Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

Ciemnogród 🙂

2009-04-03

Mili Moi...

I znów potwierdził się pogląd, że nie ma w Polsce wiosny:) Od głębokiej zimy przeszliśmy od razu do lata i to jakiego pięknego lata. Kiedy dziś rano idąc na modlitwy posłuchałem jak śpiewają ptaki, to serce natychmiast we mnie zadrżało z radości. Wraca życie na tę ziemię, budzi się znów... obym i ja się wraz z nim obudził na chwalenie Pana. I to wcale nie taki slogan. Każda okazja jest dobra, żeby zbliżać się do Stwórcy, a ten "moment przyrodniczy" chyba szczególnie temu sprzyja. Trochę czasu spędziłem w ogrodzie. W tej ciszy niemal namacalnie doświadcza się Pana. Cisza, w której przyroda pręży ramiona przeciągając się leniwie, aby na nowo przystąpić do ciężkiej pracy polegającej na objawianiu człowiekowi cudów Bożej miłości. Praca chyba z roku na rok cięższa. Wiele rzeczy dziś wypada widzieć, ale Boga obecnego w świecie widzieć nie wypada. Toż to Ciemnogród... Boże jak dobrze mieszka się w Ciemnogrodzie i dziękuję Ci, że go dla nas stworzyłeś...:) Ani na krok się stąd nie ruszę. A mam jeszcze tę radość, że gdzie ja, tam i on... Ciemnogród wędrowny... Spotkasz go wszędzie tam, gdzie są ludzie, którzy zatrzymując się w swojej codzienności, potrafią zdjąć światowe okulary i popatrzeć świeżym okiem na świeżą zieleń Bożego działania... A ta zieleń wciąż obdarza nadzieją...

Jezus dziś w miejscu publicznym spotyka się z ludźmi różnymi. I z tymi z Ciemnogrodu i z Jaśnieoświeconegogrodu... I w jednej i w drugiej grupie ma zwolenników i wrogów. Zobaczcie jak dobitnie z nimi rozmawia, jak jasno klaruje ich hipokryzję. To jakaś kolejna odsłona tego Boskiego dramatu. Ani dobre słowo, ani prośba, ani groźba połączona z mocnymi słowami - nic nie jest w stanie skruszyć Wiedzących. Oni działają może nawet w dobrej wierze. Chcą przecież ocalić swoje wyobrażenie o Bogu. To o nich Jezus mówił do swoich uczniów - nadchodzą czasy, kiedy każdy kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu... Słyszycie to Drodzy - każdy kto was zabije...

Mam głębokie przekonanie, że wiara autentyczna, widzialna, nie tylko deklaratywna, ale świadomie przeżywana w codzienności, obecna w przestrzeni mojego życia publicznego, zawsze implikuje jakiegoś wroga. Jezus wychodził do tłumów - i przyjaźnie i wrogo do Niego ustosunkowanych. Jeśli moja wiara jest czymś ważnym dla mnie, to z pewnością jakoś ją widać. Jeśli jakoś ją widać, to gdzie są wrogowie? Trudno podejrzewać, że spotykam się tylko z przyjaciółmi, że nie ocieram się o środowiska wrogie Bogu... A jeśli spotykam nieprzyjaciół Jezusa, to czy stają się oni również moimi nieprzyjaciółmi, czy nie jestem elastyczny, dostosowując się do okoliczności... To się nazywa etyka sytuacyjna - wszystko zależy od okoliczności... Wszystko, włącznie z moimi poglądami...

Gorzej, gdy wiara jest tylko dodatkiem do mojego życia, którego używam tylko wobec przyjaciół, o którym mówię rzadko, który jest jakimś tematem tabu, moją absolutnie prywatną sprawą... Wówczas nie doświadczam niczego trudnego, ale co za tym idzie, również niczego pięknego. Taka wiara nie rodzi. Nie rodzi we mnie owoców, którymi ja mógłbym się pożywić, nie rodzi owoów dla innych. Nikt się nie nawróci widząc letniego chrześcijanina. Letniość nie zmierza w kierunku podgrzania, raczej w kierunku dalszego wychłodzenia. Bez zaangażowania, w postawie bierności, bez doświadczenia nie ma nadziei... i wóczas nawet wiosna jej nie urodzi, nawet ona jej nie przywróci...

Komu jest podporządkowane twoje życie??? Bogu, czy tobie??? Różnica jest zasadnicza, a bilans zysków i strat zatrważający... Ale nie w tym rzecz... Rzecz w tym, że można pozbawić się niezwykłego, cudownego doświadczenia... Wczoraj posłuchałem przypadkowo swojego kazania sprzed dwóch lat. Mówiłem, pod jakim wrażeniem byłem, czytając opowieść bp. Dajczaka (to ten od Przystanku Jezus). Wspomina, że wracając niegdyś z owego "wydarzenia kulturalnego" zabrał na stopa dziewczynę, jedną z uczestniczek. A ona, widząc że ksiądz, zaczęła się zwierzać. Przyjechała na Woodstock z chłopakiem... on jednak chciał tylko jednego i, jak sama mówi, traktował ją jak szmatę... Rozstali się w czasie spotkania. Kiedy taka osamotniona, bez sensu plątała się po terenie, natknęła się na ludzi, którzy na koszulkach mieli napis - Bóg się tobą interesuje... Zapytała jakiegoś chłopaka, co to znaczy? A on, niosąc coś ciężkiego, odstawił to, podszedł do niej, przytulił ją i stwierdził - oto, co to znaczy, ale Bóg robi to nieskończenie piękniej, ja tak nie potrafię... Księże, to był pierwszy facet, który mnie przytulił i niczego w zamian nie chciał... A ja zechciałam.... chcę przemienić moje życie...

Duch Święty, któy pokazuje i podpowiada jak wyznawać naszą wiarę na zewnątrz, tak, żeby ona rodziła owoce... Gdyby spotkała księdza, to ten być może stosując rutynowe sposoby, powiedziałby - chodź, siądźmy, ja ci to wszystko wytłumaczę... Ten młody człowiek, natchniony Duchem, urodził w wierze tę dziewczynę...A Bóg zrobił resztę.... Ale dla tego młodego Bóg był Kimś.... Żyjąc wiarą można pokonać niejedną zasadzkę i jak Jezus ujść z ich rąk... A oni niech się dziwią i niech im to nie daje spokoju... Jak ten Ciemnogród daje sobie radę, jak on to robi, że go słuchają, jak wytłumaczyć niewytłumaczalne... Wiele serc pozostanie zatwardziałymi, ale niektóre może skruszeją... Zawsze warto próbować...

Jak to zrobić??? Jezus daje pewną wskazówkę dziś - powrócił nad Jordan, gdzie chrzcił Jan i gdzie sam został ochrzczony. Można widzieć w tym jakiś powrót do korzeni. Przychodzą do Niego ci, którzy Go słyszeli i wyznają swoją wiarę... A zatem wracaj do korzeni i nie obawiaj się, że nie ma cię tam, gdzie być powinieneś. Oni przyjdą do ciebie. Zafunduj sobie odrobinę pustyni dla "odnowy biologicznej" własnego ducha. To najlepsze dla takich zabiegów środowisko... Może Wielki Tydzień mógłby się stać takim czasem.. Warto pomyśleć i poplanować...

Życzę wam Drodzy żywego chrześcijaństwa, bo każde inne, moim skromnym zdaniem nie ma sensu...