List dla Wspólnoty Charyzmatycznej – 11.02.2011 r.

1 List św. Piotra 2, 4-10

Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. To bowiem zawiera się w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. Wam zatem, którzy wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła – i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni. Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, 10 wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali.

Mili Moi…

Zupełnie to nowa i nietypowa forma kontaktu z wami, zrodzona, jak wierzę z natchnienia Ducha.  Kiedy czytacie ten list, ja właśnie zbliżam się do końca rekolekcji, które tym razem przeżywamy ze św. Mateuszem, rekolekcji głębokiego wejścia w Słowo, rekolekcji, które stają się w moim życiu ożywczym tchnieniem Ducha. Słowo jest tym, co nas tu prowadzi i co „czyta” nasze życie. Tak! Bo to nie tyle my czytamy Słowo, ile Ono czyta nas…
            Fragment, który Pan dał nam na nasze spotkanie wspólnotowe, fragment, który dziś odczytaliście, wywołał we mnie prawdziwą burzę natchnień i uczuć już w pierwszej chwili, w której go usłyszałem… Dzięki niemu stało się dla mnie jaśniejsze do jak wielkich dzieł Pan nas przeznacza i do czego nas przygotowuje… Chciałbym dziś z wami spróbować odczytać to Słowo w tym kontekście, w jakim się dziś znajdujemy, niemal w przededniu rekolekcji, które mamy wspólnie poprowadzić dla tych, których Pan na nie zaprosi…

Pierwsza myśl, którą chcę się z wami podzielić jest ta, że Pan przekonuje nas dziś, jak bardzo ważni dla Niego jesteśmy i jak bardzo Mu zależy na naszym udziale w Jego dziełach. On jest Tym, który je sprawia, ale nie chce tego czynić bez nas… Najcenniejszy skarb, Jezus Chrystus, został przez Boga złożony w nasze ręce… I mówię to zupełnie świadomie i nie do końca metaforycznie… Zobaczcie, że dziś Słowo mówi o Bogu, który zechciał na nowym Syjonie dać człowiekowi nowy kamień…

Pamiętacie poprzedni Syjon i kamienne tablice, które stały się fundamentem religii Izraela, Prawo nadane przez Mojżesza. Teraz łaska i prawda przychodzą wraz z Chrystusem. Wówczas nikt nie mógł nawet zbliżyć się do góry, na której Mojżesz rozmawiał z Panem, wszystkich przenikał niezwykły lęk… Dziś ten Jezus, którego poznaliście i który was wybrał jest na wyciągnięcie ręki, jest dotykalny, jest skarbem, który możecie spożywać waszymi ustami. Ta cudowna zmiana dokonała się z miłości Boga, który tak bardzo ochoczo wychodzi do swojego ludu… Wówczas kapłanem można się było tylko urodzić, dziś kapłaństwa się nie dziedziczy, ale wchodzi się do ludu kapłańskiego przez wiarę… Do tej myśli jeszcze powrócę…

A zatem Ten, który jest drogocenny i wybrany przez Boga zechciał dać samego siebie ludziom i dziś możemy Go pieścić w naszych dłoniach i dziś możemy się z Nim jednoczyć i dziś  możemy się Nim dzielić. Zobaczcie, że Pan Bóg pozwolił nam zachwycić się Jezusem, pozwolił nam Go odkryć i przyjąć do naszego życia. Uczynił Go także dla nas skarbem. Zrozumieliśmy to i uwierzyliśmy Mu, co wiąże się z obietnicą, której Bóg pozostanie wierny i którą wypełni – ci którzy w Niego wierzą, nie zostaną zawiedzeni. Realizacji tej Bożej obietnicy doświadczamy w codzienności i widzimy owoce naszej wiary…

Wszystko to dokonuje się wśród nas za darmo, z Jego łaski, z Jego miłości, której nam nie skąpi. Nawet gdybyśmy chcieli Mu wyrazić naszą wdzięczność, to nie bardzo potrafmy i czasem jesteśmy bezradni wobec uczuć, które się w nas rodzą, a których nie potrafimy ubrać w słowa… To nie szkodzi… O to On z pewnością gniewał się nie będzie… Jego największą radością jest to, że pozwalamy Mu się prowadzić. I tak, jak na początku naszego nawrócenia przeprowadził nas z ciemności do swojego przedziwnego światła, tak chce ten proces kontynuować i nieustannie iść z nami w głąb… Czyż nie to jest celem naszych spotkań? Abyśmy nieustannie wzrastali w poznaniu Jego samego i Jego świętego zamysłu wobec nas? Ale czy tylko wobec nas?

Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się lampy i nie stawia jej pod korcem. Tak niedawno rozważaliśmy to Słowo. Jeśli Bóg przeprowadza cię z ciemności do światłości, to owa światłość nie tylko cię otacza, ale również przenika twoje wnętrze i nie pozwoli ci się już ukryć. Stajesz się widoczny, czy tego chcesz, czy nie. Jedyną szansą na to, żeby znowu zniknąć, jest wrócić w ciemność, zdławić to, co z Jego miłości w tobie rozbłysło, cofnąć się… Ale przecież tego nikt z nas nie chce. Chcemy iść do przodu, wkładamy wiele wysiłku, żeby nie zatrzymywać się w miejscu. To światło więc, które jest w tobie jest ci dane, ale jednocześnie zadane. Jeśli zostałeś napełniony światłością, to korzystając z niej musisz zdawać sobie sprawę, że Chrystus jest żywym kamieniem, jak mówi dzisiejsze Słowo… Moglibyśmy powiedzieć, że jest żywym światłem… Chce rosnąć, chce się rozszerzać, chce obejmować coraz to nowe przestrzenie tego świata, w którym ty żyjesz, w którym przebywasz, do którego On ciebie posyła… Wracam do pierwszej myśli – Bóg nie chce działać bez ciebie, chce używać cię jako swoje święte narzędzie i ma wielki plan związany z twoją osobą. Jesteś dla Niego ważny i mówi ci dziś, że bez ciebie ten plan jest zagrożony… Może nie jest to niebezpieczeństwo całkowitej porażki, bo plan jest zbyt ważny, ale z pewnością jego wykonanie może się opóźnić, jeśli nie zechcesz wziąć w nim udziału…

Kochani!!! Tym planem jest dotarcie do tych wszystkich, którzy tkwią jeszcze w ciemności. Do tych, których życie narażone jest na bezsens ciemnej nocy. Do tych, którzy wciąż cierpią, bo nie wiedzą, że światłość istnieje również dla nich…. Przypomnijcie sobie jak sami byliście jeszcze w ciemności, jak tkwiliście w tradycji, przeczuwając zaledwie, że istnieje inne życie, lub zazdroszcząc tym, u których jego owoce oglądaliście… Dziś jesteście tymi, których Bóg oświecił, mało tego, których z tym światłem chce posyłać…

Niczym żywe kamienie, jesteście budowani jako żywa świątynia… Przecież nasza wspólnota nie istnieje tylko po to, żeby nam było miło i przyjemnie… Wiem, że się powtarzam, ale musze to wykrzyczeć z całego serca. Sens istnienia wszystkich grup Odnowy w Kościele to ewangelizacja… Jesteśmy żywymi kamieniami, które mają ogromną misję do spełnienia wobec kamieni obumarłych, osłabionych. To my stanowimy schronienie dla nich, to w naszym cieniu mogą dojść do siebie, to dzięki Jezusowi działającemu przez nas mogą same stać się budulcem, aby nasycić życiem innych. Tak to działa w Kościele od Jego zarania…

Bóg czyni z was kapłanów… Abyście składali duchowe ofiary miłe Bogu… Musicie sobie zdawać sprawę z tego, że posługa, którą Pan nam zleca jest kosztowna… Ona angażuje nasze duchowe i materialne siły, bo tylko coś, co zostało wycierpiane może ożyć. Objawił nam to swoim życiem sam Pan. Jeżeli chce się nami posługiwać, to uczy nas również co to znaczy współcierpieć z Nim dla dobra całego ciała, którym jest Kościół. Nie zdołamy się od tego uchylić, a kto chciałby uniknąć wysiłku, bardzo szybko straci to, co sam zyskał z Jego łaski. Nie wolno nam zatrzymać się w pół drogi, nie wolno nam wyhamować!!! Nie wolno usypiać i mówić, że nie mamy siły, mocy, zdrowia, środków… Tego wszystkiego On jest w stanie nam udzielić, jeśli tylko zechcemy. Jednego nie może nam dać – decyzji na to, żeby pełnić Jego wolę. Tę decyzję musimy w sobie znaleźć sami… Nie przymusi naszej woli do tego, żebyśmy jako naród święty, wybrane plemię, królewskie kapłaństwo ogłaszali Jego chwalebne dzieła. On powiedział, że kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto je straci, ten je zachowa. Nie możemy się łudzić, że wystarczy nam to, co sami zyskaliśmy z Jezusem. Byłaby to najgorsza z możliwych form egoizmu, przed którą drżę i której nie chciałbym widzieć u nikogo z was…

Niezwykłe dzieło przed nami… Niby nic, bo przecież nie pierwsze rekolekcje, które będziemy prowadzić. Ale najważniejsze w nich jest to, że przyjdą do naszej świątyni ludzie spragnieni Boga, ludzie cierpiący, być może pogubieni, być może poszukujący, być może niosący w sobie ogrom niewiary, o którym wy już w waszym życiu zdołaliście zapomnieć… I to my mamy im pokazać Jezusa. On ma nas i nas wybrał do tego dzieła. To my mamy być na nich wrażliwi i wyczuleni. To na nas patrząc mają oni zobaczyć Jezusa. To nas słuchając, obcując z nami, mają się zachwycić światłością, w której żyjemy. Mają się zachwycić tak bardzo, że sami jej zapragną…

Myślicie, że nie damy rady? Myślicie, że nas na to nie stać? Właśnie to Słowo przekonuje mnie, że stać nas na to i to właśnie nas Pan Bóg do tego wielkiego dzieła zaprasza. Nie wolno nam wątpić i nie wolno nam w żadnym razie kapitulować, nie wolno nam się lękać i nie wolno nic uronić z tego ogromu łaski, który Pan ma na te dni…

Kochani, gra idzie o najwyższą stawkę, o ich i nasze zbawienie. Kto wie czy ci ludzie, którzy przyjdą na rekolekcje będą mieli jeszcze kiedykolwiek taką szansę, żeby spotkać żywego Jezusa. Chcę o tym pamiętać wychodząc na ambonę, chcę żebyście i wy o tym pamiętali, kiedy będziecie dawali świadectwo jedności na modlitwie i w jakiejkolwiek posłudze, która zostanie wam zlecona. Chcę żebyście mieli świadomość wielkiej odpowiedzialności, ale również tego, że cała moc płynie z Tego, który jest kamieniem odrzuconym przez ludzi, ale przez Boga wybranym…

Pamiętajcie, że to, co będziemy robić, bardzo nie spodoba się demonowi i z cała pewnością będzie próbował nas zniechęcać, wpływać na nas, czy nas przestraszyć. Nie dajcie się! Umacniajcie się modlitwą wzajemną. Każdy z was jest proszony, abyśmy modlili się jedni za drugich Psalmem 27. Niech to codzienne wołanie z zaufaniem do Pana pokrzepi nas i przypomina, że cały ten skarb nosimy w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Bądźcie też gotowi na ofiarę, jeżeli takowej Bóg od was zażąda. Nie wiemy co to może być. Być może będzie to jakaś mała i dotkliwa ofiara z twojej woli, twoich ambicji, czy twojego czasu. Nie wahajcie się jej podjąć, pamiętając, że idąc za Nim nie zawiedziecie się nigdy…

Wasza obecność i posługa stanie się wielkim ogłaszaniem niezwykłych dzieł Jego potęgi, kiedy uwierzycie, że nie jesteście do tego ani za starzy, ani zbyt słabi, ani za mało wykształceni, ani zbyt słabo przygotowani. Wypłynąć na głębię z Jezusem to zaakceptować swoją kondycję, swoją słabość i swoje ograniczenia, a jednocześnie ufnie rzucić się w Jego ramiona. Bez tego minimalnego choćby ryzyka nie da się pchnąć łodzi Kościoła do przodu… Statki są bezpieczne, tylko wówczas, kiedy stoją w porcie, ale przecież nie po to buduje się statki. Zwracam się więc nade wszystko do osób, które będą mówiły świadectwa, będą odpowiedzialne za grupy modlitwy wstawienniczej, czy otrzymają jakieś inne posługi… Nie bójcie się!!! Bóg jest większy od waszych lęków i niepewności. On uzupełni to, czego wam nie dostaje…

Noc już za oknem głęboka, a list i tak za długi… Kończę więc jeszcze raz wam przypominając, że zostaliście powołani nie tylko dla siebie, ale dla wielu innych, którym możecie posłużyć. Macie w sobie ogromny potencjał możliwości i sił, o którym zdajecie się na co dzień nie pamiętać. Za plecami macie Jezusa, który zwyciężył świat i jest silniejszy niż całe jego zło… On na was liczy bardzo.. A ja ośmielam się podpiąć pod te Jego nadzieję i wierzę, że wspólnymi siłami dokonamy czegoś wielkiego, a Pan nam będzie w tym błogosławił.

 

Z najszczerszą miłością w sercu wasz brat – michał