Rekolekcje ewangelizacyjne Gdańsk Brętowo 28-30.09.2010 r.

Wszystkie nauki głosi o. Michał Nowak OFM Conv.

Pierwszy dzień rekolekcji:

Katecheza dnia 1

Świadectwo Leszka

Fragment rozważania o. Michała z dnia 29.09.2010 r. pt. Wspomagaj nas w walce…:

Dziś 1580 dzień mojego kapłaństwa, a jednocześnie dzień imienin. Chyba jeden z najmilszych dni w roku, bo doznaję ogromnie dużo życzliwości. I nie inaczej jest w tym roku. Moc dobrych życzeń, które płyną już od rana. Gdyby one wszystkie mogły się spełnić… Czy byłbym szczęśliwszy? Chyba nie… Jestem szczęśliwy w moim Bogu…
Przyznam, że wczoraj i dziś na nowo sobie to z całą mocą uświadomiłem. Wczoraj rozpoczęliśmy rekolekcje ewangelizacyjne w Gdańsku. Ich przygotowanie nie nastręczało większych trudności, co samo w sobie było dziwne. Demon przy takich akcjach zawsze chce mieć coś do powiedzenia. No i powiedział, wczoraj… ale nie przemógł. Splot niesprzyjających okoliczności, które wyniknęły wczoraj był zdumiewający. Najciekawsza ciekawostka to pęknięcie jakiegoś zbiornika retencyjnego, które sprawiło zalanie pewnego obszaru Gdańska, włączając w to ulicę, przy której stoi kościół, w którym odbywają się nasze rekolekcje. Droga zamknięta, autobusy jeżdżą objazdami. Dodatkowo trudności ze strony ludzi, którzy mieli okazać się pomocą. No jakieś niesamowite problemy, których nie mogliśmy zrozumieć i przewidzieć. Wszystko to na kilka godzin przed rozpoczęciem. A mimo tego pojawia się około 200 osób i ostatecznie wszystko odbywa się prawie zgodnie z planem. Mam w sobie dużo pokoju i radości, a kiedy wczoraj wróciłem do domu, to chciało mi się śpiewać… Dziś dzień drugi. Zobaczymy jak będzie.

 Drugi dzień rekolekcji:

Katecheza dnia 2

Trzeci dzień rekolekcji: 

Katecheza dnia 3

Rozważanie o. Michała z dnia 1.10.2010 r. pt. jam mały…:

Mili Moi…
Wczoraj zakończyliśmy rekolekcje ewangelizacyjne w Gdańsku. Ale oczywiście tam, gdzie dzieje się dobro, zło próbuje ingerować… Niewiele by brakowało, a nie dotarłbym na mszę rekolekcyjną. Przed mszą udałem się na imieninową kawę do sióśtr w Gdańsku. One zaś poprosiły, żebym je zawiózł w jedno miejsce. Był jeszcze czas, dlaczego więc nie pomóc? Schodzimy do wozu, a tu nic… Nie odpala, z elektryki nici… Dzwonię do ubezpieczalni, przysyłają po 40 minutach pomoc drogową i co się okazuje? Dwa dni temu samochód wrócił z przeglądu, między innymi elektryki, i tamże, przy wkładaniu akumulatora nie został on dokręcony i nie ładował w pełni. Prąd używany był na bieżąco, a żadnych zapasów nie było. Kiedy wylądowałem w Gdańsku już nie było z czego odpalić… Czy to przypadek, że właśnie wczoraj? Że przez poprzednie dwa dni jeżdżenia nic się nie działo? A wczoraj, kiedy na zakończenie rekolekcji posługiwaliśmy modlitwą o uzdrowienie taka przygoda?

A zakończenie było piękne. Po katechezie (która miała miejsce po mszy), wystawiłem Najświętszy Sakrament i modliliśmy się uwielbiając Jezusa. Zespół muzyczny fantastycznie prowadził modlitwę uwielbienia. Zespoły modlitewne rozstawiły się po kościele i służyły modlitwą każdemu, kto tylko jej potrzebował i zechciał podejść. Chwała Boża objawiała się pomiędzy nami i widzieliśmy to na własne oczy. Głębokie poruszenie jakie panowało w kościele, ludzie, którzy otwierali przed Jezuem swoje serca. Wiele łez pełnych nadziei, a potem radości, które zostały tam wylane. Mnóstwo miłości, która się wyrażała w prostych gestach zewnętrznych, choćby w uścisku serdeczności pomiędzy zupełnie obcymi sobie ludźmi. Zachwycali mnie świeccy, którzy poświęcili swój czas, swój wieczór, po to, aby przyjechać i modlić się nad obcymi ludźmi, aby ci odzyskali zdrowie. Mając swoje życie, swoje sprawy, swoje obowiązki, chcą służyć. I to jest mój Kościół. W taki Kościół wierzę. W Kościół pełen miłości i radości z podejmowanej służby, w Kościół zjednoczony na modlitwie i wspierający słabych braci, w Kościół zatroskany o zbawienie wszystkich swoich dzieci. To jest mój Kościół!

Wczoraj doświadczyłem osobistego pokrzepienia mojej wiary. Sam czuwając nad całością podchodziłem tylko co jakiś czas do poszczególnych grup, nakładałem ręce i przez chwilę modliłem się z nimi nad ludźmi, którym akurat posługiwali. Czasem niektórzy szczególnie bolesne krzyże dźwigający prosili mnie o chwilę indywidualnej modlitwy, a dramaty ludzkie są niejednokrotnie zupełnie niewyobrażalne. Siostry zakonne, któe prosiły o szczególne błogosławieństwo i chwilę modlitwy nad nimi. Pojąłem na nowo jak wielką moc Pan przywiązał do kapłańskich rąk, jak wielkiej potrzeba pokory i jak niezwykle aktualna i nagląca jest potrzeba takiej prostej, braterskiej posługi. Wyszedłem stamtąd bardzo umocniony i nawet nie zmęczony. Cały wieczór usiłowałem zwrócić oczy wszystkich na Jezusa stojącego na ołtarzu, bo to przecież nikt z nas, nawet najbardziej szlachetnych i miłujących innych nie uzdrawiał. Tylko On!!! Mam nadzieję, że wybrzmiało to wystarczająco głośno…

A dziś słowo dnia przyszło również mi z pomocą… Słowa Hioba – jam mały, cóż odpowiem? są odpowiedzią na moje wczorajsze, ogromne pragnienie wyrażenia wdzięczności Jezusowi za to, do czego mnie powołał i co pozwala mi czynić. Wróćiłem do domu i stanąłem przed Nim zupełnie bezradny. Powiedziałem – Panie, ja nie mam żadnych słów, ktorymi mógłbym Ci to wyrazić, moje słowa nie nadążają za porywem serca, to, co się w nim dzieje jest zupełnie niewyrażalne. I dziś Hiob, który mówi – jam mały… Jam mały Panie, zbyt mały, żeby to pojąć, żeby zrozumieć, żeby wyrazić Ci wdzięczność, żeby to wszystko ogarnąć… Twoja miłość przekracza moje najśmielsze wyobrażenia i nie umiem jej skomentować w taki sposób, żeby nic z niej nie ująć. Mój język jest niezbyt giętki… Niech mówi serce…A ono od wczoraj nic innego nie robi…. tylko śpiewa…

Za chwilę ruszam do Kwidzyna na dzień wspólnoty Oazy Wielkiej Sychem. Wrócę pewnie w nocy, żeby jutro przwodniczyć mszy świętej z okazji pierwszej profesji zakonnej s. Marii Pauli, klaryski z Elbląga. Polecam ją już dziś waszym modlitwom…

 

 

[nggallery id=32]