Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Czyż ma mi zależeć na śmierci?

2009-03-06

Mili Moi...

Patrzę na Ukrzyżowanego Boga i myślę sobie kto może Go podejrzewać o brak miłosierdzia wobec człowieka, skoro nie oszczędził samego siebie dla mnie i dla ciebie... Czyż ma mi zależeć na śmierci? - mówi dziś przez Ezechiela... To Jego miłosierdzie przelewa się z Jego serca, tak, jakby Bóg nie mógł sobie z nim poradzić, jakby musiał się nim podzielić. Taki hojny... Dlatego kiedy staję przy trumnie kogokolwiek, mam taką ogromną nadzieję, że Bóg zaprosił tego człowieka w najlepszym dla niego momencie. Już żaden lepszy pewnie nie mógł się zdarzyć... Bóg pragnie zbawić... Mówię też o tym, bo dziś wybrałem się na spacer na cmentarz. To ulubione miejsce moich spacerów, choć tu, w Elblągu, najbliższy cmentarz jest w środku osiedla:) Trudno więc o atmosferę ciszy i skupienia. Kiedy jednak stawałem dziś nad grobami ludzi młodszych ode mnie, myślałem sobie jaki jest ich stan teraz, czy ich życie trwa w radości, czy raczej zostali wtrąceni do więzienia, o którym mówi Jezus, w którym będą musieli oddać każdy grosz. Nie to, żebym się tak zawiesił tym wczorajszym smutnym dniem:) Chodzi tylko o to, że zdałem sobie sprawę z mocą, że nie da się żyć dobrze na zapas i mimo wielkiej nadziei, o której pisałem wyżej, jak w każdym biegu liczy się ostatnia prosta. Dlatego Kościół sprzeciwił się praktyce dość powszechnej w pierwszych wiekach, kiedy do sakramentu pokuty można było przystąpić tylko raz w życiu, odkładania tejże pokuty na moment śmierci. Raz, że nikt go nie zna, co mogłoby uniemożliwić nawrócenie, dwa, że jest to jakoś nieuczciwe - zakładać, że nawrócę się dopiero w ostatnim momencie życia... Co innego, gdy ten ostatni moment nadchodzi dość niespodziewanie...

Niemniej całe życie winno być przeniknięte staraniem o wieczność z Bogiem. Nie na zasadzie zakupów - kupię sobie zbawienie poprzez dobre uczynki. Niektórzy nawet wyceniają zbawienie. można się zbawić już za 5 złotych. Wiedzieliście o tym??? Wystarczy, że nabędziesz szkaplerz, nałoży ci go kapłan, będziesz całe życie odmawiał jakąś modlitewkę, a obietnica Maryi jest taka, że wycągnie cię z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Chyba dobrze czujemy, że byłoby naiwnością wierzyć w taki sposób. Byłoby to prawdziwe wystawianie Pana na próbę, brak szacunku, obraza... Zmierzam do tego, abyśmy zawsze ufali o naszym zbawieniu, ale jednocześnie nie przestawali o nie zabiegać, nie rezygnowali, nie osiągali nigdy takiego momentu, w którym uznalibyśmy, że już nam wystarczy, że na zbawienie zapracowaliśmy...

Bóg jest hojny w przebaczaniu i hojny jest w darze zbawienia, który jest darmowy. Ale nie wyobrażam sobie, żeby Dobra Nowina, którą ktoś usłyszał, nie odmieniła jego życia. I na tym polega problem, że często odmienia, a potem, jakbyśmy tracili impet, jakbyśmy zapomnieli o cudach jego łaskawości. Pomyślałem sobie niedawno, że jestem wciąż na starcie, że tak naprawdę jeszcze nie wgłębiłem się w Boże tajemnice. Pamiętam, gdy na nowicjacie magister uczył nas o mistycznych drogach oczyszczenia, oświecenia i doskonałości, wydawało się nam, że może jeszcze nie etap doskonałości, ale na pewno już jego przedsionek jest naszym udziałem. Żartowaliśmy sobie delikatnie na ten temat, chyba bardziej po to, żeby usłyszeć od wychowawcy potwierdzenie. Tymczasem prawda była bezlitosna i on jej przed nami nie ukrywał. Co więcej, minęło już 10 lat, a ja nadal nie mam poczucia, żebym wyskoczył z tych bloków startowych...

Dobra Nowina odmieniła moje życie, wiara w Jezusa nadała mu sens i jest jego fundamentem... Ale czy z tą samą gorliwością przykładam się do zgłębiania tych przestrzeni Bożego świata, świata, który dla wielu pozostanie na zawsze tajemnicą, bo łatwiej wzuć kapcie i usiąść przed ekranem popijając herbatkę... A gdzie moje kapcie? Czy mam je na nogach, czy w plecaku, tam, gdzie być powinny, kiedy ja jestem w drodze...

Panie, mam dziś wielkie pragnienie, aby Cię przeprosić za te wszystkie zmarnowane okazje, za te wszystkie chwile, kiedy wygodniej mi było nie widzieć, nie słyszeć, kiedy niczym Jonasz nie chciałem służyć. Przepraszam Cię za wszystkie momenty, w których moje zaangażowanie w Twoje sprawy graniczyło z biernym poddaniem się prądowi - dokąd zaniesie, tam osiądę... Przepraszam za odrzucone zaproszenia, zwłaszcza te do nawrócenia, do przemiany życia, do "spakowania kapci"... Wybacz mi każdy przespany poranek, każdy niezauważony wschód słońca, każdą nieodmówioną modlitwę, każdą łzę, której nie wylałem, a powinienem... Daruj nieumiejętność odkrycia choroby, daruj brak gotowości szukania Lekarza, daruj duchowe samobójstwo na raty w niejednym grzechu...

Wierzę, że pragnienie życia i ożywiania zwycięży w Tobie Panie słuszne rozczarowanie moją nawróconą niegdyś postacią, z którą pewnie wiązałeś dużo większe plany i nadzieje. Wierzę, że zawsze jest dobry czas na nowy początek, że Ty tego czasu dla mnie nie skąpisz. Ufam, że ten "ekran", kóry absorbuje i oddziela od Ciebie, bo niby ciekawszy, bo bardziej kolorowy, bo łatwiej się przed nim "zasiada", niż klęka przed Tobą mogę złożyć na jakimś duchowym wysypisku śmieci, na którym po utylizacji już nikt nie będzie z niego czerpał "korzyści"...

Ufam, bo przecież wciąż czuję w dłoni ciepło Twojej Boskiej ręki, która wyrwała mnie ciemności i ofiarowała Światłu... Ufam, bo dziś na kolanach trzymałem narzędzie zbrodni, krzyż, coś tak realnego, że tylko klęknąć w niemej adoracji wypada... Ufam, bo skoro Ty nie chcesz śmierci grzesznika, to ja chcę wykorzystać wszystko, co może mnie przed nią uchronić, bo moim największym pragnieniem jest ŻYĆ, pełnią życia w Tobie...

Błagam Cię za tymi, którzy czytają te słowa... Naucz nas wszystkich rozumieć, że zawsze jest coś przed nami, coś, co uzasadnia pozostawienie ciepłych pieleszy i wytrwały marsz, który kiedyś skończy się, po którym ciepło Twej dłoni już nie zniknie, bo nieustannie będziemy ją trzymać w swojej. Amen.