Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

a ile razy???

2009-03-17

Mili Moi...

Dziś dzień św. Patryka... Rok temu spędziłem go z przyjaciółmi na słynnej paradzie w Dublinie... Trochę mi tęskno za tymi irlandzkimi dniami i nie będę oszukiwał, że jest inaczej.... Trochę chyba udało się tam zrobić, niejednego wspaniałego człowieka poznać, z niektórymi do dziś jesteśmy w kontakcie... Szkoada, że pracy nie było tam wystarczająco dużo, żeby zaangażować nadmiar moich sił i energii... Do dziś pewnie bym tam był... No i jeszcze gdybym miał większy talent do języków... Ale Pan się troszczy... A dziś wszystkim moim irlandzko-polskim przyjaciołom posyłam modlitwę i uścisk dłoni... znak bliskości i przyjaźni...

Dziś Słowo przypomina nam Piotrowe pytanie - ile razy mam przebaczać, czy aż siedem razy? Niezwykła hojność Piotra. Rabini wówczas zalecali trzykrotne przebaczenie, a po trzech razach miałeś prawo do zemsty. Siedem jest więc oznaką dobrej woli, bardzo dobrej woli.... Jezus zaskakuje.... Siedemdziesiąt siedem razy... Trudno wyobrazić sobie, żeby ktoś tyle razy prosił o przebaczenie... A zatem odpowiedź Jezusa zakrawa na niepoliczalność... Nie licz... Przebaczaj...

Gdyby pytanie Piotra nieco zmodyfikować... Panie, ile razy jeszcze doznam przebaczenia? Wówczas nie byłoby potrzebne to pytanie, które on postawił. Przecież wiem, że potrzbuję tego Bożego wybaczenia. Co więcej, wiem jak bardzo wielką radość sprawia ono mojemu sercu. Dziś także go doświadczyłem... Ile pokoju wnosi ono w moje życie. A zatem ja, który podobnemu sobie człowiekowi nie chciałbym okazać przebaczenia, mam prosić o nie tak niepodobnego do mnie Boga, tak różnego, tak nieskończenie świętszego. Jego nie waham się obrażać, a krzywdy popełnionej wobec mnie przez tak samo ułomne jak ja stworzenie nie potrafię darować? To jakiś absurd, który nie mieści się w sercu... A jednak... Czasem tak trudno uwolnić bliźniego od długu, którego on nie może w żaden sposób spłacić... Niektórzy mówią - żeby chociaż żałował... A co jak nie żałuje??? Nie ma prawa do mojego przebaczenia, nie ma na nie szansy???

Trudne to z pewnością i niełatwo mówić o tym, zwłaszcza wobec ludzi, któzy doznali w swoim życiu wielkich krzywd. Zastanawiałem się jak powiedzieć o przebaczeniu komuś, kto doświadczył takiej krzywdy, jak córka pana Fritzla, którego proces obserwuje cały świat z wypiekami na twarzy. A jednak mam pewność, że nienawiść nie przyczynia się do niczyjego dobra. Zwłaszcza do większego dobra ofiary... Zemsta jest słodka, ale tylko przez chwilę, później przeradza się w gorycz, bo skrzywdzony uświadamia sobie, że niczym nie różni się od swojego krzywdziciela... Chcesz być szczęśliwy przez chwilę - zemścij się, chcesz być szczęśliwy na zawsze - przebacz...

Jezus nie rozważa trudności natury psychologicznej, nie rozczula się nad ofiarami krzywd, ale w sposób tani nie usprawiedliwia również krzywdzicieli... Zaprasza do heroizmu miłości... Do uwolnienia - siebie, bo to przecież ja najbardziej cierpię nie przebaczając; a także do uwolnienia mojego krzywdziciela... Wizja dwóch dłużników ukazuje z całą wyrazistością jak wielka jest różnica między tym, co mnie zostaje odpuszczone, a tym, co ja mam odpuścić... Nie ma prostej recepty na to jak to zrobić.... Nie wydaje się poradników w stylu - zrób to sam... Bo przebaczyć, to nie wbić gwóźdź, czy przyciąć deskę... Kilka szybkich ruchów mniej lub bardziej wprawnych i już.... Przebaczyć, to spotkać się z samym sobą, z ogromem swojej niemocy, nieumiejętności, zawziętości, bólu, upokorzenia.... Wielu kończy tę drogę na tym właśnie spotkaniu... Czyli właściwie nawet jej nie zaczynają... Czasem nie są zdolni, czasem jeszcze za wcześnie... Bez pójścia w głąb jednak się nie da... Bez oddania tych ran uzdrawiającej mocy przebaczającego Jezusa, możemy co najwyżej dojść do rozwiązań proponowanych przez psychologię - zaakceptuj swoje życie z jego historią... Krok od akceptacji do przebaczenia, to często krok nadprzyrodzony, którego człowiek o własnych siłach nie dokona...

Dlatego jeśli dziś mówisz - nie umiem, nie mogę, nie mam siły... to nic.... Wszystko to jest w ręku Boga i chętnie ci On tego udzieli... Ale jeśli dziś mówisz - nie chcę... to wielkie współczucie dla ciebie... bo jeśli ty tego nie zmienisz, to nie zrobi tego nawet sam Pan Bóg... Odwagi więc w uwalnianiu... Kto raz doświadczy tej lekkości, będzie do niej wracał... I mówię to jako świadek:)