Modlitwa w życiu św. Teresy

Na wstępie chciałem przeczytać krótki tekst św. Teresy od Dzieciątka Jezus, w którym pisze ona o modlitwie. Teresa nie napisała wielkich traktatów na temat modlitwy, ale w jej pismach są bardzo piękne na ten temat.

Trzeba powiedzieć, że modlitwa św. Teresy z Lisieux była naznaczona wielką pustynią, wielką posuchą i ubóstwem. Zanim wstąpiła do Karmelu, jej życie modlitewne było pełne zapału, ale kiedy znalazła się już w zakonie, kiedy miała tam wyznaczone dwie godziny modlitwy myślnej codziennie, zaczęła przeżywać wielką pustynię. Okazało się, że w jej modlitwie – jak mówiła – Bóg jest nieobecny. Opowiada o tym w listach do swojej siostry Celiny:

„Nie odczuwam w ogóle obecności Jezusa w mojej modlitwie i mój narzeczony, mój Oblubieniec wcale nie stara się ze mną rozmawiać. Zawsze jest milczący, ale nie będę się na to skarżyła. Jeżeli Jezus chce spać – niech śpi. Jeżeli On śpi w tym czasie, kiedy ja mam się modlić, to nie traktuje mnie jako kogoś obcego – dlatego pozwala sobie zasnąć”.

Te słowa są bardzo piękne. Teresa rozumie dobrze, że „nieobecność” Jezusa podczas modlitwy oznaczać może, że On jej ufa. Nie musi cały czas się jej objawiać po to, by ona w dalszym ciągu w Niego wierzyła.
Przeczytam teraz jeszcze jeden tekst Teresy, w którym widać doskonale jej humor, ale jednocześnie głębokie nauczanie na temat modlitwy. Teresa miała jeszcze jeden problem, jeśli chodzi o modlitwę: nie tylko Jezus zasypiał w czasie jej modlitwy – ale jak się okazuje – Teresa czasami też. Oczywiście, to nie była jej wina. Teresa wstąpiła do Karmelu w bardzo młodym wieku, miała 15 lat. Noce w Karmelu były bardzo krótkie i Teresie brakowało snu koniecznego w jej wieku. To wszystko sprawiło, że w czasie przeznaczonym na modlitwę Teresa zasypiała. Oto, co mówi na ten temat:

„Naprawdę bardzo daleko mi do świętości, niech to choćby będzie na to dowodem: powinnam zamiast cieszyć się moimi smutkami, moją posuchą, moim czasem pustyni, przypisywać ten czas mojej małej żarliwości i wierności. Powinnam martwić się, że zasypiam już od siedmiu lat w czasie tych moich modlitw, w czasie dziękczynienia, które powinnam składać (czyli od czasu, kiedy wstąpiła do Karmelu), ale w gruncie rzeczy wcale się tym nie przejmuję”.

W tym momencie Teresa podaje trzy przyczyny dlaczego się tym nie martwi. (Jest to może powiedziane w sposób humorystyczny, ale w życiu duchowym potrzeba trochę humoru. To poczucie humoru sprawia, że nie dramatyzujemy naszych problemów).

Z ufnością dziecka

Pierwsza przyczyna jest następująca:
„Sądzę, że małe dzieci podobają się rodzicom zarówno wtedy, kiedy śpią jak i wtedy, kiedy się obudzą”. Czyli nawet, kiedy śpię, Bóg jest ze mnie zadowolony, patrzy na mnie z miłością i czułością. (Wiecie dobrze, że rodzice uwielbiają patrzeć, jak ich dzieci śpią, i że w tych momentach najbardziej je kochają.) Jest to rzecz bardzo ważna. Oznaczać to może mianowicie, że najważniejszą rzeczą w modlitwie jest pozwolić Bogu, by nas kochał.

Trzeba wierzyć, że Bóg nas kocha, niezależnie od naszych zasług, od tego, co możemy uczynić. Bóg kocha nas czule, ponieważ On jest naszym Ojcem, a modlitwa jest przede wszystkim przyjęciem tej miłości i uwierzeniem w nią. Sądzimy, że Bóg kocha nas na miarę tego, co czynimy. Tymczasem On kocha nas przede wszystkim dlatego, że jest naszym Ojcem. Zauważcie, że o wiele trudniejszą rzeczą jest pozwolić kochać komuś siebie, niż samemu kochać. Kochać w sensie „czynić komuś dobro”, jest to coś szlachetnego. Kiedy czynimy dobro komuś innemu, jesteśmy z siebie zadowoleni, czyli otrzymujemy wtedy osobistą zapłatę za to dobro, które czynimy. Natomiast pozwolić komuś siebie kochać, jest rzeczą trudniejszą, ponieważ jest to równoznaczne z zaakceptowaniem swojego ubóstwa i jest jednocześnie zaufaniem w miłość tej drugiej osoby. Nie należy zapominać o tym. Modlitwa nie jest ofiarowaniem Bogu pięknych myśli, pięknych uczuć, lecz wiarą w Jego miłość. Jest pozwoleniem na to, aby On nas kochał, nawet jeżeli czujemy się bardzo ubodzy. Wierząc, że Bóg nas kocha, sprawiamy Mu przyjemność. W tym, co mówi św. Teresa, jest jeszcze jedna ważna rzecz. Teresa nie modli się dla swojej własnej przyjemności, ale po to, by sprawić Bogu przyjemność. Jeżeli staramy się modlić tylko po to, by osiągnąć tylko swoje własne zadowolenie, któregoś dnia zniechęcimy się.

„Operacja na sercu”

Teresa przytacza następnie drugi powód, dla którego nie zniechęca się zasypianiem na modlitwie:

„Sądzę również, że przed operacją lekarze usypiają chorego” – innymi słowy: być może Pan korzysta z tego snu, aby wykonać jakąś „operację na sercu”, może w tym czasie Bóg po prostu dokonuje czegoś w moim wnętrzu. Jest to również bardzo ważne, ponieważ w modlitwie nie liczy się to, co my robimy, lecz to, co robi Bóg i On dokonuje czegoś w głębi naszego serca. Nie możemy tego wówczas zauważyć, ale później, stopniowo, w naszym życiu pojawią się tego owoce. Sądzę, że czas posuchy pojawia się w czasie modlitwy często po to, by Bóg mógł działać w sposób szczególny. Jeśli będziemy zbytnio działali w czasie modlitwy, możemy przeszkodzić Bożemu działaniu. Oczywiście, należy robić to, do czego zachęca nas Duch Święty. Nie należy jednak obawiać się, że czasami trzeba stanąć wobec Boga w sposób pełen pokoju, bez myślenia o jakichś nadzwyczajnych rzeczach, bez odczuwania czegoś szczególnego. Właśnie w takich chwilach wystawiamy się na obecność Bożą. Jesteśmy zwróceni ku Niemu i to pozwala Mu w nas działać. Bardzo dobrą rzeczą jest mieć wspaniałe uczucia i myśli o Bogu, ale nie jest to rzecz najistotniejsza, ponieważ On może udzielać się nam w sposób o wiele głębszy. Bóg jest o wiele większy niż to, co możemy na Jego temat pomyśleć i to, co w stosunku do Niego odczuwamy. On jest ponad tym wszystkim, dlatego czasami dopuszcza posuchę w naszych myślach i odczuciach, aby komunikować się z nami w sposób hardziej bezpośredni. Ponad wszelkimi myślami, ponad wszelkimi odczuciami, On sam daje się naszemu sercu. Jest to coś szczególnie ważnego dla ludzi, którzy są powołani do modlitwy. Chodzi o to, by ci ludzie nie odczuwali obaw przed momentami posuchy. W takim czasie Bóg o wiele więcej robi w ich sercu, niż wtedy, gdy oni sami „coś robią” na modlitwie.

„Pan Cię zna”

I trzecia przyczyna, którą Teresa podaje, żeby nie zamartwiać się zasypaniem na modlitwie.

„Sądzę, że Pan widzi naszą ułomność i wie, że jesteśmy tylko prochem, a więc nie gorszy się naszą słabością”. (Oczywiście, dzieje się tak, kiedy jest w nas dobra wola i szczera miłość.) To dotyczy św. Teresy. Teresa chciała kochać Boga, chciała być wierna i modlić się całym sercem. Napotykała jednak w tym na swoje własne ubóstwo, lecz nie martwiła się tym, ponieważ wiedziała, że Bóg jest Ojcem, a Ojciec rozumie ograniczenia swoich dzieci. W ten sposób Teresa mogła wytrwać na modlitwie. Była to wprawdzie modlitwa bardzo skromna i uboga, lecz jednocześnie bardzo owocna. Teresa czuła, że Jezus ją prowadzi, że oświetla jej drogę, ale najczęściej nie odczuwała tego na modlitwie.

O. Jacques Philippe