czyni – poddaje się tej miłosnej relacji, pełnej widzeń, znaków – otrzymuje wiele pouczeń.

Błogosławieni, którzy nie widzieli – można te słowa rozumieć inaczej – ileż problemów miałaby mniej, gdyby nie widziała. Bezpieczniej jest nie widzieć i nie słyszeć Boga działającego – to jest bardzo wygodne, bo umieszcza naszą wiarę na poziomie teorii... Nie muszę nic robić ze swoim życiem, nie mam tego imperatywu płynącego z doświadczenia... Tymczasem Jezus w swoim miłosierdziu przychodzi wciąż, aby objawiać się w znakach i cudach. Sakramenty, to nic innego jak znaki i cuda Bożego miłosierdzia wobec nas... Zwłaszcza sakrament pojednania, który jest tak mocno dziś akcentowany – którym odpuścicie są im odpuszczone...

A ja dziś chcę zwrócić waszą uwagę na Eucharystię, o której bardzo dużo mówi Faustyna. Może to tak po lekturze i mojej pracy nad tą konferencją:) Komunia święta jest najuroczystszą chwilą jej życia, do której przygotowuje się nieraz cała bezsenną noc. Eucharystia jest centrum jej życia – nic mnie nie odstraszy od ciebie, bo poznaję cały ogrom miłosierdzia Twego. Trudno byłoby przeżyć mi dzień bez komunii. Boje się samej siebie i życia bez komunii.

Wszystko, co w niej dobrego, łączy z komunią.

Gdyby aniołowie mogli nam zazdrościć to dwóch rzeczy – Eucharystii i cierpienia.

Po komunii zalewa ją ocean – mówi że wraca do klęcznika, a potem już nie wie co się dzieje…

To doświadczenie tak zbieżne z Franciszkowym – nic nie widzę z mojego Pana poza Jego ciałem i Krwią w Eucharystii…

Żadna świętość w Kościele nie zrodziła się bez Niej – bez tego znaku, na który dziś patrzyły również wasze oczy…. Drodzy... Przyjdźcie z ciekawości kiedyś do kościoła w poza niedzielą i zobaczcie ilu chrześcijan karmi się Eucharystią każdego dnia... Zobaczcie to.... bo to czasem druzgoczące... Życzę wam abyście potrafili zatęsknić… za Jego codzienną obecnością Eucharystyczną... Resztę zrobi sam Pan.