Po operacji profesor powiedział, że nie wie co się stało, ale guza nie było…

read-369040_640

Mam na imię Jadzia, mam 63 lata, od marca do maja 2017 roku uczestniczyłam w rekolekcjach, które miały miejsce w Kościele pod wezwaniem św. Józefa w Gdańsku. W lutym 2017 roku wykryto u mnie guz nowotworowy na jelicie. Z dokumentacji medycznej, którą posiadam wynika, że guz ma 3 cm i jest to nowotwór. Na 2 czerwca 2017 roku zaplanowano operację usunięcia guza, którą wykonywał profesor Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku. Po operacji profesor powiedział, że nie wie co się stało, ale guza nie było, był tylko mały niegroźny polip, który usunął. Powiedział też, że nie muszę brać żadnej chemii, bo nie ma żadnych zmian nowotworowych. Chcę też dodać, że bardzo rozpaczałam po utracie syna, który miał 35 lat. Zmarł nagle w maju 2016 roku na skutek pęknięcia tętniaka. Od tego czasu ciągle płakałam, zamartwiałam się, miałam żal do Boga. Już w czasie rekolekcji poczułam, że odeszło ode mnie zmartwienie, ból, smutek i byłam w stanie pogodzić się z wolą Bożą. Wróciła radość z życia.

Chwała Panu.