Ewangelia dzieje się dziś! – świadectwo Sylwii

          I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go . A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga.
Dz 3,7-8

 

           Mam 29 lat. Dwa tygodnie przed przyjściem na świat moje ciało przemieściło się w łonie matki w poprzek, powodując niedotlenienie mózgu w czasie porodu, a w konsekwencji nieodwracalne zmiany w mózgu, Mózgowe Porażenie Dziecięce. Choroba objawiała się postępującym porażeniem kończyn dolnych, szczególnie kolan. Ból w kolanach był codziennie, non stop. W wieku dziecięcym przeszłam dwie operacje chirurgiczne. Od tamtej pory, nieprzerwanie, uczęszczałam na wielospecjalistyczną rehabilitację. W szkole oraz na podwórku doświadczałam dyskryminacji ze strony rówieśników, gdyż mój sposób chodzenia różnił się od innych.  Stopy miałam powykręcane do środka, chodziłam z ogromną trudnością, bardzo wolno. Najgorzej było ze schodami. Wiele razy nie byłam w stanie po nich wejść do góry, pokonać nawet jednego stopnia.  Wtedy wnosił mnie na rękach Maciek, mój chłopak.

          Wiedziałam, że choroba będzie postępować. Nie robiłam wielkich planów na przyszłość, nie chciałam myśleć o tym co będzie. 19 października 2017 r., w czasie rekolekcji Odnowy w Miłości Boga, podczas modlitwy o uzdrowienie, usłyszałam słowa poznania mówiące o osobach mających trudności z chodzeniem, nie mogących chodzić. Poczułam, że są do mnie. Podniosłam rękę i niemal w tym samym momencie doznałam zaśnięcia w Duchu Świętym. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam.  Leżałam na posadzce w kościele pewnie około 5 minut. Jak otworzyłam oczy nie czułam żadnego bólu. Powiedziałam o tym animatorowi, a on poprosił żebym spróbowała z nim …..poskakać do góry. To było jak ze snu. Skakałam, naprawdę skakałam, pierwszy raz w życiu.

           Kolana już nie bolą, nie czuję jakiegokolwiek bólu. Uczę się, po tylu latach, stawiać stopy prosto kiedy chodzę, bo ciągle, z przyzwyczajenia, wykręcam je do środka. Pracuję jako pedagog z osobami niepełnosprawnymi. Na styczniowym balu karnawałowym przetańczyłam z moimi podopiecznymi kilka godzin, przeskakałam :). Mogłabym przetańczyć całą noc.

           Po schodach do góry wbiegam. Ścigam się z Maćkiem. Nie mogę przestać myśleć o tym co stało się z moimi kolanami w ciągu tych 5 minut, co stało się z moją straszną chorobą. Zaczęłam chodzić z Maćkiem do wspólnoty, która powstała przy kościele św. Jana Bosko po tych cudownych rekolekcjach żeby wielbić Boga za to co dla mnie zrobił.

 

1 lutego 2018 r.

Sylwia