Msza św. z modlitwą o uzdrowienie 25.11.2012 r.

Kazanie na mszy św. o uzdrowienie

Słowa poznania

Świadectwa:

Świadectwo Jagody

Świadectwo Krystyny

Świadectwo Ewy 

 

Świadectwo Alicji
     W sobotę 24 listopada, podczas rekolekcji Szkoła Charyzmatów, przed modlitwą o uzdrowienie, usłyszałam słowo poznania mówiące o kobiecie w wieku około 60 lat w ciemnych, krótkich włosach,  z raną na czole, która nie krwawiła. Mówiło ono również o sprawcy tej rany i o tym, ze Bóg uzdrowia tę kobietę z bólu głowy. Pomyslałam, że to słowo odnosi się do mnie chociaż na rekolekcje przyszłam z inną intencją. Chciałam prosić o zdrowie dla moich dzieci.
     19 sierpnia 1956 roku, kiedy miałam 4 lata, zostałam potrącona przez motocykl. Motocyklista był pijany i wlókł mnie po potrąceniu przez 200 metrów zanim odpadłam od motocykla. Nie chciano mnie przyjać do pierwszych dwóch szpitali, do których zawiozła mnie karetka pogotowia. Lekarze twierdzili , że nie potrafią uratować mi życia. Kierowca karetki zostawił mnie w trzecim szpitalu. Przytomność po trepanacji czaszki odzyskałam po kilku dniach. Głowę miałam pospinaną klamrami, żeby się trzymała w całości. W czaszce bowiem było 21 dziur i pęknięć. Jedna z nich, największa miała wymiar 8 na 3,5 cm. Do dziś nie mam w tym miejscu kości. Jest ono jedynie zarośnięte skórą. Pozostała mi też blizna na czole.
     Od tamtego czasu, przez 56 lat żyłam z rozsadzającym bólem głowy. Kiedyś nie było takich środków przeciwbólowych jak obecnie. Żeby w miare normalnie życ brałam  po 7,8 tabletek z tzw. krzyżykiem dziennie. Rodzice często je przede mną chowali ponieważ lekarze ostrzegali, że jedząc takie ilości tabletek codziennie zrujnuję sobie wątrobę. Kiedy nie mogłam wziąć mojej dziennej dawki wyłam z bólu, wymiotowałam z bólu, sikałam z bólu, mdlałam z bólu. Najtrudniej bylo w okresie dojrzewania.
     W ciagu tych 56 lat mogę sobie jedynie przypomnieć okresy kilkugodzinne kiedy nie biorąc tabletek mogłam jako tako  egzystować. Do 24 listopada, czyli do czasu modlitwy nade mna, podczas rekolekcji Szkoła Charyzmatów prowadzonych przez księdza Waldemara Grzyba, brałam po 8 do 10 Apapów dziennie, codziennie. Od 24 listopada nie wzięłam juz żadnej. Po 56 latach życia z bólem trudnym do opisania, w ciągu jednej, krótkiej modlitwy zostałam uzdrowiona. Nie znajduję odpowiednich słów, które mogłyby wyrazić wdzieczność Jezusowi.
Niech będzie pochwalone Twoje imie, Panie moj i Boże
Alicja
Gdańsk 21 grudnia 2012 roku

Świadectwo Ludmiły – 18.12.2012 r.
     Podczas Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie w kościele św. Urszuli usłyszałam słowo poznania, że Pan uzdrawia watrobę kobiety w średnim wieku i pozbawia tę osobę strachu o własne zdrowie co jest powodem nadużywania przez nia leków. Pomyślałam, że te słowa są skierowane do mnie. Watrobę miałam uszkodzoną po przebytej żółtaczce wszczepiennej. Podczas ostatniej wizyty u gastrologa w czwartek, 22 listopada, usłyszałam, że coś nie tak jest również z moim żołądkiem. Bardzo się przestraszyłam. Diagnoza lekarza byla poważna. Pojawiły się myśli o najgorszym. To uczucie zupełnie mnie opanowało. Nie potrafiłam sobie z nim poradzić. Wiem, że obawa o zdrowie to mój słaby punkt. Miałam zawsze apteczkę wypełnioną po brzegi lekami, brałam je bardzo często, nieraz bez widocznej przyczyny.
     W czasie modlitwy miałam uczucie wielkiego spokoju. Zupełnie zniknął wielki strach o moje zdrowie, o to co ze mną będzie. Pomyślałam nawet, że jeśli moja wątroba nie zostanie uzdrowiona podczas modlitwy to ja już się nie boję. Nie potrafię tego wytłumaczyć, opisać tego uczucia, że nie boję się choroby, jej skutków, następstw, które mogły być bardzo poważne.
     Na następny dzień miałam wyznaczone badanie USG. Poszłam na nie zupełnie bez obaw. Nie wykazało niczego! Moja wątroba była na nim zupełnie zdrowa! Lekarz ogólny,  zleciła dodatkowe badania krwi, żeby potwierdzić badanie USG. Wyniki były jeszcze w tym samym tygodniu, wszystkie w normie. Usłyszałam, że mojej wątroby nie trzeba leczyć. Nie trzeba też leczyć moich myśli pełnych niepokoju i lęków, mojego uzależnienia od lekow.
    Jestes wielki Panie Jezu, mój królu. Dziękuję ci z całego serca.
Ludmiła

Świadectwo Grażyny – 23.12.2012 r.
     W grudniu tego roku uczestniczyłam  we Mszy Św. modlitwą o uzdrowienie w kościele św. Urszuli Ledóchowskiej.  Trzy miesiące wcześniej miałam wykonane  badanie mamografii piersi. Na podstawie wyniku lekarz stwierdził, że w lewej piersi występuje dużo zaciemnień, cieni, których nie powinno być. Wynik badania był niepokojący,  ze względu na fakt, że dwa lata wcześniej miałam usuwany guz  prawej piersi. Była obawa, że mogą być przerzuty. Lekarz  zlecił dodatkowe badania usg. Tuż przed kolejnym badaniem uczestniczyłam we Mszy Św. o uzdrowienie na Chełmie. Kiedy padły słowa rozeznania mówiące ze „Jezus uzdrawia kobietę z nowotworu lewej piersi”,  poczułam że są one kierowane właśnie do mnie. Podeszłam jako pierwsza do modlitwy. Podczas modlitwy bardzo szybko usnęłam w Duchu Świętym. Nie pamiętam co się ze mną wtedy działo. Po modlitwie pojawił się silny ból lewej piersi, jakby szarpanie, rozrywanie. Ból promieniował do lewej ręki i powodował przykurcze palców. W poniedziałek ból ustal. Półtora tygodnia później miałam wykonane badanie usg piersi. Lekarz po dokładnym przebadaniu stwierdziła ze „jest czysto”, nie ma żadnych zaciemnień. Obie piersi są zdrowe, tak wykazało usg.
Chwała Panu!
Dziękuję. Grażyna z Orunii   

Świadectwo Marzeny
     Pół roku temu, pod pachą, wyczułam guz, który uciskał na nerw. Był całkiem spory, o średnicy około 1cm. Nerw był przez to bardzo widoczny, utrudniał podnoszenie ręki i wykonywanie najprostszych czynności, przy tym bardzo bolało. Jestem pod opieką onkologa, leczyłam się onkologicznie. Nie poszłam z tym do lekarza. Chciałam odwlec sprawę. W sierpniu odbył sie ślub mojej córki. Nie chciałam aby wtedy zaprzatały mnie jakieś inne, złe myśli. Wolałam stan bez diagnozy.
     Podczas rekolekcji służyłam modlitwą wstawienniczą innym. Ale w duszy prosiłam Boga, aby uzdrowił to, co będzie chciał. Poddałam się całkowicie Jego woli. Podczas trwania modlitwy ból, który towarzyszył mi kiedy podnosiłam rękę nie pojawiał się. Przyszło przekonanie, że nie ma też guza. Po modlitwie wyszłam do toalety i z wielkim zdziwieniem wyczułam, że guza rzeczywiście nie ma! Nie wiem kiedy i jak ale zniknał!
     Zostałam uzdrowiona nie tylko fizycznie ale również duchowo. Przebaczyłam z całego serca osobom, które mnie skrzywdziły i krzywdzą. Wiem na pewno, że to przebaczenie jest podstawą mojego uzdrowienia.
     W zeszłym tygodniu miałam robione kontrolne USG piersi wiec poprosiłam żeby zbadać również miejsce, w którym był guz. Lekarz była trochę zaskoczona taką prośbą. Spełniła ją. Badanie nie wykazało obecności jakiegokolwiek guza w tym miejscu. Nie ma po nim nawet najmniejszego śladu.
     Nie ma słów, które mogą wyrazić moją radość i wdzieczność. Nasz Pan jest lekarzem duszy i ciała. Jemu chwała i cześć i uwielbienie.
Marzena Kazimierczak, Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Effatha”, Gdańsk
Gdańsk, 20 grudnia 2012 roku

Drugie świadectwo Marzeny 20.12.2012 r.
Wybierając się na rekolekcje wysłałam kilka smsów do znajomych, aby poinformować ich o tych rekolekcjach. We wtorek odwiedziłam brata i jego żonę, aby porozmawiać o swoich problemach małżeńskich. Przy tej okazji powiedziałam im o rekolekcjach i ku mojemu zadowoleniu okazało się, że i oni tam przybyli. Pierwszy raz w życiu rozmawialiśmy tak długo o Bogu, darze języków, modlitwie i całkowitym zawierzeniu Panu o przebaczenie. Zastanawiałam się w jaki sposób Pan chce się mną posługiwać. Teraz wiem, że Jezus może wszystko, choć po ludzku wydaje nam się to nie możliwe. Mój brat i bratowa mieli bardzo odmienne zdanie o kościele, Bogu i moim uczestnictwie w rekolekcjach. Jezus dokonał cudu w przemianie wewnętrznej rodziny. Wychodząc od nich bratowa powiedziała: „Zobacz przyszłaś z problemem, a wychodzisz z radością”. Właśnie w taki sposób Pan Jezus pokierował mną, abym przekonała brata, że Pan Bóg działa w naszym życiu. I za to chwała Panu.
Marzena

Świadectwo Ewy
     Przychodząc na rekolekcje nie miałam w sercu żadnych konkretnych oczekiwań. Powiedziałam Panu: „Rób, co chcesz, Boże.”
     Od trzech miesięcy przeżywałam jeden z trudniejszych okresów w moim życiu. We wrześniu przeprowadziłam się do Gdańska z woj. lubelskiego. Straciłam pracę. Musiałam zostawić rodzinę, którą bardzo kocham, przyjaciół, wszystko, co było mi bliskie. Trudne rozstania, łzy. Nigdy nie chciałam mieszkać w dużym mieście. Mimo tego, że decyzję o przeprowadzce podjęliśmy z mężem świadomie, rozeznając, że jest to wolą Bożą, nie mogłam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Miałam wrażenie, że Bóg mnie zostawił. Skarżyłam się na modlitwie jak małe dziecko, że mi się tu nie podoba. Sama sobie stawiałam pytania: „Co ja tu robię?” Brak mi było najbliższych. Byłam wykończona pośpiechem, hałasem, setkami ludzi w tym mieście. Dodatkowo czułam się fatalnie fizycznie z powodu astmy (na tle alergicznym – uczulenie na kurz, roztocza), która została zdiagnozowana w 1998r.. Miałam nadzieję, że zmiana klimatu wpłynie korzystnie na moje zdrowie. Było odwrotnie. Profilaktycznie brałam codziennie leki (zazwyczaj jedną dawkę dziennie), natomiast od września, żeby normalnie funkcjonować musiałam brać poczwórną dawkę i tabletki. Byłam ciągle zmęczona, czułam pieczenie w klatce piersiowej, miałam problemy z oddychaniem, kaszel, często musiałam brać leki w nocy, żeby mieć drożny nos, w miarę „normalnie” oddychać  i móc spać. W okolicach serca czułam ból. Mówiłam o tym lekarzowi, sugerował, że może to być niedotlenienie serca.
     Na modlitwie wstawienniczej poprosiłam o umocnienie. W trakcie uwielbienia poczułam w sercu ogromną radość i pokój, zaczęłam śmiać się na głos, nie mogłam przestać, a jestem osobą raczej powściągliwą i  panuję nad emocjami. Osoby, które modliły się nade mną, śmiały się również. Chciałam im powiedzieć, co wy robicie, ale wiem, że to Pan Bóg przyszedł z darem radości. Pan Bóg dotknął mojego serca, umocnił mnie duchowo i psychicznie, dał łaskę akceptacji mojego życia, aktualnej rzeczywistości, taką, jaka jest. Wlał wewnętrzną radość i pokój. Dostałam łaskę nowego spojrzenia na moje życie. Zaczęłam widzieć „dalej” i „szerzej” z większym optymizmem, a wcześniej nie widziałam sensu mojego życia.
W sobotę padły również słowa poznania, że Pan Bóg chce uzdrowić kobietę między 30-tym, a 40-tym rokiem życia chorującą na astmę. Pomyślałam, słysząc to, że te wszystkie informacje pasują do mnie. Powiedziałam nawet do męża, że to może ja…
Ufam, że Pan Bóg mnie uzdrowił. Nie miałam jeszcze możliwości skonsultować tego z lekarzem, ale faktem jest to, że od 3 tygodni, dokładnie od poniedziałku po rekolekcjach, nie biorę żadnych leków od astmy, śpię bardzo dobrze, mogę normalnie oddychać, zwłaszcza, że jesienią i zimą objawy chorobowe zawsze się nasilały, ponieważ roztocza gromadzą się w wilgotnym powietrzu itp.. Czuję się bardzo dobrze, jestem szczęśliwa. W przeciągu tych trzech tygodni spędziłam już wiele godzin w kurzu podczas prac remontowych i porządkowych w mieszkaniu, malowałam ściany bez leków, żadnej nocy nie budziłam się z powodu duszności. Poza tym ból w sercu minął.
     Bóg jest najlepszym lekarzem. Chwała Panu!
Dziękuję ks. Waldemarowi Grzyb za przeprowadzenie rekolekcji i wszystkim organizatorom, dzięki którym one mogły się odbyć.  

Ewa, Gdańsk

Świadectwo Ali Byliny                                                                      Gdynia, dnia 01.12.2012 r.
Świadectwo z rekolekcji, które odbyły się w kościele pw bł. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku Chełmie w dniach od 23-25.11.2012r.
Rekolekcje miały pomóc nam się przebudzić. Rzeczywiście ja się obudziłam. Do tej pory byłam jakby uśpiona. Do mnie Jezus nie przemówił, ale przeżyłam słowa poznania, które otrzymali inni uczestnicy rekolekcji jak również i kapłan. Były te słowa i obrazy potwierdzone uzdrowieniami (które można było już dostrzec). Ksiądz Waldemar wyjaśnił, że jeżeli słowo poznania lub obraz nie jest zrozumiały, to trzeba prosić Jezusa o wyjaśnienie (co On nam chce przez to powiedzieć).  To wszystko było dla mnie nowe. W ćwiczeniach z darem proroctwa miałam słowo dla osoby z która byłam w parze. Mam nadzieję, że to słowo było od Jezusa.
Nasza grupa w niedzielę modliła się wstawienniczo nad osobą, która uważała, że jedno ze słów poznania dotyczy jej 10 miesięcznej siostrzenicy. W słowie poznania było, że Pan Jezus uzdrawia chore niemowlę mające ciemne plamy na ciele.
Ciocia tego dziecka powiedziała, że to jest dziewczynka ma na imię Adrianna. Leży w szpitalu jest chora na „posocznicę” Przy tej chorobie są wybroczyny pod skórą i są koloru ciemnego.  Modlimy się nadal w intencji Adrianny. Mamy kontakt z ciocią tej dziewczynki Pauliną. Lekarze nie dawali nadziei na przeżycie. Od poniedziałku Adrianna czuje się lepiej ustało krwawienie do mózgu.
Bogu niech będą dzięki!

Kochani, wszyscy, którzy czytacie to świadectwo. Dziewczynka żyje. Jej stan jest bardzo ciężki. Proszę was wszystkich o modlitwę za Adriannę. – 8.12.2012 r.

Świadectwo Pauliny w sprawie uzdrawiania Adrianny
Od piątku Adrianna jest poza OIOMem, na oddziale nefrologii dziecięcej w akademii medycznej.
Jej stan jest stabilny choć wciąż poważny, jednak ostatecznie minęło już zagrożenie życia.
Jest dializowana otrzewnowo. Z powodu niedotlenienia ma uszkodzony mózg, ale lekarze nie są
w stanie określić dokładnych skutków tego uszkodzenia, tak samo jak nikt nie umie nam
powiedzieć jak długo jeszcze będzie w szpitalu. Na pewno czeka ja długa rehabilitacja
i mamy nadzieję wróci do pełni zdrowia, ale na pewno nieprędko, sepsa bardzo mocno
spustoszyła jej organizm. Jedno jest pewne, to że w ogóle żyje to na pewno zasługa modlitwy.
Ogromnie dziękuję za całą modlitwę, pamiętam też o Was w mojej modlitwie.
Pozdrawiam, Paulina, ciocia Adrianny 17.12.2012 r.

 

Świadectwo Marianny

 

Świadectwo Marianny.
     Od pięciu lat nosiłam okulary na dal i mam okulary do pisania i czytania. Będąc na marszu w obronie telewizji Trwam dowiedziałam sie o Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie 25 listopada w kościele św. Urszuli. Udałam się na nią.
     Teraz moge osobiście stwierdzić, że wzrok mój poprawił się, nie muszę nosić okularów na dal. Wracając do domu po Mszy św. już nie zalożyłam okularów. Teraz tylko zakładam okulary jak mam coś robić np. czytać, pisać, malować czy robić z wikliny. Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu i Matce Najświętszej za otrzymaną łaskę poprawy mojego wzroku i za wszystkie łaski, które cały czas otrzymuję.
Marianna Krupiszewska

Świadectwo Kazi               
     Po Mszy świętej odprawianej w Gdańsku-Chełmie w par. bł. UrszuliLedóchowskiej w dniu 25 listopada 2012r, na modlitwie o uzdrowieniePan Jezus obdarzył mnie wielkim darem.
     W czasie modlitwy dziękczynienia kapłan przekazał słowa:
„Teraz Pan Jezus uzdrawia kobietę, nogi – kostkę zdeformowaną, biodro
i nadgarstek u ręki.”  / nie umiem tych słów dokładnie powtórzyć/
     Jedna z sióstr mówi do mnie, że te słowa są skierowane do ciebie Kaziu.
Tym razem nie modliłam się o uzdrowienie, ale w tym momencie poleciały mi łzy. Od wielu lat brałam środki przeciw bólowe żeby chodzić. W nadgarstek miałam robione blokady. 30 października miała być operacja stopy – częściowe usztywnienie i przesunięcie kości. Termin ten został przesunięty na następny rok.
     Po modlitwie o uzdrowienie jestem w wielkiej radości. Rano już nie wzięłam środków przeciw bólowych i nadal nie biorę. Wierzę, że Pan Jezus mnie dotknął i uzdrowił.

Niech  będzie Bóg uwielbiony!

Kazimiera Hewusz
Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Niepokalana.”
Gdynia – Witomino

Gdynia, dnia 30.11.2012r.

Świadectwo G
       Na Rekolekcje trafiłem w najtrudniejszym momencie mojego życia. Potężny kryzys dotknął każdego
aspektu mojego życia. Zawaliło się niemal wszystko na raz – emocjonalnie, finansowo, zawodowo, rodzinnie.
W desperacji szukałem pomocy, ale na ślepo i (jak się okazało) w złych miejscach.
       Otworzyłem się „energię”, koleżanka zaproponowała, że pomoże, ukończyła kurs bioenergoterapii,
ma pewne cechy medium. Podkreśliła, że potrzebuje mojego pozwolenia (to ważne!) na wejście. Udzieliłem
jej go i trzykrotnie wchodziła w trans mający na celu oczyszczenie ze złych energii. Tak, tak, zrobiłem
to z własnej woli.
       Jakby tego było mało wpadła mi w ręce pewna książka. Studiowałem dzieło, które pod pozorem
terminologii chrześcijańskiej przemyca treści głęboko sprzeczne z nauką Kościoła („Kurs cudów”, z ang.
„A course in miracles”). Na szczęście w pewnym momencie trafiłem na analizę tej książki dokonaną przez
Dominikanów i zarzuciłem lekturę.
       Moje „wspaniałe i szybkie” metody ratowania się zaowocowały spektakularnym pogłębieniem kryzysu.
Emocjonalnie i nerwowo byłem wrakiem człowieka. Codziennie doświadczałem napadów lęku i rozpaczy.
Właściwie bliżej było mi do tamtego, niż tego świata. Nawiedzały mnie myśli, że śmierć byłaby lepszym
rozwiązaniem.Poważnie! Miałem takie ataki cierpienia, że nie wiedziałem, co ze sobą zrobić.
Oczywiście, wiele osób pomyśli w tym momencie, że trzeba było biec do psychologa. Nie zdążyłem.
Pogłębienie kryzysu następowało szybko, a ja na dzień dobry dostałbym od lekarza leki uspokajające.
To nie rozwiązywało problemu.
       Pewna osoba zaproponowała udział w Rekolekcjach. Wiedziony wewnętrznym głosem, zdecydowałem się
na udział w nich. W trakcie wspólnej modlitwy przyszedł moment, gdy padły słowa poznania pasujące do mojej
sytuacji. Jezus obiecał wprowadzić pokój w moim życiu, ale też powiedział „będę Cię potrzebował”. Wciąż
dźwięczą mi w uszach i są moją nadzieją.
       Już w trakcie Rekolekcji odczułem dużą ulgę w cierpieniu wewnętrznym. Moje roztrzęsione nerwy
zaczęły powoli łapać balans. Nie był to spektakularny cud w stylu „weź swoje nosze i leć do przodu”. Teraz,
po 2 miesiącach wiem, że muszę uzbroić się w cierpliwość. Mój przypadek to proces dojrzewania. Codziennie
uświadamiam sobie, jak daleko odszedłem od Boga, jakim bożkom oddałem siebie, jak mocno zło sterowało moim
życiem. Fascynujące jest budzenie się sumienia, które systematycznie pokazuje mi sprawy i uwikłania nawet
sprzed wielu lat.
       Acha, istotna zmiana w moim zachowaniu – nigdy, nigdy w życiu nie było mi tak łatwo żyć zgodnie z
przykazaniami! Nawet w momentach, gdy (wydawało mi się) byłem mocno zaangażowany w Kościele.
       Podsumowując: kuracja trwa, szukam pracy i sklejam swoje życie oddając je Bogu. Wskazówki znajduję
w codziennych czytaniach podczas liturgii. O! Dzisiaj jest coś dla mnie (2013.02.01) – wezwanie do
cierpliwości i wytrwałości. Hbr 10 (?)  radością przyjęliście rabunek waszego mienia, wiedząc, że sami
posiadacie majętność lepszą i trwającą. Nie pozbywajcie się więc nadziei waszej, która ma wielką zapłatę.
Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy.
„G.”

Świadectwo Joanny.
25.11.2012r w kościele pw. św. Urszuli Ledóchowskiej podczas Mszy Św.o uzdrowienie zostałam uwolniona.
O mszy dowiedziałam się z plakatu wywieszonego w mojej parafii pw. św. Jadwigi na Oruni.
Ponieważ mój 9-letni synek w ostatnim czasie dostał silnych napadów dziwnych tików nerwowych,
prosiłam usilnie Pana Jezusa o pomoc. Kiedy zobaczyłam ten plakat pomyślałam, że to ratunek dla nas.
Byłam zrozpaczona niemocą mojego dzieck a i nas wszystkich a także tym jak traktowały go inne dzieci
wyzywając go i śmiejąc się z niego. Czułam na sobie ogromny ciężar, którego nie mogłam unieść.
Tego dnia rano obudziłam się bardzo wcześnie w ogromnym lęku o moje dziecko, miałam złe myśli o dzieciach,
które krzywdziły moje dziecko. Mialam mysli, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić porządek z tymi
dzieciakami. Jednak potem przyszła taka myśl, że to wszystko mnie przerasta i ja taka zalękniona,
nie jestem w stanie sobie poradzić. Wtedy w myślach zwróciłam się do Pana Jezusa, że oddaję mu to
wszystko, całą tę sprawę i nas wszystkich, całą rodzinę i żeby On Król wszechświata wszechmogący
uzdrowił go i odmienił całą jego sytuację. Pomyślałam „Któż jak Bóg!”. Tak właśnie modliłam się
o uzdrowienie Mikołaja i moje w ostatnim czasie przez wstawiennictwo Św. Michała Archanioła odmawiać
modlitwy egzorcyzmujące oraz nowennę do tegoż Św. Anioła. Modliłam się też modlitwą o uproszenie łask
za wstawiennictwem Bł .Siostry Sancji-Janiny Szymkowiak, którą znalazłam u mojego synka.
Błagałam wszystkich Świętych, Aniołów, dusze w czyśćcu cierpiące o pomoc! Pomoc nadeszła.
Podczas wspomnianej mszy modliłam się także o wstawiennictwo św. Urszuli, której relikwie były wystawione,
żeby wyprosiła ratunek dla Mikołaja. Modliłam się, płakałam i wołałam: Nie omijaj mnie proszę!!!
Doznałam łaski uwolnienia od demona śmierci, powiedział ksiądz, który modlił się nade mną modlitwą
uwolnienia. Czułam jak demon zaczyna krzyczeć we mnie, nie mogłam złapać tchu, płakałam i
krzyczałam strasznie. Potem modliłam się słowami: Jezus Chrystus Jest moim Królem! Tak wołam zawsze
kiedy się boję. Potem poczułam wielką wdzięczność za to, że sam Bóg pochylił się nade mną.
Pomyślałam sobie jak On bardzo nas kocha! Jaki jest dobry i miłosierny. Jak Jezus wie czego nam potrzeba bardziej niż my to wie. Poszłam z nadzieją, że Pan uzdrowi Mikołaja, ale On miał inne plany i uwolnił mnie. Zastanawiałam się jak to się stało,że byłam zniewolona? Jak sięgnę pamięcią moja mama zawsze miała
jakieś lęki o swoje zdrowie, migreny i często chodziła po bioenergoterapeutach. Raz nawet zabrała mnie,
bo nie miałam apetytu. Powiedział,że mam lamblie, czego nie potwierdziły badania. Zawsze, od dziecka
bałam się chorób i śmierci. Jeśli byłam chora myślałam, że umrę. Miałam obsesję śmierci.
W moim dorosłym życiu doświadczyłam trzech poronień. We wczesnych etapach ciąży straciliśmy dzieci.
Modliliśmy się koronką do miłosierdzia o dziecko. Pan Bóg wysłuchał nas. Całą ciąże leżałam trochę
w szpitalu, trochę w domu i brałam wszystkie możliwe leki na podtrzymanie. Byłam w depresji. Kiedy
urodził się Mikołaj byliśmy strasznie szczęśliwi. Był zdrowy. Przez leki, które brałam był słabszy
fizycznie i bardzo nadwrażliwy na bodźce. Obwiniałam się, że to moja wina i wpływ mojej depresji. Kiedy
mały miał 9 m-cy zaszłam w ciążę i straciłam to dziecko (trzecie poronienie). Obwiniałam się,
że to moja wina bo gdybym się mogła położyć na te 9 miesięcy, dziecko by się urodziło. Po 4 latach
zadecydowaliśmy, że teraz znów mogę się położyć i poczęła się nasza Marianka. Ciąża przebiegała
jak wcześniej, tylko bez depresji z ufnością w miłosierdzie Boże. Urodziła się zdrowa, tylko malutka.
Po 2 latach, kiedy weszliśmy na drogę Pan dał nam synka Jasia. Do 5-tego m-ca leżałam potem nabrałam
ufności i troszkę się ruszałam. Jaś ma już 3 lata i też jest wspaniały i zdrowy. Jednak Myślę teraz,
że zawsze wydawało mi się, że ode mnie zależy czy moje dzieci się urodzą. Jeśli będę leżała będą żyły,
jeśli nie- poronię. Zawsze miałam obsesję śmierci moich dzieci. Demon wiedział gdzie uderzyć.
Jestem Bogu wdzięczna, czuję radość i spokój. Jezus Chrystus jest moim Królem!
Joanna