Świadectwa uczestników Rekolekcji Odnowy w Miłości Boga – Gdańsk Orunia – kościół św. Jana Bosko – jesień 2017

Źródło wody żywej
W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza». A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony.
(J 7,37-39)


 
 
 
Ewangelia dzieje się dziś! – świadectwo Barbary
 
 

 A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: „Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga”.
(Łk 13, 11-13)

 

                    19 stycznia 2018 skończyłam 84 lata. Od co najmniej 25 lat żyłam mocno pochylona. Był to skutek mocno zaawansowanej osteoporozy,  wielu zmian zwyrodnieniowych m.in. w kręgosłupie. Gdyby ktoś chciał zobaczyć mnie stojącą albo choćby siedzącą prosto na krześle musiałby najpierw połamać mi kręgosłup. Sama nie byłam w stanie się wyprostować nawet gdybym pokonała ból nie do opisania.
                     23 listopada 2017 r., na Msze Św. do kościoła na Oruni przywiózł mnie ze Stogów mój wnuk Piotr z żoną. Opowiadali, że byli świadkami  uzdrowień jakie Pan Jezus czynił podczas modlitwy wspólnoty Źródło Wody Żywej z Nowego Portu. Kiedy usłyszałam słowa mówiące o zabieraniu bólu z  kości ktoś ze wspólnoty położył rękę na moim kręgosłupie i poczułam taki strumień zimna, który przechodził od szyi, przez plecy aż do stóp i jakąś siłę, która wygina mnie do tylu. Zaraz potem podszedł do mnie Piotr i powiedział, że jestem jakaś wyższa. Jak wróciłam do domu, mój syn, który mnie zobaczył aż wykrzyknął z wrażenia , że urosłam, ze mam chyba o 10 cm więcej wzrostu. Od tego dnia, jak patrzę  w lustro widzę inną siebie, zupełnie wyprostowana, o te kilka, może nawet 10 cm, wyższa. Tak jakby mi Ktoś wtedy na Oruni zrobił operację prostowania kręgosłupa, bezbolesną. Tylko, ze takiej operacji chyba zrobić nie można.

20 stycznia 2018 r.
Barbara


Ewangelia dzieje się dziś!świadectwo Janiny

 

I spojrzawszy wkoło po wszystkich, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa.
Łk 6,10

           

 

           Ból był codziennie, od 30 lat. Miałam ogromne zmiany zwyrodnieniowe w kręgosłupie w odcinku L4 I L5. Przeszłam kilkanaście rehabilitacji, byłam sześć albo siedem razy w sanatorium, co najmniej dziesięć razy miałam robione blokady. Wszystko żeby zmniejszyć ból, nie zabrać, zmniejszyć. Wszystko na nic, bo pomagało na tydzień, dwa, a potem ból wracał jeszcze większy.
            Nie mogłam normalnie chodzić. Tez pewnie ze 30 lat z powodu tzw. dziobów w kolanach, narośli, które naciskały na nerw powodując ból nie do wytrzymania. Brałam leki przeciwbólowe, zastrzyki. Ostatnia seria, dwadzieścia. Pomogła na chwilę. 7 lat temu zdiagnozowano u mnie zespół cieśni nadgarstka w obu rekach. Najpierw drętwienie i ból palców, potem ból promieniujący do przedramienia a nawet barku, również w nocy, w końcu zaniki mięśniowe. Miałam silne dłonie. Jak ktoś nie mógł odkręcić słoika, przychodził z nim do mnie. Teraz nie mogłam utrzymać w dłoniach marchewki żeby ją obrać. Tylko operacja mogła pomóc. Miałam skierowanie od 2012 roku. Nie mogłam się zdecydować, bo strasznie się bałam. Wybrałam ból i dodatkowe leki na jego zmniejszenie.

            Na rekolekcje Odnowy w Miłości Boga namówiła mnie Asia, moja córka. Na drugim spotkaniu, 17 października 2017 r.,  była modlitwa za chorych. Usłyszałam prośbę żeby podniosły do góry ręce osoby odczuwające ból w stawach, kościach. Wyciągnęłam rękę. Poczułam dreszcze, trzęsłam się, leciały mi łzy, czułam gorąco na plecach i w ręce. Wtedy odszedł ból, całkowicie, z kręgosłupa, kolan, rak. Już nie wrócił. Dźwigam ciężary, biegam po schodach, robię wszystko jak dawniej, otwieram słoiki, takie mocno zakręcone. Stałam się znów zdrowa.

24 stycznia 2018 r.
Janina



Ewangelia dzieje się dziś!
świadectwo Zyty

aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest PANEM
ku chwale Boga Ojca.

Flp 2,10-11

         

          Nie klękałam od dwudziestu kilku lat. Nie byłam w stanie zgiąć lewego kolana. 16 listopada 2017 r., około godz. 21, razem z grupą 26, stałam w prezbiterium kościoła św. Jana Bosko. Na ołtarzu był wystawiony Najświętszy Sakrament, przed ołtarzem stał klęcznik. Za chwilę miałam na nim uklęknąć i powiedzieć, że wyznaję Jezusa Chrystusa moim Panem.
          Na pierwsze spotkanie rekolekcji Odnowy w Miłości Boga, 12 października 2017 r. przyszłam o dwóch kulach. Od 12 lat chorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów. Choroba była w ostatnim stadium. Jest nieuleczalna. Nie można jej powstrzymać. Można opóźniać jej postępowanie. Od 10 lat brałam „chemię” żeby oddalić perspektywę wózka inwalidzkiego, a potem już tylko leżenia w łóżku. Miałam powyginane palce u rąk i nóg, kolana, powykręcane stawy. Straszliwie bolało. Nie mogłam niczego utrzymać w dłoniach, nawet kubeczka z herbatą. Coraz częściej nie byłam w stanie utrzymać w dłoniach moich kul. Kiedy następowały wzmożone ataki choroby, mogłam jedynie leżeć w całkowitym bezruchu, sparaliżowana, bez możliwości poruszenia głową czy naciągnięcia na siebie kołdry, zdana całkowicie na łaskę innych. 17 października, na drugim spotkaniu, padły słowa poznania mówiące, że Pan Jezus pragnie uzdrawiać choroby kości i stawów. Jakiś młody człowiek ze wspólnoty Źródło Wody Żywej położył rękę na moich plecach. Poczułam jakby strumień ciepła, który zaczął się przemieszczać od czubka głowy do moich stop. Uczucie, którego nie jestem w stanie opisać. Zaraz potem byłam zmuszona wyjść na chwilę z ławki. Nie zdążyłam chwycić kul. Nagle stałam poza ławką nie podpierając się niczym. Nie śmiałam wierzyć w to co się dzieje.
            Na tamto spotkanie, 16 listopada przyszłam już o jednej kuli. Kiedy przyszła moja kolej, odstawiłam ją, podeszłam do klęcznika i moje lewe kolano zgięło się, po prostu się zgięło tak jak prawe. Po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat. Nie poczułam żadnego bólu. Powiedziałam Mu, że jest moim Panem. Ku chwale Boga Ojca.
           Jestem zdrowa. Chodzę bez kul. Przestałam brać chemię, odstawiłam tabletki przeciwbólowe. W marcu będę miała badania żeby potwierdzić, że już nie choruję.
          Zanim zachorowałam miałam taką swoją małą pasję. Malowałam obrazy. W czasie choroby to stało się niemożliwe. Świadomość tego, że nie namaluję już ani jednego była bardzo przygnębiająca. Chcę teraz choćby ten jeden, po tylu latach, namalować, żeby Mu tym moim obrazkiem podziękować, najlepiej jak potrafię.
          I jeszcze jedno. Postanowiłam przyjmować Komunię Św. klęcząc.

13 stycznia 2018 r.
Zyta



Ewangelia dzieje się dziś!
świadectwo Sylwii

 

I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go . A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga.
Dz 3,7-8

         

 

          Mam 29 lat. Dwa tygodnie przed przyjściem na świat moje ciało przemieściło się w łonie matki w poprzek, powodując niedotlenienie mózgu w czasie porodu, a w konsekwencji nieodwracalne zmiany w mózgu, Mózgowe Porażenie Dziecięce. Choroba objawiała się postępującym porażeniem kończyn dolnych, szczególnie kolan. Ból w kolanach był codziennie, non stop. W wieku dziecięcym przeszłam dwie operacje chirurgiczne. Od tamtej pory, nieprzerwanie, uczęszczałam na wielospecjalistyczną rehabilitację. W szkole oraz na podwórku doświadczałam dyskryminacji ze strony rówieśników, gdyż mój sposób chodzenia różnił się od innych.  Stopy miałam powykręcane do środka, chodziłam z ogromną trudnością, bardzo wolno. Najgorzej było ze schodami. Wiele razy nie byłam w stanie po nich wejść do góry, pokonać nawet jednego stopnia.  Wtedy wnosił mnie na rękach Maciek, mój chłopak.
          Wiedziałam, że choroba będzie postępować. Nie robiłam wielkich planów na przyszłość, nie chciałam myśleć o tym co będzie. 19 października 2017 r., w czasie rekolekcji Odnowy w Miłości Boga, podczas modlitwy o uzdrowienie, usłyszałam słowa poznania mówiące o osobach mających trudności z chodzeniem, nie mogących chodzić. Poczułam, że są do mnie. Podniosłam rękę i niemal w tym samym momencie doznałam zaśnięcia w Duchu Świętym. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam.  Leżałam na posadzce w kościele pewnie około 5 minut. Jak otworzyłam oczy nie czułam żadnego bólu. Ktoś ze wspólnoty Źródło Wody Żywej podał mi rękę i pomógł wstać, a potem poprosił żebym spróbowała z nim….. poskakać do góry. Skakałam, naprawdę skakałam, pierwszy raz w życiu.
          Kolana już nie bolą, nie czuję jakiegokolwiek bólu. Uczę się, po tylu latach, stawiać stopy prosto kiedy chodzę, bo ciągle, z przyzwyczajenia, wykręcam je do środka. Pracuję jako pedagog z osobami niepełnosprawnymi. Na styczniowym balu karnawałowym przetańczyłam z moimi podopiecznymi kilka godzin, przeskakałam :). Mogłabym przetańczyć całą noc.
          Po schodach do góry wbiegam. Ścigam się z Maćkiem. Nie mogę przestać myśleć o tym co stało się z moimi kolanami w ciągu tych 5 minut, co stało się z moją straszną chorobą. Zaczęłam chodzić z Maćkiem do wspólnoty, która powstała przy kościele św. Jana Bosko po tych cudownych rekolekcjach żeby wielbić Boga za to co dla mnie zrobił.

1 lutego 2018 r.
Sylwia


Ewangelia dzieje się dziś!świadectwo Agnieszki

 

O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich.
Łk 4,40

         

          Pamiętam tylko rękę przyłożoną do mojego kręgosłupa i bijące od niej gorąco. To uczucie było tak przejmujące, że myślałam, że mam chyba dziurę w płaszczu w tym miejscu, że ktoś położył na moich plecach termofor z gorącą wodą. Ból, który nie dawał mi żyć od 25 lat odszedł natychmiast na całej długości kręgosłupa. Zrujnowałam go sobie pracując jako pomocnik stolarza w firmie produkującej meble na statki. Dźwigałam ciężkie, drewniane elementy. Dla mnie za ciężkie. Musiałam się zwolnić po 19 miesiącach. Moje życie stało się jedną wielką rehabilitacją. Jeśli wykonywałam codziennie przez 3-4 godz. zalecone ćwiczenia, ból stawał się znośny. Poddałam się po pół roku. To było bez sensu. Ćwiczenia nie prowadziły do wyleczenia mojego kręgosłupa, a jedynie spowalniały jego rozpad. Pozostały leki przeciwbólowe i ewentualność operacji.
          Mniej więcej w tym samym czasie przyplątał się jeszcze reumatyzm. Straszliwie wykręcało mi nogi, w nocy budziłam się co godzinę. Byłam szczęśliwa jak trafiła się znośna noc. Nie o takim szczęściu marzyłam w życiu.
          19 października 2017 r. około godz. 20 w kościele św. Jana Bosko w Gdańsku poczułam Jego rękę na swoim kręgosłupie. Wystarczył ten jeden dotyk żeby wykonać bezbolesną, doskonałą operację i dodatkowo przegonić reumatyzm z moich nóg. Od tamtej chwili wszystko jest tak jak 25 lat temu, bez bólu. Jak sprzątam to przestawiam najcięższe meble w mieszkaniu, kanapę i komodę, sama. Nie przesuwam. Podnoszę i przestawiam.
          Na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie, 23 listopada postanowiłam przyprowadzić mojego męża. Od 4 lat miał ciężkie nadciśnienie tętnicze, codziennie brał tabletkę Axudanu 320g. To maksymalna dawka. Dwa razy zdarzyło mu się zapomnieć o swojej tabletce. Dwa razy musiało go ratować pogotowie. Jego życie zależało od Axudanu. Nie mógł o nim zapomnieć.
          Wtedy, 23 listopada, Andrzej podszedł do księdza Mariusza. Ten położył na niego ręce i kilka sekund sie pomodlił. Następnego dnia rano powiedziałam Andrzejowi żeby nie brał Axudanu. Od 24 listopada 2017 r. Andrzej nie wziął już ani jednej tabletki. Od tego dnia jego ciśnienie ani razu nie przekroczyło normy 140 mmHg dla ciśnienia skurczowego i 90 mmHg dla ciśnienia rozkurczowego. Często było bliskie wartości idealnych. Jego lekarz chyba spadnie z krzesła jak się o tym dowie. A może tylko machnie ręką albo wzruszy ramionami jakby go to nie obchodziło.

8 lutego 2018 r.
Agnieszka


Ewangelia dzieje się dziś!świadectwo Katarzyny

 

Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.
Łk 1, 45

 

 

To było między piątym a szóstym spotkaniem rekolekcyjnym, po uznaniu Jezusa Panem a przed modlitwą o uzdrowienie, około 20 listopada 2017 r. Robiłam swoje rozważania rekolekcyjne na ten dzień. Byłam sama w domu. Nagle, nie wiem dlaczego, zaczęłam się cała trząść, a potem płakać. Wtedy, przez te łzy zaczęłam na głos błagać żeby dał mi dziecko. Obiecałam Mu, że zawsze będę Go kochać.

Mam 37 lat. Bardzo późno wyszłam za mąż. Nie mogłam zajść w ciążę. Lekarz mówiła, że to może być spowodowane przez mój wiek albo problemy z tarczycą. Inni sugerowali żeby przebadał się mój mąż. Był kulturystą. Brał różne prochy. Postanowiliśmy oboje, że będzie tak jak chce Pan Bóg. Zostawiliśmy to Jemu.

23 listopada usłyszałam w kościele św. Jana Bosko słowa poznania mówiące o tym, że Pan Jezus pragnie pobłogosławić małżeństwom, które nie mogą mieć dzieci. Jak to usłyszałam, zrobiło mi się nieprawdopodobnie gorąco choć to nie był gorący dzień i w kościele gorąco nie było. Zdjęłam z siebie kurtkę. Za chwilę ściągnęłam polar. Musiałam wyglądać co najmniej dziwnie. Zaczęły mi znów same lecieć łzy, rozbolał mnie brzuch. Uwierzyłam, że te słowa są do mnie, że one się spełnią.

Na ostatnim spotkaniu rekolekcyjnym, 7 grudnia, usłyszałam dwa wzruszające świadectwa Asi i Magdy. Obie zaszły w ciążę po modlitwie ze wspólnotą Źródło Wody Żywej, po kilkuletnich, bezskutecznych staraniach, próbach leczenia.
Uchwyciłam się tego słowa nadziei z 23 listopada obiema dłońmi i powiedziałam, że nie dam nikomu ani niczemu go sobie zabrać.

O tym, że jestem w ciąży dowiedziałam się w styczniu 2018 r. Lekarz powiedział, że najprawdopodobniej zaszłam w ciążę 16 grudnia. Niedługo zacznie się trzeci miesiąc. Będę Go kochać do końca życia w moim dziecku, za to dziecko.

12 lutego 2018 r.
Katarzyna


Ewangelia dzieje się dziś!świadectwo Kasi

 

Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary.
Mk 12,33

 

 


Gdańsk, 30 listopada 2017 r.





ŚWIADECTWA UCZESTNIKÓW REKOLEKCJI:

  • Rekolekcje REO przyniosły mi uzdrowienie duchowe. Czuję, że ten proces jeszcze trwa. Po wielu latach nieprzebaczenia i poczucia odrzucenia udało mi się wybaczyć urazy z wczesnej młodości. Już nie czuję się samotna, ale wybrana. W moim sercu zagościł spokój i Boża miłość. Czuję, że Pan Jezus zaprasza mnie do bliskiej z Nim relacji.
    Marta


  • W październiku 2017 otrzymałam uderzenie w prawe oko. Po leczeniu, które trwało tydzień, pozostała blizna na rogówce, którą można było usunąć tylko laserowo. Dzień po modlitwie o uzdrowienie, 23 listopada, miałam wizytę u okulisty. Pani doktor nie mogła pojąć jakim sposobem moja blizna na rogówce zniknęła skoro nie było żadnego zabiegu.
    Edyta


  • Od ponad roku zaczęłam tracić powonienie. Bałam się tego diagnozować, bo to mógł to być objaw poważnej choroby. Od trzech miesięcy nie wyczuwałam już żadnego zapachu. Mogłam przestać używać perfum, bo nic nie czułam. Szczególnie trudno było przy przygotowywaniu posiłków. Kiedy na drugim spotkaniu rekolekcyjnym usłyszałam słowo poznania mówiące o ludziach, którzy nie doświadczają miłości od najbliższych im osób, że doświadczają od nich czegoś przeciwnego, popłakałam się. Od tego momentu zaczął wracać węch. Jesteście cudowną oazą w dziwnym, dzisiejszym świecie.
    Teresa


  • Rekolekcje pozwoliły mi poznać Pana Boga żywego oraz skłoniły mnie do wyspowiadania się po 9 latach.
    Kilka dni po modlitwie o uzdrowienie przestały boleć mnie korzonki. Przed modlitwą bolały tak, że nie mogłem stać.
    Maciej


  • Dla mnie okres przed rozpoczęciem rekolekcji był bardzo trudny. Po śmierci najbliższych mi osób, mojego taty, babci i brata, pojawiły się wątpliwości co do miłości Pana Boga. Również relacje pozostałych członków mojej rodziny są obecnie bardzo trudne, chyba nie tylko mi, ale też im trochę zachwiała się wiara. Pan Jezus dla mnie w jakiś dziwny sposób postawił na drodze życia osoby, które należą do Wspólnoty Ewangelizacyjnej Źródło Wody Żywej. Osoby te powiedziały mi o rekolekcjach i o miłości Pana Jezusa. Trochę czasu minęło zanim zdecydowałam się na udział, ale jak podjęłam decyzję i pojawiłam się w kościele poczułam, że jestem w dobrym miejscu. Podczas tych rekolekcji postanowiłam przystąpić do sakramentu spowiedzi świętej pierwszy raz po bardzo długim czasie. W czasie trwania rekolekcji na nowo uczę się modlić i ufać w miłosierdzie Pana. Amen.
    Agnieszka


  • Od 8 lat chorowałam na bezsenność. Dostawałam leki przez rok czasu, bo lekarz twierdził, że mózg musi wypocząć. Gdy minął rok sama to przerwałam, nie chciałam uzależnić się od nich. Od ostatniej Mszy z modlitwą o uzdrowienie 16.11.2017, kiedy prosiłam Jezusa o uzdrowienie z bezsenności, budzę się już od tygodnia 2 razy w nocy, a nie 22. Chwała Panu.
    Agnieszka


  • Od samego początku miałam wewnętrzne trudności, aby wytrwać w rekolekcjach. Już w drugim tygodniu musiałam opuścić spotkanie, gdyż mój mąż miał wypadek (włożył rękę do kosiarki i wylądował w szpitalu) i musiałam zostać z dziećmi w domu.
    W kolejny czwartek musiałam wcześniej wyjść ze spotkania, bo moja najmłodsza córka strasznie płakała (ma 10 miesięcy). Wróciłam do domu – mąż był zły, dziecko aż łkało, a dwie starsze córki, które już chodzą do szkoły, jeszcze nie spały (a miały kolejnego dnia na 7:45). Jednym słowem masakra. I tak mnie to zdołowało – pomyślałam sobie, że chyba będę musiała zrezygnować z kolejnych spotkań.
    W kolejny czwartek bardzo nie chciało mi się iść – miałam takie odczucie, że jest to bez sensu. Na koniec Mszy Św. lider wspólnoty powiedział słowa, że jeśli są takie osoby, które nie są pewne czy mają uczestniczyć w rekolekcjach, to Pan Bóg do nich mówi, że Sam ich zaprasza do tego. Te słowa sprawiły, że wytrwałam do końca.
    Uzdrowień fizycznych nie zaobserwowałam, chociaż moja mama zawsze mówila mi, że od słuchania muzyki w słuchawkach będę głucha i faktycznie słuch mi się pogorszył. Tydzień temu było słowo, że Pan Bóg chce uleczyć uszy. Podniosłam rękę. Wstawiennik modlił się nade mną. Zaczęłam zwracać uwagę na dźwięki i okazuje się, że częściej mówię, że jest za głośno.
    Karolina


  • Otrzymałam uwolnienie z bezsenności. Wcześniej budziłam się o 2:00/3:00 w nocy, miałam ogromny natłok myśli i już nie mogłam zasnąć. Teraz też się budzę, prosząc Boga, aby był w tej chwili ze mną i zasypiam aż do rana. Jestem spokojniejsza wewnętrznie.
    Poprosiłam o uzdrowienie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Modlitwa została wysłuchana. Dziękuję Ci Panie Boże, zostałam uzdrowiona. Nie czuję bólu pleców, nic a nic.
    Izabela


  • Miałam duże dolegliwości pęcherza moczowego. Musiałam bardzo często biegać do łazienki. Trwało to od około 15 lat. Od 19 października moja choroba nagle całkowicie ustąpiła.
    Jolanta


  • Zdarzyło się coś na co czekałem. Na ostatniej Mszy podczas wzywania Ducha Świętego poczułem obecność Boga, ogarnęła mnie ogromna radość, na twarzy pojawił mi się szeroki uśmiech. To była taka radość od środka, niespowodowana żadną myślą czy wspomnieniem śmiesznej sytuacji. Czysta obecność Boga.
    Paweł


  • Rekolekcje przede wszystkim pomogły mi na nowo odnaleźć wiarę i przypomnieć sobie, że Bóg istnieje i cały czas jest przy mnie. Przed przystąpieniem do spotkań byłam daleko od kościoła i od wiary, nie uczestniczyłam w Mszach Świętych i nie przyjmowałam Komunii Świętej. Wcześniej myślałam, że na pierwszej Mszy rekolekcyjnej znalazłam się przez przypadek. Znalazłam się tam, bo mama widziała, że się pogubiłam i po prostu kazała mi przyjść do kościoła. Teraz uważam, że to nie był przypadek i z każdym kolejnym tygodniem się w tym upewniałam.
    Dzięki rekolekcjom potrafiłam wybaczyć, czyli zrobić coś co wcześniej, przez bardzo długo, było dla mnie niemożliwe. Po ostatniej Mszy z modlitwą o uzdrowienie zostałam uwolniona od silnych i nawracających migren, które uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. Nie wstydzę się też mówić, że kocham i wierzę w Boga.
    Kamila


  • Dzięki rekolekcjom na nowo nauczyłam się modlić, być bliżej Boga w każdej minucie. Przez długie lata zmagałam się z bólami żołądka, lecz od jakiegoś czasu już tego nie czuję. Co więcej, te rekolekcje pomogły mi w tym, abym bardziej pracowała nad moimi emocjami.
    Mam 41 lat. Od 10 lat mam bóle kręgosłupa w okolicy lędźwiowej, spowodowanymi częstym schylaniem się przy sprzątaniu. Po odpoczynku ból mijał. Podczas drugiego spotkania rekolekcyjnego padły słowa poznania, czułam wtedy delikatne ciepło w kręgosłupie lędźwiowym. Potem skojarzyłam, że przy schylaniu bólu nie ma! Zostałam uzdrowiona!
    Na pewno udział w tych rekolekcjach pozostanie na zawsze w moim sercu. Przeżyłam piękne chwile. Bardzo będzie mi brakowało tych czwartkowych wieczorów.
    Osobom ze wspólnoty serdeczne Bóg zapłać.
    Chwała Panu.
    Aneta


  • Tydzień temu „znalazłam się” na Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie w Gdańsku – Oruni. Modliła się przy mnie pewna pani – dotknęła mojego nosa, z którym od dzieciństwa mam kłopoty. Od tamtego momentu coś się z nim działo (jakieś odśrodkowe poruszenia, czy coś takiego..). Na dzień dzisiejszy mogę śmiało powiedzieć, że drożność powietrza przez nos jest dużo lepsza. Dziękuję Panu! Modliłam się o uzdrowienie mojego brzucha, jelit, problemów z żywieniem. Dzisiaj jest lepiej! Uwielbiam Cię Panie!
    Anna


  • Podczas rekolekcji Pan dał mi dar rozwagi. Jestem bardzo wyciszona. W czasie drugiej Mszy rekolekcyjnej podczas modlitwy o uzdrowienie poczułam straszne ciepło, Pan zabrał mi silny ból głowy. Chwała Panu!
    Maria


  • Rekolekcje sprawiły, że: na nowo poznaję Ducha Świętego, jestem bardziej radosna, w fizycznym uzdrowieniu odczułam sprawniejsze stawy. Miałam problemy zwyrodnieniowe, przeciążenie kręgosłupa i stawów od ciężkiej pracy na polu (czy zimno czy deszcz), pojawiła się osteoporoza. Od Mszy z modlitwą o uzdrowienie ból odchodzi. Dziękuję Panu Bogu i wam, że mogłam uczestniczyć w rekolekcjach. Serdeczne Bóg zapłać!
    Agnieszka


  • Rekolekcje są dla mnie ogromnym przeżyciem. Będzie mi brakować tych cotygodniowych czwartkowych spotkań w gronie otwartych na dotyk Boga ludzi ze Wspólnoty Źródło Wody Żywej, którzy z odwagą i zaangażowaniem okazują Mu uwielbienie i emanują miłością do Boga, przelewając ją jak wodę na innych ludzi.
    Podczas rekolekcji odżyłam w wierze, bo do tej pory byłam niedzielną i świąteczną katoliczką.
    Dwa lata temu z powodu rozpadu mojej rodziny po odejściu męża i rozwodzie byłam zła na cały świat, w tym również na Boga, że mnie tak doświadcza. Zaprzestałam przyjmowania sakramentów w postaci spowiedzi i komunii świętej, a rzuciłam się w wir złudnej swobody i niezależności chcąc zagłuszyć uczucia odrzucenia i nienawiści do męża i kobiety do której odszedł. Jednak nie czułam się szczęśliwa, wręcz przeciwnie – czułam nienawiść również do samej siebie, byłam w konflikcie z moimi córkami, nie potrafiłam się z nimi porozumieć, w mojej rodzinie panowała atmosfera zła, nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. Zaczęłam uważać, że moje życie jest bez sensu, nawet modliłam się o śmierć.
    Któregoś dnia wracając z pracy zobaczyłam w centrum miasta duży baner o rekolekcjach i poczułam, że muszę wziąć w nich udział, bo inaczej sama nie poradzę sobie z życiem i mrocznymi uczuciami jakie we mnie drzemią i mnie niszczą. W trakcie rekolekcji po dwóch latach przystąpiłam do sakramentu pokuty oraz przyjęłam komunię świętą, co napełniło mnie radością. Czuję, że jestem bliżej Boga i Jego Matki, często z Nimi rozmawiam i chcę zaufać Jezusowi żeby On mnie uleczył i wziął na Siebie moje troski i problemy, bo ja czasem nie mam już siły. Czuję się spokojniejsza wewnętrznie, bo wiem, że Bóg mnie kocha, że nie jestem sama i wszystko co mnie spotyka ma sens. Może jeszcze tego nie rozumiem, ale ufam, że Bóg wie co robi. Relacja z moimi córkami naprawiła się, atmosfera w domu poprawiła się, okazujemy sobie, że jesteśmy dla siebie ważne. Wiem, że jeszcze sporo pracy przed nami, ale to duży przełom w relacjach, na który straciłam już nadzieję.
    Od kilku lat borykam się również z problemami zdrowotnymi w postaci zwyrodnienia kręgosłupa w odcinku lędźwiowym, potwierdzonymi badaniami. Miałam już dwukrotnie rehabilitację i okresowo przyjmowałam leki przeciwzapalne, ale bóle co pewien czas powracały. Szczególnie rano, gdy wstawałam z łóżka czułam ból i zesztywnienie. Na chwilę obecną ból zniknął i nie powraca. Czuję, że Jezus mnie uzdrowił.
    Wioletta


  • Mam chory kręgosłup, ciężko było mi wstać z łóżka czy ubrać się, a nawet umyć, zwłaszcza rano. Tydzień przed zapowiedzianą Mszą Świętą o uzdrowienie zaczęłam lepiej się czuć! Z każdym dniem czuję się lepiej, mogę wykonywać ruchy, które wcześniej były niemożliwe do wykonania. Swobodnie mogę się ubrać czy umyć.
    Danuta


  • Podczas tych rekolekcji odczułem w czasie modlitwy uwielbienia jakby lekki powiew powietrza, lekkie muśnięcie. Do moich oczu napływały łzy i nie potrafiłem tego sobie wytłumaczyć. Czułem wielkie uczucie miłości i spokoju.
    Michał


  • Bardzo podobały mi się świadectwa osób opowiadane po Mszach.
    Magdalena


  • Przyszedłem do tego kościoła w połowie rekolekcji, trzy tygodnie temu, lekko niepewny, trochę przestraszony, ale z myślą: „no dobrze, spróbuję”. To co działo się ze mną podczas tej Mszy ciężko opisać słowami. Czułem realne działanie Jezusa na moją duszę – czułem jakby wyrywał z mojego serca resztkę bólu i cierpienia, a jednocześnie napełniał je swoją miłością. Musiałem zaciskać zęby, by ze wzruszenia całkowicie się nie rozpłakać, choć i tak łzy same napływały mi do oczu – śmiało mogę powiedzieć, że doświadczyłem swego prywatnego cudu. To w tym kościele po raz pierwszy od wielu lat byłem u spowiedzi oraz Komunii Świętej.
    Mateusz


  • Dzisiaj uświadomiłam sobie, że Jezus uwolnił mnie od głębokiego lęku z powodu moich grzechów z przeszłości. Czuję Jego wielkie Miłosierdzie.
    Barbara


  • Na samym początku, czyli przez około 2 tygodnie, szczególnie po Mszy z modlitwą o uzdrowienie, czułam się wspaniale, ogarnęła mnie taka radość, że nie potrafię tego opisać. Boję się, że po rekolekcjach wszystko wróci do tego co było przed rekolekcjami. Pragnę być blisko Jezusa.
    Monika


  • Podczas Chrztu w Duchu Świętym doznałem niesamowitego gorąca, które przeniknęło moje ciało.
    Jola


  • W roku 2013 dokładnie 13 maja zachorowałam na zapalenie ucha prawego. 7 lutego 2014 miałam wizytę i wówczas dostałam skierowanie na badanie słuchu. Badanie wykazało, że w pewnym stopniu mam niedosłuch. 23 marca 2015 miałam ponowne badanie słuchu i znów pogorszenie. Pan doktor zaproponował mi aparat słuchowy, ale ja się nie zgodziłam. Przy następnej wizycie 20 stycznia 2017 wykazano kolejne pogorszenie, a doktor powiedział, że jak przyjdę na wizytę w 2018 roku to na pewno się nie wymigam od aparatu. A ja od Mszy, która odbyła się 23 listopada 2017 poczułam, że lepiej słyszę. To jednak jest prawda, że Bóg czyni cuda.
    Ewa


  • W modlitwie o uzdrowienie prosiłam o to, by moje bóle w odcinku lędźwiowym zostały uzdrowione. Od kilku lat (około 10) borykam się z dyskopatią. Jest to straszny ból niekiedy kładący na tydzień czy dwa do łóżka. Rehabilitacja i ciągły lęk przed jakimś ciężkim wysiłkiem może się skończyć ponownym położeniem w łóżku. Po Mszy z modlitwą o uzdrowienie miałam przyjęcie na 60 osób, którą organizowałam, obsługiwałam, a do tego jeszcze dotowałam i sprzątałam. Praca na 4 dni bez przerwy, dużo wysiłkowa. Po pierwsze w trakcie przyjęcia w ogóle nic a nic mnie nie bolało, gdzie po kilku godzinach musiałam zawsze przysiąść i odpocząć, a na drugi dzień potrafił wypaść mi dysk. Do dziś w ogóle nic a nic mnie nie boli! Czuję się, tak jakbym miała wymieniony kręgosłup. Dziękuję Ci za to Panie Boże!
    Iza


  • Od dłuższego czasu bardzo bolały mnie nogi i drętwiały ręce. Na Mszy z modlitwą o uzdrowienie w kościele cały czas stałam. Dolegliwości były obecne również wtedy. Po tym jak usłyszałam słowa poznania dotyczące osób z bólami stawów, moje bóle i drętwienie zniknęły! Do końca Mszy stało mi się o wiele lepiej.
    Gosia


  • Świadectwem, którym chciałabym się podzielić jest niezwykłe doznanie obecności Ducha Świętego. w moim ciele. Dowodem na to jest to, że podczas Chrztu w Duchu Świętym i modlitwy z nałożeniem rąk moje ciało zaczęło wibrować, przestało wraz z końcem modlitwy.
    Sławek


  • Podczas spotkań dowiedziałam się, że można modlić się i prosić o uzdrowienia. Pomyślałam, że w sumie nic nie zaszkodzi jeśli pomodlę się o uzdrowienie z dolegliwości kręgosłupa. Do końca nie wierzyłam i nadal jest mi trudno w to wszystko uwierzyć. Ludzie opowiadali o jakimś cieple, coś czuli, mdleli, a ja nic nie poczułam. Zupełnie nic. Postanowiłam jednak mimo wszystko zaufać. Po tym jak modlili się nade mną animatorzy nie boli mnie kręgosłup. Nie czuję bólu gdy się budzę, a nawet odczuwam pewnego rodzaju lekkość. I mam nadzieję, że ta lekkość zostanie ze mną na dłużej. Widać, że i tym co nie do końca wierzą, a ufają i mają nadzieję, Pan błogosławi.
    Ania


  • Moje ostatni wyniki TK pokazały, że guzy w mózgu zmniejszyły się z 25mm x 17mm na 9mm x 6mm ( 10 naświetlań + 2 miesiące chemioterapii).
    Ja wierzę, że jest to kwestia wiary i modlitwy. Spotkania rekolekcyjne dodały mi siły psychicznej, dodały mi wiary w to, że cuda się zdarzają, że Pan uzdrawia. Wierzę, że w swoim czasie i mnie taki cud całkowitego uzdrowienia dotknie. Ufam Panu.
    Dla mnie cudem jest już to, że przy takiej ilości guzów nadal mogę normalnie funkcjonować.
    Basia


  • Pracując przy komputerze odczuwałem pieczenie w oczach, czasami ból. Teraz mogę patrzeć bez okularów z antyrefleksem na ekran monitora.
    Rafał


  • Postanowiłam, że na jakiś czas odsunę się od Jezusa. Trwało to kilka lat. Nadeszła choroba wnuka, która ponownie zabiła we mnie miłość i wiarę w Boga.
    Podczas nabożeństwa o udaną operację kapłan modlił się i prosił Boga, aby idealnie poprowadził rękę lekarza operującego. Dzisiaj wiem i jestem pewna, że Jezus go wysluchał, bo z tak beznadziejnych rokowań jakie były przed operacją, mój wnuk wyszedł bez uszczerbku na zdrowiu.
    Odbyłam spowiedź generalną. Dziś, jak nigdy dotąd, jestem pewna, że Jezus był, jest i na pewno zawsze będzie moim najwierniejszym przyjacielem, na którego zawsze mogę liczyć.
    Teresa


  • Rekolekcje, w których bierzemy udział, nie zmieniły znacząco mojego życia, ale wprowadziły pewien spokój. Od jakiegoś czasu lepiej śpię, przestałam tak często sięgać po tabletki nasenne.
    Magda


  • Czy świadectwem jest to, że przystąpiłam po wielu latach do spowiedzi świętej?
    Monika


  • RTG miałam zrobiony w 2011 roku z powodu bólu kręgosłupa (bolał codziennie od 19 lat). Rozpoznanie: prawostronne skrzywienie kręgosłupa, dyskopatia itd. Od około 2 lat ból towarzyszył mi niemal codziennie. Wykonywanie codziennych zwykłych prac domowych musiałam przerywać. Kładłam się odpoczywając około 10/15 minut. Pracując w pozycji siedzącej scenariusz się powtarzał. Około 2 dni od Mszy z modlitwą o uzdrowienie zorientowałam się, że nie odczuwam żadnego bólu w kręgosłupie, mogę długo stać w jednej pozycji, nie muszę przerywać pracy, aby się położyć. I tak jest do dnia dzisiejszego. Nie boli ani trochę!
    Podczas modltwy o wylanie Ducha Świętego obecność Pana Bga była przejmująca. Czegoś takiego nigdy nie doświadczyłam.
    Nina


  • Mam torbiel na jajniku. Usłyszałam słowa, które mówiła osoba prowadząca: Bóg uzdrawia wszystkich, którzy mają choroby jajników. Moja torbiel zmniejszyła się prawie o centymetr przez miesiąc.
    Agata


  • Synowi w pracy spadła żelazna sztaba na podbrzusze, zrobił się guz. Nie poszedł do lekarza, trwało to dłuższy czas. Gorąco się modliłam od pierwszego czwartku rekolekcyjnego do Pana Jezusa i Matki Bożej. Gdy po kilku dniach zadzwoniłam zapytać czy poszedł w końcu do lekarza, powiedział, że nie ma po co, bo guza nie ma. Powiedział: mamo, pojadę do Częstochowy podziękować Matce Boskiej.
    Dzięki rekolekcjom poprawił się stan mojego zdrowia, głównie chodzi o kręgosłup. Mogę robić skłony do przodu, przedtem mogłam się tylko trochę schylić i już czułam ból kręgosłupa.
    Danusia


  • Po powrocie, gdy położyłam się do snu poczułam przez długi czas ciepło w nogach. tak jakby ktoś coś do nich przyłożył. Od tego czasu mniej boli kręgosłup.
    Teresa


  • Mam 68 lat. Trzy lata temu zdiagnozowano u mnie 40 procentowy uskok w kręgosłupie powodujący w dwóch miejscach odsłonięcie splotu nerwowego. Poruszałam się samodzielnie, chociaż lekarz powiedział, że osoba z takim kręgosłupem powinna jeździć na wózku. Po Mszy Świętej 19 października, gdy padły słowa, że Jezus chce uzdrawiać kręgosłupy, podczas modlitwy czułam niesamowite ciepło w kręgosłupie. Następnego dnia już mnie nie bolał. Wcześniej dokuczało mi również kolano, które kiedyś sobie stłukłam i zbierała mi się w nim woda. Od tego czwartku również ono mnie nie boli.
    Helena


     

  • Moje świadectwo jest wręcz niesamowite. Błagałem ze łzami w oczach z dziewczyną, za którą bardzo się modliłem, by Bóg uleczył jej kolana przez które często nie mogła chodzić. Chorowała na nie od urodzenia, czasem musiałem ją nawet nosić na rękach. Animator w pewnym momencie powiedział przez mikrofon: niech podniosą rękę osoby, które mają problemy z nogami, z chodzeniem. Moja dziewczyna podniosła rękę. Jeden z animatorów podszedł do niej i zaczął się modlić nad nią i jej kolanami. Nagle miała spoczynek w Duchu Świętym, leżała około 5 minut, a gdy już wstała, animator kazał jej podskakiwać wraz z nim. Ja jej nigdy nie widziałem żeby podskakiwała. Powiedziała mi po Mszy, że kolana jej nie bolą. I tak jest do dnia dzisiejszego.
    Maciej