Rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym 17-19.05.2010 r.

Pod hasłem: Bóg jest miłością (1 list św. Jana 4,8) ks. Piotr Adamski poprowadził 3-dniowe rekolekcje ewangelizacyjne w kościele p.w. św. Elżbiety w Gdańsku.

 Rekolekcje św. Elżbieta 2010 r.

Katecheza dnia 1 – 17 maja 2010 r.

Katecheza dnia 2 – 18 maja 2010 r.

Katecheza dnia 3 – 19 maja 2010 r.

 

Świadectwo Barbary Chudoby

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Byłam członkiem wspólnoty Odnowy w Duchu Św. w latach osiemdziesiątych. Wspólnota była bardzo liczna. Opiekunem naszym był wtedy ks. Stefan Potoniec. Cała kaplica ojców pallotynów, gdzie każdego piątku gromadziliśmy się na modlitwę bywała zapełniona po brzegi. Na jednym z takich spotkań, chyba wiosną 83 roku, gościliśmy misjonarza z Nowej Gwinei ks. Józefa Jurczygę, werbistę, dziś już świętej pamięci. Na to spotkanie modlitewne jedna z uczestniczek, pielęgniarka z Akademii Medycznej przyprowadziła małżeństwo, aby prosić o modlitwę o uzdrowienie dla mężczyzny. Według jej słów został on w stanie wojennym pobity tak, że stracił wzrok. Był leczony w Akademii Medycznej ale powiedziano mu, że medycyna jest bezradna i grozi mu ślepota do końca życia. Z medycznego punktu widzenia nie było szans na odzyskanie wzroku.

Cała wspólnota, włącznie z ks. misjonarzem, gorliwie modliła się o przywrócenie wzroku dla tej osoby. Po zakończonej modlitwie, kiedy wspólnota zajęła się już sprawami bieżącymi, usłyszałam w swoim sercu polecenie, żeby zrobić znak krzyża na powiekach tego mężczyzny. Buntowałam się: dlaczego ja…? bałam się, że będę śmieszna; tyle „świętych” osób już się nad nim modliło dzisiejszego wieczoru… . Mam się przepychać przez ludzi…? Nie lubię zwracać na siebie uwagi. Chciało mi się płakać; targowałam się z wyraźnie zrozumianym w sercu „głosem”, czułam się zażenowana. Patrzyłam na tę parę ludzi; widziałam, że są już w szatni, że zbliżają się do wyjścia; wreszcie nie mogłam dłużej zwlekać. Nadszedł ostatni moment, żeby do nich podejść. Zapłakana i rozdygotana, drżącym głosem poprosiłam tego wysokiego mężczyznę, aby się pochylił, bo mam polecenie uczynienia znaku krzyża na jego oczach. Zrobiłam to i uciekłam…

Na jedno z kolejnych spotkań wspólnoty, małżeństwo to przyszło, aby podziękować za odzyskany wzrok. Wszyscy byliśmy radośni i wzruszeni. Po spotkaniu żona tego pana podeszła do mnie i spytała, czy to nie ja zatrzymałam ich w szatni tamtego wieczoru. Mężczyzna opowiedział mi wtedy, że dotknięcie jego powiek dało mu odczucie jakby prądu przebiegającego przez jego ciało aż do palców u nóg. Kiedy wyszli wtedy z domu księży Pallotynów, mógł już czytać napotykane napisy. Zastanawiałam się czego mnie to przeżycie nauczyło? Czego może nauczyć innych?

Pan Bóg mimo naszej niegodności, chce się nami posługiwać, czyni nas swoimi narzędziami. Wymaga od nas tylko posłuszeństwa, wierności Jego natchnieniom, bo nie do nas należą efekty JEGO dzieł. I najczęściej nie daje ich nam zobaczyć, czego na pewno wszyscy doświadczyliśmy. Bóg może uczynić nieskończenie więcej niż oczekujmy, czy prosimy; nasza ocena sytuacji czy własnej godności nie ma tu znaczenia.

Chwała Panu!

[nggallery id=31]